fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Skąd się bierze wiara?

Wiara w zjawiska nadprzyrodzone jest zakorzeniona w kulturze, a nie w naszej intuicji.
shutterstock
Człowiek czasami nie wie, co w nim samym jest wiarą – mawiał ks. Józef Tischner. Nowe badania obalają dotychczasowe przekonanie o tym, jak powstaje religijność.

Większość osób żyje w przekonaniu, że wiara rodzi się intuicyjnie. Każdy z nas nosi na sobie pieczęć Boga i instynktownie wyczuwa, co jest dobre, a co złe. Panuje również przekonanie, że religie na całym świecie opierają się na podobnym planie, choć gdy się bliżej przyjrzymy, ich wektory bywają całkowicie przeciwne. Jedne wierzenia opierają się na kontraście między wielkim bóstwem a małą istotą ludzką, inne zakładają, że bogiem jest każdy. Już przy samych fundamentach te religie się znoszą, ale nadal odnosimy wrażenie, że gdzieś u podstaw wszystkim nam chodzi o to samo.

Temu stwierdzeniu przyklaskuje psychologia. Rzeczywiście, wszyscy na całym świecie mamy podobne potrzeby – wsparcia, racjonalnego wytłumaczenia niezrozumiałych zjawisk, uzasadnienia, po co żyjemy, oraz obniżenia lęku przed śmiercią i stratą. Psychologowie mówią: „Chcesz stracić wiarę? Zostań psychologiem. Dowiesz się, że niemal wszystko, co daje ci religia, możesz stworzyć sam". Racjonalizacja myślenia może prowadzić albo do zaprzeczenia religii lub wprost przeciwnie – poszukiwania materialnych dowodów na istnienie Boga. Mamy zatem intuicję, która mówi nam, że coś jest ponad naszym życiem i logikę, która musi to przekonanie wiarygodnie opracować lub odrzucić.

Dotychczasowe badania naukowe sugerowały, że ludzie, którzy mają silne przekonania religijne, są bardziej intuicyjni i mniej analityczni. I odwrotnie: gdy myślą bardziej analitycznie, zmniejsza się siła ich przekonań religijnych. Ale naukowcy z Coventry University i Oxfordu w Wielkiej Brytanii rzucili wyzwanie twierdzeniom, że wiara w zjawiska nadprzyrodzone jest czymś wrodzonym i naturalnym. Nowe badania sugerują, że tak nie jest i że ludzie nie są „urodzonymi wierzącymi". Ich postawa wobec religii nie jest związana ani z intuicją, ani z racjonalnym myśleniem.

– Co napędza naszą wiarę w siły wyższe? Intuicja, rozum czy serce? Odbyła się długa debata na ten temat i nasze prace zakwestionowały teorię, że istnienie religii zależy od tego, jak wiele osób polega na intuicyjnym lub analitycznym myśleniu – mówi szef projektu badawczego, dr Miguel Farias. – Nie uważamy, że ludzie są „urodzonymi wierzącymi" w taki sam sposób, w jaki nieuchronnie uczymy się języka w młodym wieku. Dostępne dane socjologiczne i historyczne pokazują, że to, w co wierzymy, opiera się głównie na czynnikach społecznych i edukacyjnych, a nie na stylach poznawczych, takich jak myślenie intuicyjne lub analityczne.

Intuicja pielgrzyma

Badanie przeprowadzono na osobach biorących udział w pielgrzymce do Camino de Santiago – Drodze św. Jakuba prowadzącej do katedry w Santiago de Compostela, w północno-zachodniej Hiszpanii. Wierni wierzą, że w świątyni tej znajdują się relikwie św. Jakuba Apostoła.

Eksperyment obejmował testy psychologiczne i badanie mózgów pielgrzymów. Wynik zaskoczył samych naukowców. Zespół badawczy zaczął od wywiadów z pielgrzymami idącymi szlakiem św. Jakuba. Pytali ich o siłę przekonań i długość czasu spędzanego na pielgrzymce oraz ocenili poziom intuicyjnego myślenia – a dokładniej – skłonność do kierowania się tzw. myśleniem bezpośrednim. To psychologiczny termin określający właśnie korzystanie z intuicji. Uczestnicy badania otrzymali zadanie, w którym musieli decydować pomiędzy wyborem logicznym a „uczuciowym".

Religia pod prądem

Wyniki sugerowały brak związku między siłą wiary w rzeczy nadprzyrodzone a skłonnością do myślenia intuicyjnego. To był jednak dopiero początek. Naukowcy przeprowadzili drugi eksperyment, w którym wykorzystali matematyczne łamigłówki do zwiększenia umiejętności korzystania z intuicji i nadal nic – żadnej zależności między poziomami intuicyjnego myślenia i nadprzyrodzonymi przekonaniami.

W ostatniej części badań wykorzystano stymulację mózgu do podniesienia poziomu hamowania poznawczego, które uważa się za czynnik regulujący analityczne myślenie. Kontrola hamująca to zdolność do wyciszania impulsów automatycznych oraz zwiększenia wydajności uwagi i rozumowania. Decyzje tak podejmowane można uznać za bardziej przemyślane.

Aby aktywować w mózgu obszar odpowiedzialny za kontrolę hamowania należało podłączyć bezbolesny prąd elektryczny między dwiema elektrodami umieszczonymi na głowie uczestnika. Wcześniejsze badanie za pomocą neuroobrazowania mózgu wykazało, że ateiści częściej używali tego obszaru, gdy chcieli stłumić myśli o nadprzyrodzonej naturze. Oznacza to, że aby odrzucić hipotezę o istnieniu Boga, musieli korzystać z myślenia analitycznego jako narzędzia do osiągnięcia celu. Nowe badanie wykazało, że w drugą stronę ta zależność nie działa. Mianowicie, jeśli sztucznie, wykorzystując stymulacjię elektryczną, podniesiemy skłonność do racjonalnego myślenia, nie pojawia się żaden związek z siłą wiary.

– Wiara i religia są najprawdopodobniej zakorzenione w kulturze, a nie w prymitywnej intuicji – podsumowuje dr Farias. Jego badania potwierdzają przypuszczenie, że religia wynika z wychowania i rozwija się na bazie procesów społeczno-kulturowych, w tym edukacji. To jednak nadal tylko hipoteza. Na razie został wykluczony jedynie związek religijności ze skłonnością do intuicyjnego czy racjonalnego sposobu myślenia.

Niemniej badania naukowców z Coventry i Oxfordu potwierdza obserwacja z natury – osoby wierzące pojawiają się we wszystkich grupach zawodowych, na różnych poziomach wykształcenia, niezależnie od tego, czy mają do czynienia bardziej z obszarem „ścisłym" czy humanistycznym. Może z wyjątkiem psychologów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA