fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

Klapa narodowego programu zdrowej prokreacji

Program zainaugurował go pod koniec 2016 r. ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł (na zdjęciu).
Fotorzepa/ Robert Gardziński
Na program, który zastąpił finansowanie in vitro, poszły dziesiątki milionów. Ciąż doczekali się nieliczni.

46 mln zł wydanych do końca 2019 r. i 294 ciąże – to dane opisujące „Program kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce w latach 2016–2020”. Znalazły się w sprawozdaniu Najwyższej Izby Kontroli z wykonania budżetu Ministerstwa Zdrowia w 2019 r. Najlepiej pokazują, jakie efekty przynosi program, mający być nadzieją dla niepłodnych par.

Zainaugurował go pod koniec 2016 r. ówczesny minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, przeciwnik in vitro. Wcześniej zakończył rozpoczęty za czasów PO-PSL program refundacji zapłodnienia pozaustrojowego.

Program in vitro kosztował 244 mln zł. Wzięło w nim udział 19,6 tys. par. i urodziło się 22,2 tys. dzieci. Proste podzielenie liczb daje współczynnik 1,13 dziecka na parę. Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie kobiety doczekały się potomstwa, bo niektóre rodziły kilkakrotnie.

W programie uruchomionym przez Radziwiłła zapisano koszty 99,9 mln zł, a nacisk położono na diagnostykę. Jak miała ona przełożyć się na liczbę ciąż, od początku nie było jasne. I dane NIK pokazują, że tego przełożenia nie ma.

Jak wylicza izba, do grudnia 2019 r. do programu zgłosiło się 5,7 tys. par. Wstawiając do równania liczbę 294 ciąż dostajemy współczynnik 0,05 ciąży na parę. Takie równanie obarczone jest jednak błędami. Po pierwsze, liczba ciąż jest na kwiecień 2019 r., a par – na grudzień. Po drugie, liczba ciąż może być inna.

Ile jest ich dokładnie, nie wie nikt. „Dane te pochodzą z wewnętrznych raportów przekazywanych do NFZ przez realizatorów programu, który ma charakter dobrowolny” – pisze o liczbie ciąż NIK. Chodzi o to, że w 2019 r. ministerstwo zmodyfikowało program, kasując z niego wskaźnik potwierdzonych klinicznie ciąż. Pierwotna wersja dokumentu zakładała odsetek 30 proc. par, u których zostanie potwierdzona ciąża.

Kasując odsetek ciąż, ministerstwo zostawiło takie wskaźniki efektywności programu, jak liczba par, które ukończyły etap diagnostyczny, czy skierowanych do dalszego leczenia niepłodności. Jednak nawet z osiągnięciem tych liczb są problemy. Jak wskazuje NIK, do końca 2019 r. etap diagnostyczny zakończyło 2,6 tys. par, których do końca 2020 r. powinno być 6 tys., zaś 1,2 tys. par zostało skierowanych do dalszego leczenia przy docelowej liczbie 4 tys.

Dlaczego wykonanie programu idzie tak źle? Ile wynosi aktualna liczba ciąż? Spytaliśmy o to resort zdrowia, ale nie dostaliśmy odpowiedzi. – Musimy zebrać dane z ośrodków. To potrwa – usłyszeliśmy.

Marta Górna ze Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian” mówi, że nie dziwi jej mała liczba ciąż. – Pary, które trafiają do programu, zwykle zmagają się z niepłodnością zaawansowaną. W tych przypadkach program w niczym nie pomaga – mówi.

Igor Radziewicz-Winnicki, były wiceminister zdrowia odpowiedzialny za finansowanie in vitro, i dodaje, że procedury wykonywane w ramach programu były już wcześniej refundowane, a nowością jest skupienie ich w ośrodkach referencyjnych. – Szkoda, że odbywa się to kosztem ludzi, którzy są nieszczęśliwi i potrzebują profesjonalnej pomocy. Zamiast tego odbiera się im czas i szanse na rozród – mówi.

Jego zdaniem największym wygranym programu jest 16 biorących w nim udział szpitali, do których popłynął strumień pieniędzy. Choć ostatecznie może okazać się mniejszy. Jak wylicza NIK, do grudnia 2019 r. wydano tylko 46,1 proc. kosztorysu. Mało jest więc prawdopodobne, by do końca programu w grudniu 2020 r. poszła na niego cała kwota 99,9 mln zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA