fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Organizacje pro-life chcą obowiązkowej sekcji zwłok po aborcji

Aktywiści pro-life od lat domagają się zaprzestania przerywania ciąży (na zdjęciu Marsz dla Życia i Rodziny w Krakowie).
Rzeczpospolita, Piotr Guzik
Nie trzeba zmieniać ustawy, by było mniej zabiegów przerywania ciąży – uważają działacze pro-life.

W 2015 r. przeprowadzono w Polsce 1044 legalne aborcje. Najwięcej, bo dokładnie tysiąc, z powodu wad płodu. Aborcja dozwolona jest też wtedy, gdy ciąża jest efektem gwałtu lub zagraża życiu matki. Do takich zabiegów dochodzi jednak sporadycznie.

Środowiska pro-life znalazły sposób na zmniejszenie liczby aborcji z uwagi na wady płodu, które nazywają eugenicznymi. Chcą wprowadzenia obowiązkowej sekcji zwłok nienarodzonego dziecka. – Obecnie środowisko eugeników działa bezkarnie. Chcemy pokazać, że ktoś ich kontroluje – mówi Magdalena Korzekwa-Kaliszuk, członkini Rady Apostolstwa Świeckich przy Konferencji Episkopatu Polski i dyrektor prawicowego portalu z petycjami CitizenGo.org.

Pomaga prof. Chazan

Pod petycją jej autorstwa do Ministerstwa Zdrowia podpisało się już ponad 14 tys. osób. Nie ukrywa, że współautorem pomysłu jest jeden z głównych autorytetów środowiska pro-life prof. Bogdan Chazan.

W jaki sposób propozycja miałaby wpłynąć na zmniejszenie liczby zabiegów? Korzekwa-Kaliszuk argumentuje, że obecnie lekarze doradzają aborcję rodzicom w nieuzasadnionych przypadkach. Jej zdaniem często opierają się tylko na nieinwazyjnych badaniach prenatalnych, które choć określają zwiększone prawdopodobieństwo wystąpienia wad genetycznych, wcale o nich nie przesądzają i są obarczone ryzykiem błędu diagnostycznego. – Znam rodziców, którzy usłyszeli od lekarzy, że ich dzieci urodzą się ciężko chore. Byli nakłaniani do aborcji i na szczęście z niej nie skorzystali, a po kilku miesiącach cieszyli się z przyjścia na świat zupełnie zdrowych dzieci – mówi.

Presja na lekarzy

Z petycji jej autorstwa wynika, że obowiązek sekcji zwłok wpłynąłby na lekarzy, którzy obecnie pochopnie doradzają aborcję. „Wreszcie fakt, że diagnoza zostanie sprawdzona po śmierci, powstrzymałby być może niektórych rodziców przed decyzją o zabójstwie swojego dziecka" – brzmi fragment petycji.

Wyniki z badań szczątków znalazłyby się też w sprawozdaniach dotyczących legalnych aborcji, które przedstawia rząd. Dzięki temu udałoby się zweryfikować tezę głoszoną przez środowiska pro-life, że powodem aborcji jest głównie zespół Downa.

Z tą argumentacją nie zgadza się działaczka proaborcyjna Wanda Nowicka. – To nieprawda, że lekarze pochopnie doradzają aborcję. Są regiony, gdzie w ogóle nie przerywa się ciąży. Lekarze już teraz się boją, a baliby się jeszcze bardziej. Rozwiązanie byłoby też traumatyczne z punktu widzenia kobiety – komentuje.

Kolejne podejście

Pomysł środowisk pro-life już teraz wywołuje emocje. Szczególnie, że to już trzecia propozycja, mająca ograniczyć liczbę aborcji. Pierwszy był projekt ustawy zakazującej przerywania ciąży komitetu Stop Aborcji, pod którym podpisało się 450 tys. osób. Trafił do Sejmu w lipcu, a w październiku został w dramatycznych okolicznościach odrzucony głosami PiS.

Podobny los może spotkać projekt Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia, który również przewiduje zakaz przerywania ciąży. Do Sejmu trafił w formie petycji. Zgodnie z prawem powinien zostać rozpatrzony do połowy grudnia, jednak termin posiedzenia sejmowej Komisji Petycji przesunięto na styczeń.

Członkowie komisji z PiS już teraz mówią, że nie chcą kolejnej awantury o aborcję. Jednak najnowsza propozycja ma tę przewagę nad pozostałymi, że dyskusja na jej temat nie odbyłaby się w Sejmie. Zakłada, że Ministerstwo Zdrowia wprowadziłoby zmiany w drodze rozporządzenia.

Termin na odpowiedź

Co na to resort? Potwierdza, że nie prowadzi statystyk konkretnych powodów aborcji z uwagi na wady płodu. „W ministerstwie trwają prace w zakresie uzupełnienia statystyk o dokładniejsze dane. Obecnie nie możemy określić zakresu i terminu zakończenia tych prac" – informuje biuro prasowe.

Resort nie odpowiedział na pytanie „Rzeczpospolitej", jak odnosi się do postulatów petycji. Będzie musiał jednak zająć stanowisko, bo działacze pro-life chcą zgłosić swój postulat w rygorze ustawy o petycjach. Zakłada ona, że do petycji trzeba ustosunkować się w terminie trzech miesięcy od dnia jej złożenia.

– Uważam, że powinniśmy podejmować przedsięwzięcia mające ograniczyć proceder nielegalnego zabijania nienarodzonych – mówi poseł PiS Stanisław Pięta. – Jest duża szansa, że te postulaty uwzględni Ministerstwo Zdrowia – ocenia.

Bardziej sceptyczny jest senator PO Jan Filip Libicki, w przeszłości związany z PiS. – Moje doświadczenia wskazują, że gdy PiS jest u władzy, za wszelką cenę stara się unikać tematów związanych z ochroną życia. Byłbym zdziwiony, gdyby ministerstwo podjęło jakieś kroki – mówi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA