fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Były prezes słynnej stadniny z zarzutem o fałszerstwo

Pokaz koni arabskich czystej krwi w Janowie Podlaskim (fot. arch.)
PAP/Wojciech Pacewicz
Po objęciu władzy przez PiS zwolniono hodowców koni jako rzekomo nieuczciwych. Jednak to ich następca trafił na ławę oskarżonych.

Equator to jeden z najcenniejszych ogierów czystej krwi arabskiej w Polsce. Jest potomkiem trzech czempionów świata, a w 2018 roku sam został czempionem. Był też wielokrotnie czempionem Europy i wiceczempionem świata. To wyjątkowe zwierzę w 2017 roku wyjechało na zagraniczną dzierżawę bez umowy, którą później sfałszowano. Tak wynika aktu oskarżenia przeciwko byłemu prezesowi stadniny w Michałowie Maciejowi G.

Michałów to obok Janowa Podlaskiego najbardziej znana stadnina koni arabskich w Polsce. Wieloletni szefowie spółek Jerzy Białobok i Marek Trela zostali nieoczekiwanie zwolnieni w 2016 roku przez podległą resortowi rolnictwa Agencję Nieruchomości Rolnych. W efekcie w stadninach zaczęła się karuzela kadrowa i posypały się wyniki corocznej aukcji Pride of Poland. Maciej G. kierował stadniną w Michałowie od października 2016 roku i został zwolniony w sierpniu 2018 roku, tuż po aukcji, na której zasłynął kopnięciem operatora TVN.

31 maja miał ruszyć jego proces przed Sądem Rejonowym w Pińczowie, jednak rozprawa została przesunięta, bo oskarżony przedstawił zwolnienie lekarskie. Prokuratura oskarża go o fałszerstwo dokumentu oraz o niegospodarność, za co grozi do pięciu lat więzienia. Zawiadomienie złożyła sama stadnina.

Akt oskarżenia, który udostępnił „Rzeczpospolitej" sąd w Pińczowie, jest zanonimizowany, więc ogier, którego umowę sfałszowano, występuje jako „E". O tym, że chodzi o słynnego Equatora, napisał na swoim blogu HipoLogika.pl Marek Szewczyk, były naczelny „Konia Polskiego". Zdaniem prokuratury po odwołaniu Macieja G. odkryto, że w stadninie nie ma umowy dotyczącej Equatora. Jak wywodzą śledczy, odwołany prezes „w okresie pomiędzy 26 sierpnia 2018 roku a 4 października 2018 roku podrobił umowę dotyczącą ogiera czystej krwi arabskiej (...) poprzez antydatowanie tej umowy jako zawartej w grudniu 2017 roku, a także złożenie swojego podpisu oraz opatrzenie pieczęcią prezesa zarządu ww. spółki, a następnie tak podrobiony dokument użył jako autentyczny celem włączenia go do dokumentacji spółki".

Na tym zarzuty się nie kończą. Maciej G. miał się dopuścić niegospodarności, zawierając niekorzystne umowy na prace modernizacyjne pomieszczeń dla koni. Zdaniem prokuratury ustalił wynagrodzenie na około 320 tys. zł, podczas gdy wartość prac wynosiła 90 tys. W dodatku powiatowy lekarz weterynarii i biegły z zakresu budownictwa stwierdzili, że pozostawione ostre krawędzie i inne niedoróbki tworzą ryzyko powstawania urazów u koni.

Maciej G. jest też oskarżony o kolejne przestępstwo menedżerskie, polegające na niezawarciu umowy o pobyt czterech koni na terenie stadniny należących do dyrektorki ds. hodowli. Jej klacz została zainseminowana, ogier wykastrowany, a uregulowała rachunki dopiero po odwołaniu prezesa. Nie przedstawiła świadectw zdrowia koni, co zdaniem śledczych naraziło inne zwierzęta na zagrożenie epidemiologiczne.

Marek Szewczyk napisał na blogu, że prokuratura badała też sprawy podrobienia i przerobienia dokumentacji pobytu poza stadniną innych cennych koni, ale te wątki umorzyła. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" zauważa, że prezesom zwolnionym w 2016 roku niczego nie udowodniono. – Tymczasem nominat PiS dostaje zarzuty od prokuratury nadzorowanej przez polityka obozu władzy. Ta sprawa jest bardzo symptomatyczna i pokazuje, jakie skutki przyniosła w stadninach tzw. dobra zmiana – twierdzi Szewczyk.

Sam Maciej G. zarzuty nazywa absurdalnymi. – Za moich czasów stadnina miała dobre wyniki finansowe i hodowlane. Żaden z zarzutów nie jest istotny i nie obroni się w sądzie – mówi „Rz".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA