fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Cudzoziemcy znikają po przekroczeniu granicy Polski

AdobeStock
Setki tysięcy cudzoziemców pracujących w Polsce? Na papierze. Potwierdzają to dane z rządowego rejestru.

Rządowy rejestr pracowników z zagranicy, jaki od tego roku prowadzi minister rodziny, pracy i polityki społecznej, miał ukrócił patologię w wyłudzaniu wjazdu do Polski przez cudzoziemców, głównie z Ukrainy. Ale nic się nie zmieniło – ponad 70 proc. rzekomych pracowników nie podejmuje pracy w Polsce – wynika z danych napływających z urzędów pracy.

W tym roku polskie firmy złożyły już ponad 236 tys. oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Zarejestrowano je dla prawie 230 tys. osób (głównie z Ukrainy i w niewielkiej części Białorusi). Pracę podjęły tylko 73 323 osoby (to dane z końca marca).

– Dane te pokazują, że cel stworzenia rejestru, który miał ucywilizować zatrudnianie cudzoziemców w Polsce i ukrócić patologie, został osiągnięty połowicznie – mówi Michał Wysłocki, ekspert BCC ds. legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce. – Wiemy już, jakie są proporcje, ale nadal nie wiemy, co one nam mówią: czy te osoby wjechały do Polski, czy podjęły pracę na czarno, czy może pracują w krajach Europy – zastanawia się.

Brak kontroli

W 2012 r. wprowadzono uproszczony system pozyskiwania pracowników z niektórych krajów zza wschodniej granicy. Polski pracodawca wystawiał oświadczenie o zatrudnieniu pracownika, osoba taka dostawała wizę, ale nikt nie weryfikował, czy pracownik faktycznie rozpoczynał pracę w Polsce.

W latach 2014–2016 polskie konsulaty na Ukrainie wydały 1,3 mln wiz pracowniczych – podaje Najwyższa Izba Kontroli w najnowszym raporcie. W tym samym okresie placówki w Czechach, na Słowacji i Węgrzech, które nie posiadały tzw. uproszczonej procedury zatrudniania cudzoziemców, wydały łącznie jedynie 16 tys. wiz. Czas pokazał, że uproszczony system był dziurawy i powszechnie wykorzystywany do wyłudzenia prawa wjazdu i pobytu w Polsce.

– Trzeba szukać sposobu, by skutecznie walczyć z tymi, którzy oszukują system. Np. skąd rolnik spod Grójca ma setki danych personalnych Ukraińców? Ale kontrole inspekcji pracy są iluzoryczne, bo inspektorów jest za mało, poza tym nie ma sankcji, kar, które odstraszałyby oszustów – mówi Lech Antkowiak, zastępca dyrektora Urzędu Pracy m.st. Warszawy. W tym roku tylko do tego urzędu wpłynęło ok. 17 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca.

Do nowego rządowego systemu trafiają wszystkie oświadczenia pracodawców, a także informacje zwrotne, czy obcokrajowiec rozpoczął pracę. Od tego roku firmy pisemnie muszą zawiadomić urząd pracy o podjęciu przez niego pracy (najpóźniej w dniu jej rozpoczęcia) lub do siedmiu dni – w przypadku niepodjęcia. Jeśli tego nie zrobią – zostaną ukarane grzywną nie mniejszą niż 100 zł.

Raj dla przestępców

Dostęp do ewidencji oświadczeń zyskały konsulaty, co miało umożliwić weryfikację przedkładanych dokumentów przez cudzoziemców, którzy ubiegają się o wizę na pracę w Polsce. Czy rejestr jest dla nich pomocny? Nie wiadomo. MSZ nie odpowiedziało nam na nasze pytania, a tylko w styczniu wydano na Ukrainie 61 261 wiz pracowniczych.

– Wszyscy pracodawcy, którzy składają oświadczenia, są informowani o zmianie prawa i nowych obowiązkach – zapewnia Magdalena Karpisz z Powiatowego Urzędu Pracy w Katowicach.

Gigantyczne dysproporcje między oświadczeniami a faktycznym zatrudnieniem cudzoziemca potwierdzają także ubiegłoroczne kontrole Straży Granicznej przeprowadzone na wniosek NIK.

Skontrolowano 48 podmiotów, które zarejestrowały ponad 24 tys. oświadczeń o zamiarze zatrudnienia Ukraińców i wystąpiły o zezwolenie na pracę dla nich. Wyniki są szokujące. „Aż 72 proc. cudzoziemców na ich podstawie przekroczyło co prawda granicę RP, ale deklarowanego legalnego zatrudnienia nie podjęło" – czytamy w raporcie NIK z połowy marca tego roku.

Z kolei skarbówka oszacowała, że 40 proc. firm to słupy. – Proceder jest bardzo zyskowny. Trudnią się nim polsko-ukraińskie grupy przestępcze – opowiada nam funkcjonariusz Straży Granicznej i dodaje, że Ukrainiec za wpis jego nazwiska do oświadczenia płaci pośrednikowi 600 zł.

Polska ma ogromny problem, by ten proceder ukrócić. – Na pewno potrzebna byłaby nieuchronność kontroli i kar dla nieuczciwych przedsiębiorców. Dziś czują się bezkarni – ocenia dyrektor Antkowiak.

Z kolei według NIK konieczne jest bieżące monitorowanie funkcjonowania nowego systemu oświadczeń i ich wpływu na polski rynek pracy oraz bezpieczeństwo krajów strefy Schengen związane z napływem osób spoza Unii Europejskiej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA