fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Sklepy z wódką pod ostrzałem

Alkohol można kupić niemal na każdym kroku – w Polsce jest ćwierć miliona punktów handlujących napojami wyskokowymi
AFP, Janek Skarżyński
Już nie tylko PiS, ale też PO chce ograniczenia liczby punktów sprzedających alkohol.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by jeden punkt sprzedaży alkoholu przypadał na co najmniej tysiąc mieszkańców. W Polsce zagęszczenie jest czterokrotnie większe. W całym kraju istnieje 250 tys. takich punktów. Tylko w Bydgoszczy jest ich więcej niż w całej Norwegii.

Dlatego już w grudniu PiS zapowiedziało pracę nad ustawą, która ma dać samorządom możliwości ograniczenia liczby sklepów monopolowych. Nieoczekiwanie we front walki ze stoiskami z wódką włączyła się PO. Złożyła w Sejmie projekt zbieżny z propozycjami PiS.

Fikcyjne prawo

Na czym mają polegać zmiany? – Nie chcemy tworzyć odgórnych nakazów i zakazów. Zamierzamy jedynie dać samorządowcom narzędzia, z których mogą skorzystać wedle swojego uznania – mówi poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk. Dodaje, że możliwości, które obecnie daje ustawa o wychowaniu w trzeźwości, okazują się nieskuteczne.

Wynika z niej, że rady gmin ustalają liczbę punktów sprzedaży alkoholu. W ostatnich miesiącach niektóre samorządy zdecydowały się ograniczyć liczbę licencji. Takie uchwały podjęto m.in. we Wrocławiu, Krakowie i Sopocie.

Szymon Szynkowski vel Sęk zauważa, że w ten sposób samorządy nie są jednak w stanie wyeliminować konkretnych sklepów odpowiadających za wzrost zagrożenia w określonych rejonach. – Koncesje tracą zazwyczaj sklepy na peryferiach, które mają mniejszy obrót – wyjaśnia.

Zgodnie z ustawą teoretycznie samorządy mogą też ustalić „zasady usytuowania na terenie gminy miejsc sprzedaży i podawania napojów alkoholowych". Jednak zdaniem posła ten przepis też nie działa. – Sądy masowo uchylają takie uchwały, twierdząc, że niedostatecznie uzasadniono, na czym polega specjalny charakter danego terenu – mówi Szynkowski vel Sęk.

Dlatego PiS chce sprecyzować uprawnienia samorządów do ustalenia liczby sklepów monopolowych na określonym terenie gminy. Rady gminy mają dostać też możliwość regulowania godzin sprzedaży trunków.

Zdrowa konkurencja

Projekt z podobnymi propozycjami złożyła właśnie w Sejmie Platforma. Dlaczego zrobiła to po zapowiedziach PiS? – Od dłuższego czasu pracowaliśmy nad tym projektem, konsultując go z samorządowcami – odpowiada poseł PO Rafał Grupiński.

Dodaje, że propozycja ma wyjść naprzeciw m.in. samorządowcom z Warszawy. – Jak grzyby po deszczu, często w środku osiedli mieszkalnych, wyrastają tam całodobowe kioski z alkoholem. Obecnie niewiele można z nimi zrobić – uzasadnia Grupiński. Z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że PiS i PO złożyły konkurencyjne projekty, bo są w kontakcie z dwiema organizacjami o podobnych celach – Związkiem Miast Polskich i Unią Metropolii Polskich.

Protesty handlowców

Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, mówi, że takie współzawodnictwo mu nie przeszkadza. – Zagęszczenie punktów sprzedaży alkoholu jest skorelowane z liczbą przestępstw. Dobrze, że samorządy w końcu doszły do wniosków, o których mówimy od lat – komentuje.

Jednak poparcie posłów z dwóch klubów w Sejmie nie wystarczy do uchwalenia nowego prawa. W obecnym parlamencie pierwszeństwo będzie miał projekt PiS, ale w odróżnieniu od propozycji PO nie został jeszcze złożony.

Skąd ta zwłoka? Zastrzeżenia ma część handlowców. Przykładowo: zdaniem Polskiej Izby Handlu przepisy osłabiłyby kondycję małych sklepów i wpłynęłyby na rozrost szarej strefy. Szymon Szynkowski vel Sęk twierdzi jednak, że to nie protesty sprzedawców są powodem opóźnienia.

Mówi, że projekt jest po prostu w konsultacjach, jednak nie potrafi podać spodziewanej daty uchwalenia ustawy. – Przejawem pychy byłoby wypowiadanie się pojedynczego posła w imieniu większości sejmowej – ucina.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA