Kamienny „rdzeń” został usunięty podczas wykopalisk archeologicznych w 1958 r. Potem o nim zapomniano.
Sześć dekad później fragment wróci do kolekcji ponad 500 tys. artefaktów, zarządzanych przez organizację English Heritage i być może pozwoli pomóc w odkryciu pochodzenia kamieni.
Zaginiony fragment został usunięty w czasie podnoszenia upadłego trylitu - jak nazywane są monumentalne "podkowy", na które składają się dwa pionowe kamienie i leżący na nich trzeci, poziomy.
W grubym kamieniu wywiercono 60 lat temu trzy otwory o średnicy 32 mm, aby wzmocnić pękniętą pionową część trylitu metalowymi prętami. Do tej pory sądzono, że trzy rdzenie, usunięte w ten sposób z kamienia, zostały utracone.
Jak okazało się po latach, jeden z rdzeni zatrzymał Robert Philips z firmy Van Moppes, która wykonywała otwory. Trzymał go najpierw u siebie w biurze, potem zabrał, gdy opuszczał firmę i wyemigrował do USA. Dopiero w przeddzień 90. urodzin wyrzuty sumienia skłoniły go do zwrotu części narodowego dziedzictwa Brytyjczyków.
- Ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewaliśmy, było otrzymanie telefonu od kogoś z Ameryki, kto powiedział nam, że ma kawałek Stonehenge - powiedziała Heather Sebire, kuratorka Stonehenge z English Heritage, którą cytuje Sky News. - Jesteśmy bardzo wdzięczni Phillipsom za dostarczenie tego intrygującego kawałka Stonehenge - dodała.
Nadal nie wiadomo, gdzie znajdują się dwa pozostałe rdzenie, wycięte w 1958 roku.