Służby mundurowe

Protest policjantów pochłonął miliony

Wielu policjantów ma wrażenie, że protest był za drogi
AFP
Nawet 2 mln zł mogła kosztować policyjna demonstracja w Warszawie.

Ubiegłotygodniowa manifestacja służb mundurowych w stolicy zgromadziła 30 tys. funkcjonariuszy. Policjanci z całego kraju żądali podwyżek i korzystniejszych emerytur.

„Data 2 października 2018 r. przeszła do historii" – chwalił przedsięwzięcie szef NSZZ Policjantów Rafał Jankowski.

Dziś część policyjnych związkowców ma wątpliwości, czy było warto. – Ludzie na proteście wyładowali emocje i frustracje. Teraz u wielu przyszła refleksja, że może przelicytowaliśmy – mówi nam funkcjonariusz zaangażowany w organizację manifestacji.

Czytaj także: Kolosalny spadek wpływów z mandatów

Sławomir Koniuszy z Zarządu Głównego NSZZ Policjantów (i szef związku woj. warmińsko-mazurskiego) zaznacza: – Nie liczyliśmy kosztów, ale zapewniam, że z punktu widzenia społecznego były to dobrze wydane pieniądze.

Pół tysiąca autokarów

Jednak jeden z organizatorów, z którymi rozmawialiśmy, ocenia, że policja mogła wydać nawet 2 mln zł.

Na protest przyjechało ok. 20 tys. policjantów (pozostali – z innych służb), dowiozło ich blisko pół tysiąca autokarów (w każdym ok. 50 osób). – Sam ich wynajem na cały dzień kosztował ponad milion złotych – ocenia nasz rozmówca.

Do tego doszły flagi, koszty nagłośnienia, piętrowy autokar służący za mobilne biuro, telebim i identyfikatory na pojazdy – te ostatnie to 10–20 tys. zł na województwo. Do tego opłaty za parkowanie (30 tys. – 50 tys. zł), posiłki, zaproszenie szefów związków z Czech i Holandii. – Mniejsze garnizony wyłożyły od kilkudziesięciu do 100 tys. zł, większe nawet kilkaset tysięcy. Np. śląski ok. 300 tys. zł – wskazuje nasz rozmówca.

Policyjnych związków jest w terenie ponad 20, nawet przy skromniejszym wariancie wydatków suma jest zawrotna.

Same związki pytane o finanse milczą. Tylko jeden, z Kujawsko-Pomorskiego, podał, że z regionu pojechało ponad tysiąc policjantów, na co związek wyłożył ok. 70 tys. zł.

– Koszty związane były m.in. z zakupem flag związkowych, różnego rodzaju bannerów, kamizelek dla służby informacyjnej i porządkowej, ulotek, nalepek, wynajmem autokarów i posiłkami dla uczestników – podaje Piotr Kujawa, szef NSZZ Policjantów woj. Kujawsko-Pomorskiego.

„Z punktu widzenia interesu policjantów związek zawodowy ma obowiązek reprezentować ich interesy bez względu na koszty" – podkreśla Robert Król, wiceszef NSZZ Policjantów woj. Mazowieckiego w Radomiu, wskazując podobny zakres wydatków. Z kolei Sławomir Woźnicki, szef związkowców KSP, twierdzi, że „policjanci garnizonu stołecznego, którzy na co dzień pełnią służbę w Warszawie, nie ponieśli dodatkowych kosztów związanych z udziałem w manifestacji".

Sześć postulatów

Wątpliwości, czy droga demonstracja była potrzebna, są tym większe, że przed nią szef MSWiA Joachim Brudziński deklarował zgodę na cztery kluczowe żądania służb mundurowych – zniesienie wymogu wieku (55 lat) przy przejściu na emeryturę (wystarczy 25 lat służby), L4 płatne dla policjantów „liniowych". Godził się też płacić za nadgodziny i dać podwyżkę – łącznie ok. 562 zł (w styczniu i lipcu 2019 r.). Związkowcy chcieli 650 zł naraz. Spór był o ok. 100 zł.

– Czy to uzasadniało wyrzucanie grubych sum na demonstrację? – zastanawia się inny ze związkowców. – Policjanci mało zarabiają, więc wyszli na ulice. Ale faktem jest, że minister przystał na cztery z sześciu żądań – dodaje.

– Jeśli weszły restrykcyjne przepisy, to rzadko się zdarza, by kolejny minister je łagodził – ocenia inny z rozmówców.

Został postulat waloryzacji płac, który nie jest stricte policyjny (dotyczy całej budżetówki), i żądanie ważne dla niedużej grupy mundurowych.

Niekorzystne zmiany dotyczące emerytur i L4 wprowadził rząd PO–PSL, obniżył też mundurówkę i nie był w stanie rozwiązać kwestii nadgodzin.

– Jesteśmy pierwszym rządem od lat, który coś daje, a nie zabiera. Ale zaniedbań nie da się od razu naprawić – mówił mediom Joachim Brudziński przed protestem. Rząd się ugiął, bo w ciągu trzech miesięcy protestów do budżetu państwa nie wpłynęło 120 mln zł z mandatów – policjanci prowadzą bowiem strajk włoski.

Związkowcy twierdzą więc, że musieli pokazać siłę, bo minister publicznie coś deklarował, i na tym się kończyło.

– Obiecywał, ale na piśmie nic nie przedstawił. Nie przyjęliśmy propozycji MSWiA z 21 września, ponieważ były niewystarczające, by rozwiązać problemy kadrowe – mówi Sławomir Koniuszy. – Manifestacja spełniła swoją rolę.

Trzy dni po niej przewodniczący Federacji Związków Zawodowych Służb Mundurowych zwrócił się pismem do szefa MSWiA o termin spotkania. Minister gotowość rokowań zgłosił w mediach, tuż po proteście. Ale nasi rozmówcy zauważają: – Teraz minister może powiedzieć: – Tyle proponowałem wcześniej, dziś daję 309 zł w styczniu i koniec.

Ludwik Dorn, były wicepremier i szef MSWiA w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, ocenia, że minister Brudziński poszedł na „niebywałe" ustępstwa wobec policjantów. – Niestety, zrobił to za późno – zaliczki na autokary zostały wydatkowane i podejrzewam, że dlatego związki postanowiły trzymać się pierwotnego planu, a nie dlatego, że chciały coś ugrać politycznie – mówi Dorn.

Co na to resort? – MSWiA jest cały czas otwarte na rozmowy. Trwa dialog, którego celem jest zapewnienie funkcjonariuszom jak najlepszych warunków służby – deklaruje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL