fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Sejm: Strażników jest za mało. 80 nadgodzin w miesiącu

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Naciski polityczne to niejedyny problem w straży marszałkowskiej, która właśnie straciła komendanta.

Nadgodziny, przemęczenie i braki kadrowe – tak zdaniem samych funkcjonariuszy wygląda rzeczywistość w straży marszałkowskiej. Jest ona służbą dbającą o bezpieczeństwo parlamentu, a głośno jest o niej od czwartku.

Wtedy ze stanowiskiem pożegnał się komendant płk Piotr Rękosiewicz. Powody? Kancelaria Sejmu ich nie podaje. – Krąży kilka wersji, ale we wszystkich pojawia się temat tablicy z „układem Kaczyńskiego" – mówi poseł PO Jarosław Urbaniak. Tablicę wystawił przed swoimi drzwiami klub Platforma Obywatelska–Koalicja Obywatelska. Pokazuje sieć powiązań między prezesem PiS, Instytutem im. Lecha Kaczyńskiego, spółką Srebrna, chcącą zbudować wieżowiec w Warszawie, oraz kilkunastoma innymi osobami. Od początku budziła irytację w PiS. Przed ponad tygodniem gościła w parlamencie delegacja z Gruzji i wprowadzono ją innym wejściem, niż planowano, by nie mijała tablicy. Później tablicę dwukrotnie zabierano. Raz zrobiła to straż marszałkowska, raz szef gabinetu politycznego premiera Marek Suski, ale opozycja wystawiała kolejne tablice.

O tym, że powodem odwołania płka Rękosiewicza mógł być okazywany przez niego brak chęci na walkę z tablicą, mówi były szef BOR gen. Marian Janicki. – W ostatnim czasie nie wydarzyło się nic innego, co uzasadniałoby dymisję – twierdzi. To już druga dymisja szefa straży za rządów PiS. W styczniu 2017 roku ze stanowiskiem pożegnał się komendant Arkadiusza Koschalke, a z nieoficjalnych informacji wynika, że miał sprzeciwiać się siłowemu wyniesieniu posłów opozycji, blokujących salę plenarną. Jednak na naciskach politycznych nie kończą się problemy tej formacji. Teoretycznie jest w rozkwicie. W 2018 roku Sejm przyjął ustawę o straży marszałkowskiej, dzięki czemu stała się prawdziwą formacją mundurową z przywilejami emerytalnymi i lepszym dostępem do środków przymusu bezpośredniego. Reformie miał towarzyszyć wzrost liczebności ze 160 do 290 etatów. Jeden ze strażników nieoficjalnie mówi jednak, że braki kadrowe widać na każdym kroku. – Codziennie, bez względu na zmianę, brakuje po pięć osób. Mamy nawet po 80 nadgodzin w miesiącu, jesteśmy przemęczeni i rzygamy tą robotą. Wielu strażników miało po 700 nadgodzin w roku, ale i tak od przełożonych słyszą, że są niedyspozycyjni – relacjonuje. – Taka praca odbija się na naszym zdrowiu i życiu rodzinnym, bo wielu z nas ma małe dzieci. Jednak nie można się nawet odezwać, bo jest się na cenzurowanym – dodaje.

Ta relacja jest zbieżna z informacją z końca lutego w „Rzeczpospolitej". Pisaliśmy, że choć Kancelaria Sejmu od miesięcy publikuje ogłoszenie o naborze, kadry rosną dużo wolniej, niż zakładano. Mimo ambitnych planów dotyczących naboru, Centrum Informacyjne Sejmu zakomunikowało nam, że od początku 2018 roku „zmiany liczebności formacji nie odbiegały znacząco od notowanych w poprzednich latach i dotyczyły kilkunastu etatów".

Jeden ze strażników nieoficjalnie mówi, że powodem są nieatrakcyjne zarobki. Teoretycznie nie wyglądają one źle. Zgodnie z rozporządzeniem premiera z maja 2018 roku o ustaleniu tzw. mnożnika płacowego dla straży marszałkowskiej wynoszą one niemal 6 tys. zł brutto. Jednak w nieoficjalnych rozmowach strażnicy zwracają uwagę, że rozporządzenie dotyczy „przeciętnego uposażenia", a na ich konta wpływają zdecydowanie niższe pensje.

– Poza nadęciem w postaci nowych mundurów, szabel i podbitych butów, nie widać efektów reformy straży – ocenia poseł Urbaniak.

Jego zdaniem kierownictwo Kancelarii Sejmu powinno przyjrzeć się sytuacji w służbie. Na razie obowiązki komendanta przejął dotychczasowy zastępca major Wojciech Leśnik, który przed wstąpieniem do straży marszałkowskiej służył w straży pożarnej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA