fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Katarzyna Wesołowska-Zbudniewek: Czy sędziemu Piebiakowi wolno więcej niż innym sędziom

Łukasz Piebiak
materiały prasowe
W obliczu forsowanych zmian nie wolno nam milczeć

Od niemal dwóch lat słyszymy z ust polityków w tym przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości, że sędziowie nie powinni zabierać głosu w dyskursie publicznym, a każda ich wypowiedź publiczna jest opowiedzeniem się po którejś ze stron sporu politycznego. Twierdzenie to jest w moim głębokim przekonaniu błędne.

Nie tylko mogą, lecz muszą

Zgodnie art. 178 ust. 3 konstytucji sędzia nie może należeć do partii politycznej, związku zawodowego ani prowadzić działalności publicznej niedającej się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Wymagania stawia mu też ustawa o ustroju sądów powszechnych oraz zbiór zasad etyki sędziego, który w § 4 stwierdza, że „sędzia powinien dbać o autorytet swojego urzędu, o dobro sądu, w którym pracuje, a także o dobro wymiaru sprawiedliwości i ustrojową pozycję władzy sądowniczej". Z § 10 wynika zaś, że „sędzia powinien unikać zachowań, które mogłyby podważyć zaufanie do jego niezawisłości i bezstronności". W § 16 jest mowa o tym, że „sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet pozorów nierespektowania porządku prawnego".

W ustawie o sądach powszechnych określono granice odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego. Odpowiada nie tylko za przewinienia służbowe, ale i za uchybienie godności urzędu. Zasady te były niejednokrotnie przedmiotem postępowania dyscyplinarnego. W tych kwestiach wypowiadał się SN, który stwierdził, że „sprawowanie urzędu sędziowskiego wymaga wysokiego stopnia opanowania. Na sali sądowej obowiązują sędziego standardy zachowań i wypowiedzi wyższe niż występujące w innych dziedzinach życia publicznego. Sędzia powinien więc zachować rozsądny umiar, takt i kulturę we wszystkich sferach swojej działalności, zarówno w stosunkach służbowych, jak i pozasłużbowych" [cyt. za wyrokiem SN z 17 lipca 2012 r. (SNO 35/12), LEX nr 1231627. Wyrok SN z 1 kwietnia 2009 r. (SNO 18/09), LEX nr 707922; Granice ekspresji i wypowiedzi sędziego M. Wróblewski „Kwartalnik KRS" marzec 2017 r.].

Przełomowym rozstrzygnięciem w tej kwestii określającym jednocześnie pewien standard jest orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz) z 27 maja 2014 r. w sprawie Baka przeciwko Węgrom. Były prezes węgierskiego SN pozwolił sobie na krytykę reform sądownictwa przeprowadzanych przez rząd. Ta wypowiedź kosztowała go skrócenie kadencji. Trybunał stwierdził, że sam fakt, iż skarżącym jest sędzia, nie pozbawia go ochrony wynikającej z treści art. 10 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności (konwencja). Zauważył też, że wyrażanie opinii o reformach ustawodawczych mających wpływ na sądownictwo było nie tylko prawem skarżącego, ale i obowiązkiem. Należy więc przyjąć, że sędziom w obliczu proponowanych zmian nie wolno milczeć.

Postulujemy od lat

Wypowiedzi w środkach masowego przekazu nie uchybiają godności urzędu sędziego, nie powinny być też przedmiotem postępowania dyscyplinarnego. W większości zawierają one stanowisko każdego z nas wobec wprowadzanych przez władzę ustawodawczą przy współudziale wykonawczej najczęściej niekonstytucyjnych zmian dotyczących postępowań dyscyplinarnych i funkcjonowania sądownictwa jako całości. A należy podkreślić, że my, sędziowie, od wielu już lat postulujemy zmiany w sądownictwie, ale zgoła inne niż te zaproponowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Wypowiadają się sędziowie różnych szczebli, pod których adresem padają zarzuty przede wszystkim rzekomego zaangażowania się po jednej stronie sporu politycznego. Te argumenty nie zamykają ust sędziom, wręcz przeciwnie, zarówno w wypowiedziach medialnych, jak i w formie uchwał samorządu sędziowskiego, nadal głośno protestujemy, wytykamy błędy, niekonstytucyjność niektórych rozwiązań ustawowych i, co gorsza, próbujemy tłumaczyć to wszystko obywatelom podczas organizowanych dla nich spotkań. W związku z tym wobec niektórych z nas właśnie za wypowiedzi medialne lub – co gorsza – za treść wydanych orzeczeń, wszczyna się różnego rodzaju postępowania, których jedynym celem jest wywołanie tzw. efektu mrożącego.

Z drugiej strony wypowiadają się przedstawiciele MS i wypowiedzi te nie są w żaden sposób piętnowane, wręcz przeciwnie. Czy mamy więc do czynienia z tzw. logiką Kalego?

Na uwagę i analizę zasługują m.in. wypowiedzi podsekretarza stanu w MS i jednocześnie sędziego Łukasza Piebiaka.

Dwa oblicza wiceministra

W jednej z wypowiedzi dla TVN 24 powiedział, że nie akceptuje postanowienia SN, bo jest ono ekscesem, działaniem całkowicie poza granicami kognicji SN, uzurpacją i nosi charakter orzeczenia pozornego (cytat za www.tvn24.pl). Przypomnę, że wypowiedź dotyczyła postanowienia SN wydanego w trybie zabezpieczenia w związku ze skierowanymi przez ten sąd pytaniami prawnymi do TSUE.

Następna wypowiedź dotyczyła procedowania tzw. ustaw sądowych. Z mównicy sejmowej jako przedstawiciel władzy wykonawczej, zwracając się do posłów opozycji, powiedział, że „to czego bronicie, można określić w trzech słowach: chaos, kryzys i destrukcja. To jest wasz program. (...) Pani Małgorzata Gersdorf jest sędzią w stanie spoczynku. Im szybciej zostanie obsadzony ten wakat, tym lepiej. (...) Państwo liczycie, że jakiś rycerz z Europy przyjedzie i was wybawi, bo ludzie nie chcą słuchać i nie widzą waszego programu. Ale nikt nie przyjdzie, nikt was nie uratuje, nie będzie białego rycerza. Proces wyborczy zdecyduje i myślę, że zdecyduje dobrze, bo ta zmiana, którą Wysoka Izba dziś omawia, jest dobrą zmianą dla polskiego sądownictwa" (cyt. wPolityce 20 lipca 2018 r. – Sprawozdanie z obrad Sejmu nad zmianami w sprawie wyboru I prezesa SN).

To tylko dwie z licznych jego wypowiedzi. W pierwszej minister Piebiak poddał krytyce orzeczenie SN, w drugiej określił program zmian proponowany przez Sejm jako swój. W kilku też wypowiedziach wprost utożsamiał się z linią proponowanych przez MS zmian w szeroko rozumianej sferze wymiaru sprawiedliwości. Należy więc zadać sobie pytanie, czy sędzia Łukasz Piebiak pełniący aktualnie funkcję podsekretarza stanu w MS, wypowiada się jako sędzia czy jako polityk? Ja tego nie wiem. To on winien wreszcie się określić.

W moim odczuciu pan Łukasz Piebiak już dawno przestał być sędzią, a stał się politykiem. Dla mnie momentem przełomowym była jego wypowiedź o orzeczeniu SN. To była wypowiedź polityka, a nie sędziego, który jako osoba stojąca na straży prawa może krytykować wydane orzeczenia, jak każdy obywatel, ale musi zachować język godny sędziego. Nazwanie zaś orzeczenia SN ekscesem i uzurpacją, a tym bardziej uznając je za pozorne, w moim przekonaniu tę zasadę narusza, bo zarzuca działanie pozaprawne. Jeżeli nie zgadzamy się z treścią orzeczenia jako sędziowie, mamy obowiązek posługiwania się argumentacją opartą na treściach merytorycznych. W tej wypowiedzi ministra argumentów merytorycznych zabrakło.

Lepsi i gorsi

Teraz dochodzimy do sedna problemu: czy sędziemu Piebiakowi wolno więcej niż innym sędziom, którzy też wypowiadają się publicznie? Odpowiedź jest oczywista. Skoro jesteśmy sędziami, mamy prawo, a nawet obowiązek publicznie bronić prawa i konstytucji. Nie może być jednak tak, że wobec jednych sędziów, którzy poruszają jedynie kwestie zmian w funkcjonowaniu szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości (do czego w najgłębszym moim przekonaniu mają prawo, a nawet obowiązek) podejmowane są, nazwijmy to, czynności sprawdzające o różnym charakterze. Inni zaś tylko dlatego, że pełnią również określone funkcje w MS, mogą mówić nie tylko o proponowanych zmianach, ale też w kontekście czysto politycznym. Używają przy tym argumentów nie do końca merytorycznych i tu o żadnych konsekwencjach wobec nich nie słychać. czy chcą być nadal sędzią, czy już tylko politykiem.

Tych dwóch ról połączyć się nie da i nie chodzi oczywiście jedynie o wypowiedzi medialne, ale również zasadę wynikającą z naszej konstytucji, bo zgodnie z jej art. 173 sądy są władzą odrębną, a sędziowie są niezawiśli i podlegają tylko ustawom (art. 178), a co za tym idzie, w swych wypowiedziach i działaniach nie są zależni od żadnego przedstawiciela władzy wykonawczej. ?

Autorka jest sędzią Sądu Okręgowego w Łodzi

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA