fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Wyjaśnienie tej afery jest w interesie państwa - Laskowski o hejtowaniu sędziów

Michał Laskowski
rp.pl
Działania ministra sprawiedliwości, m.in. dymisja wiceministra, wskazują, że nie wątpił w prawdziwość informacji – uważa Michał Laskowski, rzecznik prasowy Sądu Najwyższego.

Kolejna odsłona afery o trollowaniu sędziów za nami i kolejne szokujące informacje. Tym razem dotyczą Sądu Najwyższego. Jaka była pana pierwsza reakcja na te informacje?

Mimo wszystko zdumienie. I to nie tym, że jest hejt, ale tym, że mogli w nim uczestniczyć sędziowie, wysocy urzędnicy w Ministerstwie Sprawiedliwości, a nawet sędzia Sądu Najwyższego. To po prostu coś niebywałego.

Czytaj także:

A pojawia się może u pana jakakolwiek wątpliwość, czy te informacje są prawdziwe?

Ja oczywiście jestem daleki od przesądzania i ferowania wyroków. Uważam, że całą sprawę należy wyjaśnić. Z drugiej strony jednak proszę zwrócić uwagę na zachowanie ministra sprawiedliwości. Zwrócił się o dymisję wiceministra, odesłał w trybie natychmiastowym innego sędziego z delegacji w MS. To wszystko wskazywałoby na to, że on takich wątpliwości nie miał. Wszystko jest zresztą do sprawdzenia, są scriny tych wpisów. Moża zweryfikować ich prawdziwość i – jeśli są nieprawdziwe – trzeba to wykazać.

Media donoszą o akcji wysyłania pocztówek z obraźliwą treścią do I prezes Małgorzaty Gersdorf. Czy rzeczywiście przychodziły na adres Sądu Najwyższego?

Tak. W sumie otrzymaliśmy może kilkaset maili, pocztówek i telefonów. Wszystkie z treścią bardzo obraźliwą. Pojawiają się cały czas. Treści są mniej lub bardziej rozbudowane, kilka było podobnych do tej, o której mówi się dziś w mediach. Większość była anonimowa, ale zdarzały się też podpisane imieniem autora.

Jak reagowała na nie I prezes?

Nie wszystkie jej pokazywano. Pocztówki zostały zniszczone, ale maile są nadal w komputerze w sekretariacie pani prezes.

Są już jakieś konsekwencje wobec sędziego SN, który miał brać udział w tej akcji?

Konsekwencji nie ma. Na razie z urzędu rzecznik dyscyplinarny SN podjął czynności wyjaśniające w tej sprawie. Ona nie zakończy się szybko. Trzeba wysłuchać sędziego, posprawdzać. Od rana pierwsze działania zostały podjęte.

Czy odejście Łukasza Piebiaka wystarczy, by zakończyć sprawę?

Uważam, że nie. To zbyt poważna sprawa. Nie dotyczy przecież osób prywatnych, tylko sędziów. To w interesie państwa leży wyjaśnić całą sprawę. Cierpią bowiem na niej nie tylko pojedynczy sędziowie, ale całe państwo.

Jak I prezes przyjmuje ostatnie informacje?

Z niedowierzaniem i – co tu dużo mówić – rozczarowaniem i rozgoryczeniem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA