fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Iwona Pruszyńska: Australijski sędzia pokoju nie dla Polaka

123RF
To fantastyczne rozwiązanie. Opiera się na zasadzie sprawiedliwości społecznej – mówi Iwona Pruszyńska, radca prawny z Australii.

Zna pani doskonale australijski wymiar sprawiedliwości. Jaki jest? Działa sprawnie?

Bardzo sprawnie. Wręcz rewelacyjnie.

Na czym polega ta rewelacyjność?

To sprawnie przebiegający proces zarówno cywilny, jak i karny. Mam tu na myśli szybkość postępowania, łatwość współpracy na linii obrońca, adwokat–sędzia, możliwość bezpośrednich kontaktów z sędzią, bez zbytniej biurokracji, nawet telefonicznie. Rozprawy odbywają się co dwa, trzy tygodnie.

Jednym z ogniw tego systemu są sędziowie pokoju. Pytam o nich nie bez powodu, bo nasze Ministerstwo Sprawiedliwości niedawno zapowiedziało drugi etap reformy wymiaru sprawiedliwości. Wśród wielu propozycji są także sędziowie pokoju. Niemal natychmiast pomysł spotkał się z krytyką polskich sędziów. Jest się czego bać?

To fantastyczne rozwiązanie. Opiera się na zasadzie sprawiedliwości społecznej. Jest ona wpajana dzieciom już w podstawówce. Obywatele są wychowywani w takim duchu. Nie litery prawa, tylko sprawiedliwości międzyludzkiej.

W Polsce ta instytucja może nie zdać egzaminu. Jeśli sędziami pokoju mają nie być prawnicy, nie będą podlegać etyce zawodu, to zrozumiem obawy sędziów. Polacy nie są aż tak godni zaufania, kombinują, łamią przepisy. W Australii tego nie ma.

Jak w Australii uregulowano instytucję sędziów pokoju?

Są na najniższym szczeblu postępowań cywilnych i karnych. W niektórych stanach mają większe uprawnienia, w innych mniejsze. Na przykład w Nowej Południowej Walii sędzia pokoju działa na ulicy, w sklepie – jak najbliżej ludzi. Są to osoby powoływane przez obywateli, zgłaszają się same, nie wymaga się od nich posiadania wiedzy prawniczej. Co robią? Pomagają w załatwieniu biurokracji.

Co to oznacza?

Wykonują kilka zadań. Po pierwsze, poświadczają za zgodność z oryginałem różnych dokumentów. Po drugie – poświadczają podpis pod pełnomocnictwami. Po trzecie – można przed nimi składać zeznania świadków w formie pisemnej. Tak złożone zeznania można potem wykorzystać w postępowaniach przed sądem. Ostatnim zadaniem jest poświadczanie danych osoby, która składa oświadczenie pod przysięgą. Za wszystkie te czynności obywatel nie płaci, są darmowe.

Drugi rodzaj to przysądowy sędzia pokoju, tzw. oficer sądu – magistrate, który musi być prawnikiem.

Zajmuje się sprawami przedprocesowymi: mediacją, postępowaniem dowodowym. Taki sędzia wydaje rozstrzygnięcia, gdy strony zgadzają się ze sobą, gdy nie jest potrzebna rozprawa, w sprawach rozwodowych, gdy strony nie mają sporu lub nie chcą brać udziału w rozprawie. Rozstrzygają drobne sprawy karne zagrożone karą do dwóch lat więzienia, grzywną czy pracami społecznymi. Chodzi o drobne kradzieże, niewielkie zadłużenie w skarbówce. W niektórych stanach sędzia taki może wydać nakaz aresztowania. Średnio w ciągu dnia załatwiają 50, 60 takich spraw, po czym natychmiast zapada wyrok czy postanowienie. Jeśli strony się z nim nie zgadzają, składają odwołanie.

Sędzia pokoju w Australii ma doprowadzić sprawy do zakończenia przed rozprawą, czyli odciążyć sędziego właściwego tak, by zajmował się tylko merytorycznie ciężkimi sprawami. Każda sprawa, zanim trafi do sądu wyższej instancji, przechodzi przez jego sito. To on sprawdza, czy spełnia warunki do osądzenia. To nie jest tylko kwestia obciążenia sądu. Kiedy sprawa trafia do sądu, strona, którą reprezentuje prawnik, musi się liczyć z dużymi kosztami.

Jak dużymi?

Taka reprezentacja kosztuje ok. 10 tys. dolarów australijskich dziennie.

Przed którym wymiarem sprawiedliwości lepiej się pani pracuje?

Przed australijskim. My mamy świadomych klientów. Wiedzą, że płacą za nasze usługi duże pieniądze i są zdyscyplinowani. W Polsce cały czas jeszcze króluje pieniactwo. Tutejsi klienci często żądają od prawników rzeczy niemożliwych, w Australii się to nie zdarza.

Może ten australijski cud polega na tym, ze tamtejsze sądy są mniej obciążone? Może ludzie tam nie muszą iść do sądu, by załatwić każdą, nawet najdrobniejszą sprawę?

Być może spraw jest mniej. Na przykład w Nowej Południowej Walii wydawanych jest rocznie 25 tys. wyroków łącznie w postępowaniu cywilnym i karnym (liczy ona 7 mln mieszkańców). Podejrzewam, że drugie tyle rozstrzyga się na poziomie postępowania mediacyjnego. Nie zmienia to jednak faktu, że system wymiaru sprawiedliwości w Australii zdaje egzamin.

Iwona Pruszyńska jest radcą prawnym, partnerem w Concordia Kancelaria Radców Prawnych Pruszyńska Prochowska, zarządza sydnejskim oddziałem kancelarii

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA