fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Dyscyplinarki sędziów: nie każda głupota stanowi delikt

Jan Majchrowski, sędzia SN
materiały prasowe
Felietony niektórych sędziów przypominają manifesty.

W minioną środę ruszyła pierwsza rozprawa w nowej Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, którą pan kieruje. Byłem w sali kilka godzin i jestem pod wrażeniem sprawnego procedowania i dyscypliny świadków. Wszystkich dziesięciu się stawiło. Czy to ma być standard w tej Izbie, czy tylko tak na początek – bo prasa?

Jan Majchrowski, sędzia SN kierujący Izbą Dyscyplinarną SN: Tym razem większość świadków to byli prokuratorzy i policjanci, a więc zdyscyplinowani niejako z urzędu. Szkoda, że nie stawił się obwiniony i jego obrońca. Można zresztą sobie wyobrazić, że przy ich obecności i pytaniach do świadków mimo najsprawniejszego nawet procedowania spędziłby pan w sali znacznie więcej czasu niż tych kilka godzin. Nie zawsze więc będzie szybko. Ważniejsze, żeby zawsze było sprawiedliwie.

Pierwsza rozprawa dotyczyła sprawy, którą kiedyś rozpatrzyłyby sądy dyscyplinarne (sędziów lub prokuratorów) niższego szczebla. To pewnie ułatwi opinii publicznej poznanie słabszych stron tych profesji, ale jest też znacznym obciążeniem SN. Czy podoła temu zadaniu?

Czemu miałby nie podołać? Nie jest ich znowu aż tak dużo, a wiele z pewnością nie należy do szczególnie zawiłych, jak np. te związane z prowadzeniem samochodu pod wpływem alkoholu.

Nie wszyscy sędziowie nowej Izby byli sędziami. Czy prowadzicie państwo jakieś szkolenia do nowych ról, czy jak na wojnie: rozpoznanie bojem, czyli na rozprawie?

Zdecydowana większość sędziów Izby Dyscyplinarnej to osoby z dużym doświadczeniem: nie tylko jako sędziowie, ale także – i należy to podkreślić – jako prokuratorzy, którzy wiele lat zajmowali się postępowaniami dyscyplinarnymi. Poza tym sędziowie solidnie przygotowują się do rozpraw. Mają przecież świadomość, że elementy „rozpoznania bojem", o którym pan mówi, w odniesieniu do Izby Dyscyplinarnej rzeczywiście są i że pochodzą one spoza tej Izby, a ich celem jest znalezienie każdego słabego punktu i przywrócenie status quo ante, czyli w rezultacie swoistej „kultury nieodpowiedzialności".

Jak wynika z wokandy SN, wiele kolejnych rozpraw w Izbie Dyscyplinarnej zaplanowano jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia. Czyżby zaległości w dyscyplinarkach miały rychło zniknąć?

Liczę na to, że na wiosnę uporamy się z tymi sprawami. Należy jednak spodziewać się napływu nowych. Niestety, bo lepiej, żeby ich w ogóle nie było.

Wiele nowych spraw jest jeszcze na etapie badania przez rzeczników dyscyplinarnych, a część z nich nieuchronnie trafi do nas. Nadal przecież zdarzają się delikty dyscyplinarne, a nawet zwykłe przestępstwa, które wymagają postępowań dyscyplinarnych wobec sędziów, prokuratorów etc. Trudno też orzec, jak szeroki będzie wachlarz spraw wszczętych przez rzeczników dyscyplinarnych, choćby w związku z wypowiedziami sędziów nie w sali sądowej, ale na łamach prasy codziennej czy wręcz w internecie.

Jak one wyglądają z perspektywy pana urzędu?

Czasem ręce same się załamują, gdy czyta się niektóre felietony podpisane „sędzia". Bardziej przypominają one manifesty mające chyba umożliwić przystąpienie do przyszłego ZBoWiD-u niż artykuły wnoszące cokolwiek wartościowego do prawniczej dyskusji. Na szczęście nie każda głupota stanowi delikt dyscyplinarny.

Czy Izba Dyscyplinarna przejęła już sprawy pracownicze i dotyczące statusu sędziów SN, które wcześniej wpłynęły do Izby Pracy i Ubezpieczeń Społecznych? Z nimi związane są też sprawy pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości UE. Zapytam od razu o relacje Izby Dyscyplinarnej z Luksemburgiem.

Stanowisko wszystkich sędziów naszej Izby jest jednoznaczne: Izba Pracy nie jest właściwa do rozpoznawania spraw, które w sposób nieuprawniony przejęła już po wejściu w życie nowej ustawy o SN, by następnie zadać TSUE określone pytania prejudycjalne, zresztą w kwestiach odnoszących się do sędziów tejże Izby. Ponadto pytania te zostały zadane przez niewłaściwe składy. Wszyscy doskonale o tym wiedzą. Starałem się zgodnie z prawem przejąć te sprawy w SN, a prezesowi TSUE wskazać tę sytuację, wierząc w jego bezstronność.

Jest jakaś reakcja?

Mimo wyraźnego mojego wniosku i wskazania sygnatur spraw, których wniosek dotyczy, od miesiąca nie otrzymałem odpowiedzi, czy moje pisma zostały włączone do akt tych spraw i czy TSUE zna zdania odrębne, które wyrazili sędziowie SN w kwestii prawidłowości procedowania. Tym samym zachodzi ryzyko, że przy rozpatrywaniu pytań prejudycjalnych TSUE zignoruje fakt oczywistej nieważności postępowania w tych sprawach. Byłby to nowy „europejski standard" z możliwymi do przewidzenia skutkami, które z pewnością nie wzmocniłyby autorytetu TSUE. Pomijam tu w ogóle fundamentalne zagadnienie dopuszczalności badania przez TSUE pytań prejudycjalnych w kształcie, w którym zostały one postawione.

—rozmawiał Marek Domagalski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA