fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Bartłomiej Nowotarski: Demokracje muszą reagować na niepraworządność, inaczej nie przetrwają

Adobe Stock
Demokracje muszą reagować na niepraworządność, inaczej nie przetrwają

Polacy regularnie słyszą zapewnienia rządzących, że Polska jest wciąż krajem w pełni demokratycznym i praworządnym, a uczestniczący w różnych protestach sędziowie sprzeniewierzają się swojej misji, wkraczając do czystej polityki. Dodatkowo, że mają służyć państwu, a bardziej zreflektowani mówcy, że narodowi (nie zaś praworządności).

W służbie praworządności

Sędziowie służą właściwie pojętej, czyli zgodnie z zasadami demokratycznego państwa prawa, praworządności, a w ten sposób obywatelom, w szczególności tym narażanym na niesprawiedliwe traktowanie państwa. Praworządność to jasny przekaz, iż władza musi podlegać prawu, które ją ogranicza. Biegunowym przeciwieństwem tej zasady są rządy królów, dyktatorów, fűhrerów. W praworządnej demokracji idzie przede wszystkim o podleganie prawu chroniącemu wyższe, bo uniwersalne, i z reguły zapisywane w konstytucjach wartości, w tym prawu obywateli do sprawiedliwego procesu przed niezależnym, niezawisłym i bezstronnym sądem. A niezawisłość, która jest podstawą bezstronności, opiera się na dwóch tradycyjnych podstawach: „wolności od" (wpływów, nacisków) i „wolności do", czyli do kierowania się wartościami, gdy prawo ustawowe stoi z nimi w wyraźnej sprzeczności.

Tak rozumiemy praworządność w sensie materialnym. Nie należy zatem mylić rządów prawa z prostym legalizmem, czyli stanowieniem ustaw przez jakąś doraźną, bo okresową, większość parlamentarną. Ustawa przenosząca nagle sędziów w stan spoczynku (choć formalnie poprawna jako wyjątek od zasady nieusuwalności, poza przypadkiem prezes Sądu Najwyższego, bo ją chroni w konstytucji zasada lex specialis) jest właśnie takim legalizmem.

Status „sygnalisty"

Ustawy upoważniające, nawet na krótko, ministra sprawiedliwości do usuwania i mianowania po uważaniu prezesów sądów i do każdorazowego wglądu w akta spraw, zostały z kolei niepraworządnie uchwalone w aspekcie materialnym ( zagrażają dobru publicznemu, jakim jest niezależność sądów i niezawisłość sędziów), a także formalnym, bo dotyczą aktów kierownictwa i nadzoru, a nie wyłącznie dopuszczanego przez konstytucję ustawowego określenia ustroju i właściwości sądów oraz postępowania przed nimi (art. 176). Trzeba przypomnieć, że sędziowie podlegają wprawdzie także ustawom zwykłym, ale tylko w sensie orzekania zgodnie z kodeksami, a nie w aspektach mogących wpływać na ich niezawisłość.

Po pierwsze, w praworządnej demokracji sądy i sędziowie są trzecią, odrębną i równą względem parlamentów, rządów i prezydentów władzą. Każdy obywatel ma mieć prawo do niezależnego, niezawisłego i bezstronnego sądu, a obrona tych wartości to powinność wynikająca z zasady praworządności. To także niezbywalne prawo sędziów, gdyż idzie o reputację całego wymiaru sprawiedliwości. Do tego polski sędzia nigdy nie jest wolny od analizy zgodności prawa z konstytucją, bo zawsze może trafić na taką sprawę w sądzie, wymagającą pytania do TK. Sędzia to strażnik praworządności, a dodatkowo sygnalizuje społeczeństwu zagrożenia. I aż się prosi, aby miał także status „sygnalisty" z ochroną właściwą dla tej funkcji. Odmowa zastosowania niepraworządnie uchwalonej ustawy zawsze jest takim sygnałem.

Po drugie, w Polsce konstytucja chroni nie tylko niezawisłość sędziów, ale i niezależność sądów jako instytucji (art. 173), i to mocniej niż np. konstytucja amerykańska. W USA dopuszczana jest większa ingerencja ustawodawcy w sprawy ich organizacji czy finansowania, choć uchylane są przez Sąd Najwyższy próby ingerencji w niezależność finansową sądów jako takich. W Polsce przyjdzie nam jeszcze rozważyć, czy wyjątki konstytucyjne od zasady separacji władz nie poszły za daleko np. w kwestii możliwości określenia trybu pracy i wyboru członków KRS na poziomie zwykłej ustawy.

Po trzecie, raczej bezsporne jest prawo sędziego do odmowy zastosowania prawa skonfliktowanego z konstytucją i jej wartościami. Zasadniczo jednak tylko do czasu rozstrzygnięcia kwestii przez TK. Dziś mamy tu w Polsce wyrwę. Z powodu podręcznikowych wręcz okoliczności każdy wyrok z udziałem „dublerów" będzie niepraworządnie wydany. Na szczęście dla praworządności, wartości podstawowe wyrażone w naszej konstytucji powielają się w art. 2 i 6 traktatu o Unii Europejskiej czy art. 6 konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Śmiało można zatem dochodzić praworządności przed TSUE.

Przykład z Urugwaju

Po czwarte wreszcie, prosta konfrontacja naszej konstytucji z choćby urugwajską (najlepiej notowaną demokracją w Ameryce Łacińskiej) zdecydowanie upoważnia do stwierdzenia, że sędziowie mogą bez przeszkód prowadzić także pozasądową aktywność publiczną, jeśli tylko nie stoi to w sprzeczności właśnie z zasadami niezawisłości i niezależności (art. 178 ust.3). Ale przypominam, polscy sędziowie stają, co deklarują jasno, w obronie właśnie niezawisłości i niezależności. Konstytucja Urugwaju po prostu mówi precyzyjniej niż nasza o zakazie agitacji na terenie urzędu, w godzinach pracy z wykorzystaniem oficjalnej nazwy instytucji (art.58), i tylko tyle.

To właśnie z przyczyn coraz częstszego w nowych demokracjach naruszania przez władze polityczne autonomii władzy sądowniczej rozwija się także doktryna „pozasądowej obrony" stosowanej przez sędziów. Demokracje na niepraworządne zjawiska muszą reagować, inaczej nie przetrwają. W przyszłości to właśnie z sędziów sądów powszechnych trzeba będzie konstytucyjnie uczynić drugą po TK redutę obrony demokracji. Tymczasem „pozasądowa obrona" jest ostatnim praworządnym i demokratycznym bastionem sędziów, wszelako z jednym zasadniczym warunkiem, jakim jest pozyskiwanie dla tej obrony społecznych sojuszników oraz opinii publicznej.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, prawnikiem konstytucjonalistą, politologiem

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA