fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Reforma sądownictwa: cień nad Sądem Najwyższym

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W obronie niezawisłości sądy powinny być transparentne.

Wydawać się mogło, że poburzliwej batalii o Sąd Najwyższy, kiedy to dziesiątki tysięcy obywateli wyszło na ulice w jego obronie, sędziowie staną na wysokości zadania, a przede wszystkim ich decyzje będą zrozumiałe dla obywateli. Niestety nie wyciągnęli wniosków z lekcji demokracji. I choć SN nie został ostatecznie wygaszony, to wydaje się, że bardzo trudno będzie odbudować przez następne dziesiątki lat dość mocno nadszarpnięte społeczne zaufanie do władzy sądowniczej.

Czemu tak lakonicznie?

Wystarczy choćby przykład ostatniej decyzji SN o zawieszeniu postępowania kasacyjnego w związku ze sporem kompetencyjnym, którego w istocie nie ma. Nie chodzi przy tym o treść decyzji. Z tą można się zgadzać lub nie, ale wpierw trzeba poznać argumenty leżące u jej podstaw. A tych w istocie nie ma, gdyż tak się nie da określić lakonicznych kilku zdań postanowienia. Bardzo obszernie natomiast uzasadnił SN swoje stanowisko w uchwale I KZP 4/17, gdzie wskazał, że na żadnym etapie postępowania nie doszło do „rozstrzygnięcia tej samej sprawy" zarówno przez SN jak i Prezydenta RP. Nie doszło zatem do „nałożenia" się kompetencji tych organów, gdyż czym innym jest skorzystanie przez Prezydenta RP z uprawnienia do stosowania prawa łaski, a czym innym sprawowanie wymiaru sprawiedliwości przez SN. Nie ma tu żadnego „zbiegu" kompetencji. Co więcej, w oficjalnym stanowisku SN z 11 lipca 2017 r. wskazano, że nie ma sporu kompetencyjnego. W świetle tych wydarzeń lakonicznie uzasadniona decyzja o zawieszeniu postępowania wydaje się niezrozumiała.

Gdyby chodziło o samą rozbieżność orzecznictwa, to można by uznać, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, gdyż rozbieżność nawet w orzecznictwie najwyższych sądów jest naturalną konsekwencją sądowego stosowania prawa. Rzecz jednak w tym, że zarówno ta rozbieżność dostrzegalna nawet dla laików, w połączeniu z wydarzeniami wokół wygaszenia SN może rzucać cień na wizerunek niezawisłych sądów. Pojawia się bowiem podejrzenie „odwdzięczenia" się prezydentowi za wcześniejsze decyzje.

Okazuje się więc, że „reforma" sądownictwa, choć wstrzymana przez prezydenta, odcisnęła swoje polityczne piętno na sądach.

Sąd Najwyższy po tym, jak prezydent zawetował ustawę kończącą w istocie jego byt jako sądu niezależnego, był wystawiony na czujną obserwację społeczną i nacisk medialny w związku ze słowami prezes TK, że SN złamał prawo, odmawiając zawieszenia postępowania. Tym bardziej więc należało oczekiwać od sędziów najwyższego rzędu pełnej transparentności i rzetelnego wyjaśnienia treści podejmowanych rozstrzygnięć, aby uniknąć nawet cienia podejrzenia o pozaprawne motywy ich decyzji.

Ratowanie skór

Główne zobowiązanie sędziów wyrażone w konstytucji i ślubowaniu to bezstronność i niezawisłość orzekania. Przy czym istotne jest nie tylko to, aby sąd rzeczywiście był niezawisły, ale także aby na zewnątrz był uznawany za niezawisły.

Sądy i sędziowie powinni działać przewidywalnie, aby chronić swoją niezawisłość i bezstronność. Brak przekonującego uzasadnienia decyzji sądu, niezrozumiałe, nielogiczne motywy, zwłaszcza gdy chodzi o sprawy z udziałem polityków, otwierają pole do spekulacji nad rzeczywistymi motywami takiej decyzji. Odczucie społeczne, że SN „ratuje swoją skórę", bardziej szkodzą wizerunkowi sądownictwa niż negatywna kampania medialna. Właśnie dlatego sądy, aby uniknąć zarzutów naruszenia zasady bezstronności i niezawisłości, powinny działać transparentnie, a trudne decyzje wymagają rzetelnego, umotywowanego i merytorycznego uzasadnienia.

W rękach prezydenta

Inną jeszcze kwestią jest, czy po wydarzeniach z lipca SN jest wciąż zdolny budować wiarygodność, orzekając bezstronnie i niezawiśle (także w sprawach polityków), kiedy jego los waży się w gabinetach pałacu prezydenckiego? SN nie został wprawdzie wygaszony, ale korodowana jest i tak krucha ostatnio niezawisłość sędziowska oraz społeczne zaufanie do sądów. Czy obywatele będą wciąż wierzyć w niezawisłość sędziów SN, których można usunąć jedną ustawą?

Jedno jest pewne. Los sądów i sędziów leży w rękach prezydenta, na którym spoczywa wielka odpowiedzialność nie tylko za nasze sądy, ale i za demokrację, a może nawet Europę.

Kierunek tych ustaw już znamy. Przewidują m.in. cezurę wiekową dla sędziów na poziomie 65 lat, ławników w sądach dyscyplinarnych czy udział obywateli i środowisk prawniczych w wyborze członków KRS. Zastrzeżenia może jedynie budzić udział ławników w izbach dyscyplinarnych, jako że jedną z fundamentalnych gwarancji niezawisłości sędziowskiej jest transparentne i niezależne sądownictwo dyscyplinarne. Według opracowanych jeszcze w 1981 r. w Syrakuzach wstępnych zasad niezawisłości sędziowskiej wszelkie postępowania dyscyplinarne sędziów powinny się odbywać przed sądem lub ławą złożoną z wybranych sędziów. Pytanie, kto wybierałby tych ławników, kto mógłby być ławnikiem w tego typu sprawach, ilu ławników miałoby orzekać w składzie i czy od takiego orzeczenia przysługiwałoby odwołanie do składu zawodowego. Jedno jest pewne: udział jakichkolwiek podmiotów zewnętrznych w sprawach dyscyplinarnych nie może być narzędziem nacisku na sędziów.

Poza tym sędzia odpowiada dyscyplinarnie nie tylko za uchybienie godności urzędu, ale i za oczywistą i rażącą obrazę przepisów prawa. Kto więc miałby ją oceniać? Nie ulega wątpliwości, że ocena tych uchybień, a zwłaszcza oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa dotyka niejednokrotnie niezwykle drażliwej materii sumienia sędziowskiego, wykładni prawa oraz niezawisłości sędziowskiej. Konieczne jest często oddzielenie przewinienia służbowego od popełnienia zwykłego błędu w wykładni i stosowaniu prawa. Oddanie „sądu nad sędziami" podmiotom zewnętrznym, tj. izbom ludowym czy przedstawicielom innych władz może unicestwiać gwarancje niezawisłości sędziowskiej.

Podobnie wybór sędziów-członków Krajowej Rady Sądownictwa przez korporacje prawnicze, obywateli czy stowarzyszenia sędziowskie jest niewątpliwie konstytucyjnie dopuszczalny, ale nie służy gwarancji niezawisłości sędziowskiej. Posłuży raczej wykształceniu się określonych grup interesów i grup nacisku. Tego rodzaju cień podejrzenia powiązań i układów może nawet prowadzić do patologii. Przykładem są systemy, w których sędziowie się wyłaniani w wyborach.

Główną słabością polskiego sądownictwa jest brak silnego, jednolitego samorządu środowiskowego na poziomie ogólnopolskim. Sędziowie po 1989 r. nie zbudowali praktycznie żadnych struktur samorządowych, które pełniłyby również od wewnątrz funkcje kontrolne. Trudno więc uwolnić się od opinii, że w sądach działają folwarki prezesowskie. Należałoby zatem powołać na poziomie ogólnokrajowym organ samorządu i nadać mu uprawnienie do wyłaniania w wyborach członków KRS spośród samych sędziów.

Nie łudźmy się

Sytuacja prezydenta jest też niezwykle trudna. Nie chodzi jednak o zawetowanie dwóch ustaw, lecz o odmowę zawetowania ustawy o ustroju sądów powszechnych. Niezależność sądów, w których minister sprawiedliwości może dowolnie dokonać czystek kadrowych wśród prezesów , została znacząco ograniczona. Musi zatem dojść do stworzenia mechanizmuprzeciwwagi dla szerokiej władzy prezesów sądów, zależnych obecnie od ministra sprawiedliwości. Tym mechanizmem może być jedynie silny samorząd sędziowski.

Nie łudźmy się, że atomizacja środowiska, oddanie kluczowych decyzji o awansach i nominacjach sędziowskich w ręce innych korporacji prawniczych czy obywateli wzmocni niezawisłość poszczególnych sędziów. Sędzia stanie się przez to słabszy, gdyż będzie podatny na naciski różnych grup interesów i wpływów. Prezydent, jeśli jest strażnikiem konstytucji, musi odrzucić partykularne interesy, a wartością nadrzędną powinny być dla niego niezawisłość sędziowska. Prezydenckie projekty ustaw o Sądzie Najwyższym, a nade wszystko Krajowej Radzie Sądownictwa muszą ją umacniać. W przeciwnym razie będzie stopniowo ulegać destrukcji. Dziś głównym zarzutem pod adresem sędziów jest to, że środowisko jest hermetyczne,. Jutro może się okazać, że sędziowie licząc na awanse czy stanowiska, zbyt łatwo będą ulegać wpływom innych korporacji czy środowisk społecznych.

Autorka jest Sędzią Sadu Okręgowego w Warszawie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA