fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Zgromadzenia publiczne a wolność słowa: czy można zadać każde pytanie

Adobe Stock
Swoboda wypowiedzi nie ogranicza się do wyrażania poglądów odbieranych przychylnie.

Każde pytanie można zadać, ale nie wolno łamać przepisów prawa" – powiedział wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński, odpowiadając jednemu z posłów na posiedzeniu Sejmu 7 czerwca 2018 r. Pytanie padło w związku z przypadkami legitymowania przez policję niektórych osób uczestniczących w spotkaniach z przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości po tym, gdy usiłowały zadawać pytania w trakcie tych spotkań. Odpowiadając na zarzuty, że tego rodzaju działania policji są próbą zastraszania obywateli, minister podkreślił, iż podczas spotkań zdarzają się okrzyki, są wykrzykiwane i wypisywane na transparentach hasła niezwiązane z tematyką spotkania, a nadto istnieje grupa zakłócaczy, którzy pojawiają się na wielu spotkaniach.

Co najmniej wątpliwe

Minister na usprawiedliwienie działań policji przytoczył też treść art. 51 § 1 kodeksu wykroczeń, w myśl którego: „kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny".

Uprawnienia policji do m.in. legitymowania obywateli wynikają z ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji. Zgodnie z jej art. 15 ust. pkt 1 funkcjonariusze policji, wykonując czynności o charakterze operacyjno-rozpoznawczym, dochodzeniowo-śledczym i administracyjno-porządkowym, mają prawo do legitymowania osób w celu ustalenia ich tożsamości.

Nie negując zatem tego rodzaju ustawowego uprawnienia policji (kwestia samodzielnej inicjatywy funkcjonariuszy, czy też działania z polecenia przełożonych dla celów artykułu jest drugorzędna), stwierdzić należy, że powoływanie jako materialnej podstawy przedstawionych działań przesłanek przewidzianych w zacytowanym przez ministra art. 51 kodeksu wykroczeń, wydaje się co najmniej wątpliwe.

Gdy jest sprzeczność z normami

Analiza przepisu prowadzi do wniosku, że odpowiedzialność sprawcy określonego w nim wykroczenia jest uzależniona od stwierdzenia, iż czyn stanowi wybryk („kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem").

W rozumieniu potocznym przez wybryk rozumie się w zasadzie każde zachowanie, które odbiega od przyjętego zwyczajowo w danym miejscu, czasie i okolicznościach. W doktrynie prawa karnego czyn taki określa się często jako rażąco odbiegający od przyjętych w danych okolicznościach obowiązujących norm zachowania się, okazujący lekceważenie ich przez sprawcę (tak np. L. Falandysz). Sąd Najwyższy w wyroku o sygn. III KRN 189/92 wskazał, że wybryk to zachowanie się, jakiego wśród konkretnych okoliczności czasu, miejsca i otoczenia, ze względu na przyjęte zwyczajowo normy ludzkiego współżycia, nie należało się spodziewać, które zatem wywołuje powszechne negatywne oceny społeczne i odczucia obrazy, gniewu, oburzenia. Wybryk charakteryzuje, zdaniem SN, ostra sprzeczność z powszechnie akceptowanymi normami zachowania się.

Z chęci wymiany opinii

Oceniając tłumaczenie ministra Zielińskiego należy uwzględnić, że ustawa z 24 lipca 2015 r. – Prawo o zgromadzeniach za zgromadzenie uznaje „zgrupowanie osób na otwartej przestrzeni dostępnej dla nieokreślonych imiennie osób w określonym miejscu w celu odbycia wspólnych obrad lub w celu wspólnego wyrażenia stanowiska w sprawach publicznych".

Trybunał Konstytucyjny zaś w wyroku o sygn. K 15/08 uznał, że „wolność zgromadzeń jest jednym z istotnych elementów współczesnego standardu państwa demokratycznego w sferze podstawowych praw i wolności obywatelskich", a dla jego istoty znaczenie ma to, iż „związek zachodzący między osobami biorącymi w nim udział wynika z chęci wymiany opinii lub poglądów".

Trybunał Konstytucyjny wyraził także ważną myśl, że „zgromadzenia stanowią zasadniczy element wyrażania demokratycznej opinii publicznej, stwarzając możliwość wpływu na proces polityczny, umożliwiając krytykę i protest, tworząc tym samym część składową procesu deliberacyjnej demokracji bezpośredniej. Wolność zgromadzeń jako postać prowadzenia debaty publicznej, środek artykulacji interesów i poglądów, instrument ochrony mniejszości, podnosi poziom legitymacji i akceptacji rozstrzygnięć podejmowanych przez organy przedstawicielskie i podporządkowany im aparat administracyjno-wykonawczy".

Z kolei w wyroku o sygn. K 4/06 Trybunał Konstytucyjny, odnosząc się do gwarantowanej w art. 54 ust. 1 konstytucji wolności wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, stwierdził, że „swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i samorealizacji jednostek. Swoboda ta nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne".

Podobny, a nawet jeszcze dalej idący pogląd w kwestii dopuszczalności wypowiadania poglądów wyrażał Europejski Trybunał Praw Człowieka, który w klasycznym już, wielokroć przytaczanym i analizowanym przez doktrynę wyroku Handyside przeciwko Wielkiej Brytanii stwierdził, że swoboda wypowiedzi jest jednym z zasadniczych filarów społeczeństwa demokratycznego, jednym z podstawowych warunków jego postępu i rozwoju każdej osoby. Według trybunału strasburskiego swoboda wypowiedzi nie ma się przy tym ograniczać do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie, uważane za nieobraźliwe lub neutralne, lecz odnosi się także do tych, które obrażają, oburzają lub wprowadzają niepokój w państwie lub części społeczeństwa, ponieważ takie są wymagania pluralizmu, tolerancji, otwartości na inne poglądy, bez których nie istnieje demokratyczne społeczeństwo (podobnie np. w sprawach Oberschlick przeciwko Austrii, Lingens przeciwko Austrii, Goodwin przeciwko Wielkiej Brytanii, Kurłowicz przeciwko Polsce).

Władzo, nadstaw ucha

Warto przytoczyć jeszcze jedną istotną myśl wyrażoną przez Trybunał Konstytucyjny w wyroku o sygn. K 21/05: „konstytucyjna gwarancja wolności zgromadzeń zawiera zakaz odbierania tej wolności przez władze publiczne z powodu różnic światopoglądowych lub gdy głoszone treści są niezgodne z systemem wartości reprezentowanych przez piastunów władzy publicznej. (...) Przekonania moralne piastunów władzy publicznej nie są synonimem >moralności publicznej< jako przesłanki ograniczenia wolności zgromadzeń".

Nie można pominąć jednej jeszcze uwagi, którą Trybunał zawarł w powołanym wyroku, a mianowicie, że „konstytucyjnie dopuszczalne ograniczenia wolności zgromadzeń nie zawierają w sobie możliwości stosowania przez organy władzy publicznej, w stosunku do osób zachowujących się pokojowo, środków represyjnych po odbyciu zgromadzenia".

Nawet najbardziej rygorystyczne spojrzenie na działania osób opisywanych przez ministra nie odbiera ich zachowaniu pokojowego charakteru, a tym bardziej nie może stanowić wybryku, o którym mowa w art. 51 kodeksu wykroczeń.

Z ogólnie dostępnych doniesień prasowych wynika, że niektórzy uczestnicy spotkania zadawali pytania bądź wyrażali opinie dotyczące m.in. ostatnich wydarzeń o charakterze społeczno-politycznym wiążących się jednoznacznie z działaniami bądź zaniechaniami władz. Nawet jeśli były one czynione dynamicznie, powtarzalnie (na kolejnych spotkaniach), podniesionym głosem czy też wyrażane niewerbalnie w postaci np. plakatów (w tej ostatniej kwestii por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego o sygn. Pp 1/10 i wskazany tam wyrok Sądu Najwyższego USA Texas przeciwko Johnson), to niewątpliwie zachowanie to mieściło się w granicach dyskursu dozwolonego i chronionego zarówno przez art. 54 konstytucji, jak i art. 10 europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności.

Władza nie może bowiem liczyć na komfort wyłącznie pochwał bądź zadawania wygodnych dla niej pytań. Wrażliwe uszy władzy powinny wychwycić zarzuty czy drażliwe pytania obywateli (suwerena), a nie doprowadzać swoją postawą do zdarzeń, jakie opisał poseł, zadając pytanie ministrowi podczas posiedzenia sejmowego.

Nie byłoby dobrze, gdyby w przyszłości ktoś oceniający tę sytuację mógł dojść do wniosku, że delikt obciąża tu nie obywatela, lecz władzę.

Autor jest przewodniczącym Państwowej Komisji Wyborczej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA