fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Błażej Kmieciak: dlaczego władze nie podejmują dyskusji o rzeczniku prawa pacjenta

Fotolia
Władze nie podejmują dyskusji o rzeczniku prawa pacjenta.

Po lekturze podpisanej w ostatnich dniach nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta warto zadać jedno zasadnicze pytanie: Czy ona cokolwiek zmienia?

Prawo i ból

W połowie kwietnia opinia publiczna dowiedziała się o podpisaniu przez prezydenta nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta. W depeszach prasowych szczególnie zwracano uwagę na prawo pacjenta do leczenia bólu. W art. 20a ust. 1 i 2 wskazano, że „podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych jest obowiązany podejmować działania polegające na określeniu stopnia natężenia bólu, leczeniu bólu oraz monitorowaniu skuteczności tego leczenia".

Z całą pewnością pojawienie się podobnego przepisu ma ogromną wagę. Oczywiście nie potrafimy w tej chwili stwierdzić, jak będzie stosowany. Nie wiemy zatem, czy wpłynie on istotnie na np. praktykę niwelowania doznań bólowych w trakcie porodu, czy też podczas wizyty u stomatologa. Nie ulega jednak wątpliwości, że wyartykułowanie podobnego uprawnienia w treści ustawy ma szczególne znaczenie dla kształtowania w Polsce kultury praw pacjenta. Po pierwsze bowiem warto dostrzec, iż przepis ten dodano do rozdziału 6 definiującego „Prawo do poszanowania intymności i godności pacjenta". Po drugie natomiast uprawnienie związane z walką z bólem umieszczone zostało w sąsiedztwie prawa pacjenta do godnej śmierci, którego kluczowym elementem jest „prawo do świadczeń zdrowotnych zapewniających łagodzenie bólu i innych cierpień. W tym kontekście cenna jest zmiana, którą wprowadzono w art. 21 ustawy o prawach pacjenta. Do tej pory bowiem zaznaczano, że „przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może być obecna osoba bliska". W nowelizacji wskazano natomiast, iż „na życzenie pacjenta przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może być obecna osoba bliska". Choć modyfikacja ta wydawać się może jedynie kosmetyczna, to warto zwrócić uwagę, że uaktywnia samego pacjenta. Wcześniej był on w istocie postawiony w formie biernego uczestnika sytuacji, w której potencjalnie mógłby być przy nim ktoś bliski. Obecnie ustawodawca w zasadzie oddaje jemu możliwość wyrażenia opinii oraz pragnienia w kwestii obecności istotnej dla niego osoby.

Więcej wglądu w informacje

Kolejne zmiany, które wprowadza nowela, odnoszą się do zjawisk istotnych, a jednocześnie w pewnym sensie odległych od pacjenta. Nietrudno o wniosek, że mają one formę redakcyjnego dopracowania, koniecznego z racji praktycznych wyzwań. W ustawie widać zatem, iż przekazanie pacjentowi informacji o świadczeniach zdrowotnych uznane zostało za obowiązek nie tylko lekarzy, ale również innych medycznych ekspertów podejmujących wobec pacjenta określone interwencje. Z całą pewnością istotne jest zwrócenie uwagi, iż po śmierci pacjenta jego przedstawiciel ma prawo nie tylko do wglądu w jego dokumentację medyczną.Jak czytamy w znowelizowanym art. 26 ust. 2, „po śmierci pacjenta dokumentacja medyczna jest udostępniana osobie upoważnionej przez pacjenta za życia lub osobie, która w chwili zgonu pacjenta była jego przedstawicielem ustawowym".

Zaznaczono ponadto, że „papierowa dokumentacja medyczna będzie udostępniana do wglądu w miejscu udzielania świadczeń zdrowotnych (z możliwością sporządzania notatek lub zdjęć) oraz poprzez sporządzanie kopii, odpisów, wyciągów albo wydruków. Dokumentacja medyczna prowadzona w postaci elektronicznej ma być udostępniana za pośrednictwem komunikacji elektronicznej lub na informatycznym nośniku danych" (źródło PAP) W nowelizacji pojęcia takie jak kopia, odpis oraz wyciąg zostały zdefiniowane. Widać zatem, iż podobne zmiany związane są z nieodzownym, dostrzegalnym procesem informatyzacji systemu ochrony zdrowia.

Ponadto, jak wskazano w nowych przepisach, po zakończeniu działalności leczniczej przez daną placówkę ochrony zdrowia przechowywaną na jej terenie dokumentację medyczną ma przejąć „podmiot, który przejął jej zadania. Gdy takiego podmiotu nie ma, np. po śmierci lekarza, pielęgniarki lub położnej, wykonujących zawód w formie praktyki zawodowej, dokumentację przejmie samorząd zawodowy – odpowiednio okręgowa izba lekarska lub okręgowa izba pielęgniarek i położnych".

Czy to wystarczy?

W znowelizowanej ustawie o prawach pacjenta na uwagę zasługuje art. 24 ust. 2 i 3. Zgodnie z jego zapisami do zachowania tajemnicy medycznej zostali zobowiązani nie tylko lekarze oraz pielęgniarki, ale także „inne osoby wykonujące czynności pomocnicze przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych, a także czynności związane z utrzymaniem systemu teleinformatycznego, w którym przetwarzana jest dokumentacja medyczna, i zapewnieniem bezpieczeństwa tego systemu, na podstawie upoważnienia administratora danych". To bardzo ważna zmiana. Obejmuje bowiem nie tylko pracowników administracji szpitala, ale również osoby reprezentujące firmy zewnętrzne współpracujące z daną placówką (np. firmy caternigowe oraz ochroniarskie).

W tym miejscu pojawia się pytanie: A co ze studentami? Choć brzmi to paradoksalnie, to nie mamy obecnie przepisów o konieczności zachowania tajemnicy informacji związanej z pacjentem przez osoby uczące się przede wszystkim na uniwersytetach medycznych. W ustawie o zawodach lekarza i lekarza dentysty wskazano, że do adeptów nauk medycznych nie odnoszą się przepisy dotyczące obecności przy świadczeniu świadczeń zdrowotnych innych osób niż te, które ich udzielają. Dokładniejsza analiza wskazuje jednak, iż studenci w żaden sposób nie są zobowiązani do zachowania tajemnicy, co stanowi nie tylko problem dla nich, ale jest też szczególną trudnością dla pacjenta, który w ich obecności niejednokrotnie ujawnia szczególne, czasem intymne informacje. Co ciekawe, kilka lat temu pojawiła się propozycja podobnych zmian. Niestety nie zostały wprowadzone, i coraz częściej pojawiają się konkretne wyzwania oraz problemy. Warto bowiem dostrzec, że liczne szpitale przed przyjęciem studenta na praktyki oczekują od niego pisemnego zobowiązania zachowania poufności.

I znów rzecznik

Problem poufności odniesiony został w znowelizowanych przepisach także do rzecznika praw pacjenta. Część lekarzy zwracała bowiem uwagę, że organ ten nie posiadał wyrażonego bezpośrednio prawa do wglądu w dokumentację medyczną. Ponadto nowelizacja „wprowadza przepis, który umożliwi pacjentowi złożenie skargi do sądu administracyjnego na rozstrzygnięcia rzecznika w sprawach indywidualnych. Nowe przepisy mają usprawnić i ujednolicić postępowanie przed wojewódzkimi komisjami ds. orzekania o zdarzeniach medycznych. O pracach tych komisji wojewodowie będą musieli raz na kwartał informować ministra zdrowia i rzecznika praw pacjenta".

Doświadczyć można jednak pewnego niedosytu. Omawiana nowela podpisana została na dwa dni przed zakończeniem konkursu ogłoszonego przez ministra zdrowia stanowisko rzecznika praw pacjenta. Co ciekawe, konkurs ten – z niezrozumiałych względów – nie był ogłaszany przez ponad cztery miesiące, a więc od momentu odwołania Krystyny Barbary Kozłowskiej, pierwszego RPP. Część osób uważała wręcz, że konkurs ten został wstrzymany ze względu na wspomnianą, oczekiwaną nowelizację. Nowela ta nie zmienia jednakże nic w paradoksalnym systemie funkcjonowania wspomnianego rzecznika, który, nota bene z instytucją tzw. ombudsmana ma niewiele wspólnego. Rzecznik praw pacjenta jest bowiem centralnym organem administracji rządowej, a nie niezależnym od władzy, wysokim rangą urzędnikiem powołanym (zwykle przez parlament) do ochrony praw i wolności człowieka. Jest to w istocie „ministerstwo praw pacjenta", które wyłania powołana przez szefa resortu zdrowia komisja. Rzecznik pośrednio jest zatem urzędnikiem podległym owemu ministrowi. Jego bezpośrednim zwierzchnikiem jest natomiast premier, od którego ów rzecznik powinien być również niezależny. Powinien mieć bowiem swobodę w wyrażaniu krytycznej opinii o np. przyjętej przez rząd polityki zdrowotnej.

Na razie w obszarze tym nie ma nie tylko zmian, ale również podjętej przez władze dyskusji. A szkoda, bo prowadzą ją już nie tylko znawcy prawa medycznego, ale również stowarzyszenia reprezentujące pacjentów.

Autor jest doktorem nauk społecznych w zakresie socjologii prawa, wykładowcą akademickim, koordynatorem Centrum Bioetyki Instytutu Ordo Iuris.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA