fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Termin na wniesienie apelacji w sprawach cywilnych wymaga wydłużenia

Fotolia
Najwyższy czas wydłużyć termin na wniesienie apelacji w sprawach cywilnych.

Wystąpieniem z 1 grudnia 2015 r. (pismo II.5150.7.2015.MK, dostępne na stronie www.rpo.gov.pl) rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar zwrócił się do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, by ten odniósł się do problemu zakreślenia w procedurze karnej 14-dniowego terminu na wniesienie apelacji od wyroku sądu pierwszej instancji. Rzecznik wskazał m.in.: „Biorąc pod uwagę, że od poprawnego sporządzenia środka zaskarżenia może zależeć jego skuteczność, a także to, że sporządzenie apelacji wymaga dokładnego zapoznania się z uzasadnieniem wyroku, wątpliwości może budzić dochowanie standardu realnego i efektywnego prawa do obrony, gdy strona ma tylko czternaście dni na zapoznanie się z uzasadnieniem wyroku, zwłaszcza jeżeli jest ono długie i skomplikowane".

Przyczynkiem do tego wystąpienia był sygnał od senatorów, że w jednej ze spraw prowadzonych przez Sąd Rejonowy w Szczecinie uzasadnienie wyroku liczyło ok. 1200 stron, a jego sporządzenie zajęło dziewięć miesięcy. W swym wystąpieniu rzecznik wskazał także, że 14-dniowy termin dla sądu na sporządzenie uzasadnienia wyroku karnego w praktyce nie jest przestrzegany (może być przedłużany). Tymczasem termin na wniesienie apelacji jest terminem ustawowym, wskutek czego przedłużony być nie może. A zatem jego przekroczenie wiąże się z odrzuceniem apelacji, czego konsekwencją jest uprawomocnienie się skarżonego wyroku karnego. Taki stan, zdaniem rzecznika, może prowadzić do naruszenia prawa do obrony.

Minister nie przekonał rzecznika

Z komunikatu zamieszczonego na stronie internetowej RPO wynika, że minister sprawiedliwości nie podzielił jego obaw. 1 czerwca 2016 r. podsekretarz stanu Marcin Warchoł wskazał w jego imieniu m.in., że w większości spraw odwołujący się nie skarżą wyroku w całości, co oznacza, że nakład pracy redakcyjnej przy sporządzeniu apelacji jest co do zasady zdecydowanie mniejszy od nakładu pracy redakcyjnej sądu niezbędnego do uzasadnienia wyroku. Zdaniem ministra również czas potrzebny na sporządzenie apelacji jest zatem co do zasady krótszy niż czas potrzebny do sporządzenia uzasadnienia wyroku przez sąd (cytując za komunikatem).

Przedstawione argumenty najwyraźniej nie przekonały RPO, gdyż w sierpniu 2016 r. zwrócił się do prezesa Naczelnej Rady Adwokackiej i prezesa Krajowej Rady Radców Prawnych o opinię w sprawie zasygnalizowanego problemu, a także poprosił o podanie przykładów naruszenia prawa do obrony we wskazanym zakresie. Należy mieć nadzieję, że RPO do sprawy niebawem powróci, gdyż jego obawy wydają się uzasadnione, natomiast argumenty ministra dość powierzchowne jak na wagę problemu.

Zwracam uwagę, że poruszony przez rzecznika problem nie dotyczy tylko procedury karnej. Takie same argumenty trzeba odnieść do procedury cywilnej, która także przewiduje dwutygodniowy termin na wniesienie środka apelacji od wyroków sądów pierwszej instancji (art. 369 § 1 kodeksu postępowania cywilnego), oraz od postanowień co do istoty sprawy, wydawanych w postępowaniach nieprocesowych (art. 518 zdanie pierwsze k.p.c.). Statystyczny Polak znacznie częściej ma kontakt z sądem cywilnym niż z sądem karnym. Z problemami, jakie wiążą się z dotrzymaniem krótkiego terminu na wniesienie tak ważnego pisma procesowego, jakim jest apelacja, stykają się też nie tylko profesjonalni pełnomocnicy, lecz i osoby, które samodzielnie reprezentują swe interesy w postępowaniach cywilnych (tzw. przymus adwokacji obowiązuje dopiero na etapie postępowania przed Sądem Najwyższym – art. 871 k.p.c.).

Nieśmiertelne dwa tygodnie

Kodeks postępowania cywilnego, obowiązujący od 1 stycznia 1965 r. do dzisiaj, uchwalony został 17 listopada 1964 r. Warto więc przypomnieć, że były to czasy, w których można było wymierzyć, a co gorsza i wykonać, karę śmierci przy skazaniu „za zagarnięcie mienia społecznego" (niesławny wyrok w tzw. aferze mięsnej zapadł 2 lutego 1965 r.), z „braterskimi" wizytami przyjeżdżał do Warszawy Leonid Breżniew, a prymas kardynał Stefan Wyszyński wraz z Episkopatem zostali oskarżeni w polskim Sejmie o zdradę polskiej racji stanu.

W takich to realiach zaczął obowiązywać k.p.c., w którym środkiem odwoławczym od wyroku sądu pierwszej instancji była „rewizja" (art. 367 k.p.c.), a termin na jej wniesienie został określony właśnie na dwa tygodnie (d. art. 371 § 1 k.p.c.).

Termin ten pozostał niezmieniony po dziś dzień, choć zmiany ustrojowe w Polsce miały swoje konsekwencje także w przepisach prawnych. W procedurze cywilnej niezwykle istotne zmiany przyniosła nowelizacja k.p.c., która weszła w życie 1 lipca 1996 r. (DzU nr 43, poz. 189). Wtedy to (m.in.) „apelacja" (art. 367 § 1 k.p.c.) stała się środkiem odwoławczym od orzeczenia sądu pierwszej instancji co do istoty sprawy, a rewizję nadzwyczajną do SN zastąpiła „kasacja". W wyniku tych zmian zakończono bowiem proces przekształcenia postępowania przed SN w postępowanie nadzwyczajne, pozbawione cech kontroli instancyjnej, a ukierunkowane na badanie legalności orzeczeń sądów drugiej instancji, kończących postępowanie w danej sprawie, orzekających o istocie tej sprawy. Zmiany te korespondują z uczynieniem kontradyktoryjności regułą postępowania cywilnego, odmiennie niż ciągle jeszcze w procedurze karnej, którego dotyczyło wystąpienie RPO. W tej procedurze wciąż obowiązuje zasada tzw. prawdy materialnej, obiektywnej. Konsekwencją takiego zabiegu jest przede wszystkim znaczące zwiększenie obowiązków samych stron procesu, a przede wszystkim nałożenie na strony procesu cywilnego obowiązku inicjatywy dowodowej. Uchylenie wówczas art. 3 § 2 k.p.c. jednoznacznie wskazuje, iż wolą ustawodawcy było zwolnienie sądu z obowiązku wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności sprawy i przerzucenie tego ciężaru na strony postępowania.

Jednak i tym razem, mimo tak fundamentalnych zmian w postępowaniu cywilnym oraz zasadniczo zmienionych realiów społecznych i gospodarczych w porównaniu z 1965 r., dwutygodniowy termin do wniesienia apelacji od wyroku w sprawie cywilnej pozostał bez zmian.

Zmiany procedury cywilnej, które weszły w życie od 6 lutego 2005 r., przyniosły nowe ograniczenia w dopuszczalności wniesienia nadzwyczajnego środka zaskarżenia, który zyskał wówczas nazwę „skargi kasacyjnej". To jeszcze podniosło rangę orzeczenia sądu drugiej instancji ostatecznie rozstrzygającego o istocie sprawy, a co za tym idzie, wzrosła też waga apelacji jako środka odwoławczego. W ślad za zaostrzeniem wymogów formalnych skargi kasacyjnej wydłużono też termin do jej wniesienia z miesiąca do dwóch miesięcy (art. 3985 § 1 k.p.c.). I tym razem jednak ustawodawca nie wydłużył terminu do wniesienia apelacji od orzeczenia sądu pierwszej instancji.

Termin ten pozostał niezmieniony także przy okazji kolejnej ważnej nowelizacji procedury cywilnej, która weszła w życie 3 maja 2012 r. Wtedy to (m.in.) nałożono na strony każdego procesu cywilnego surowsze wymagania względem obowiązku koncentracji materiału dowodowego, z zagrożeniem pominięcia spóźnionych wniosków dowodowych złożonych w ramach tzw. prekluzji dowodowej (wcześniej takie obowiązki ciążyły na stronach procesów w sprawach gospodarczych). Wskazana nowelizacja istotnie wzmocniła więc system kontradyktoryjnego procesu, po raz kolejny zwiększając odpowiedzialność stron za wynik procesu cywilnego, który kończy się wraz z orzeczeniem sądu drugiej instancji co do istoty sprawy.

W następstwie tych zmian postępowanie kasacyjne definitywnie utraciło charakter postępowania w trzeciej instancji. Obecnie celem postępowania przed SN, sądem szczególnym w myśl art. 175 konstytucji, jest wyłącznie legalność, zgodność z prawem zaskarżonego prawomocnego orzeczenia. W konsekwencji apelacja strony niezadowolonej z rozstrzygnięcia sądu pierwszej instancji może być więc i ostatnim pismem procesowym, w którym strona może przedstawić swoje racje, w tym i argumenty przeciwko wydanemu już orzeczeniu sądu pierwszej instancji.

Ustawodawco, to już inny świat

Oceniając opisane posunięcia ustawodawcy można więc odnieść wrażenie, że dokonując tak istotnych zmian w procedurze cywilnej, a jednocześnie utrzymując krótki, bo tylko dwutygodniowy termin na wniesienie apelacji, ustawodawca najwyraźniej nie dostrzegł ogromnych zmian, jakie zaszły w naszym kraju w porównaniu z 1965 r., kiedy to k.p.c. wszedł w życie. Zmiany te dotyczą nie tylko życia społecznego, gospodarczego czy technologii, ale też i regulacji prawnych. Od tego czasu powstały nowe gałęzie prawa (np. prawo nowych technologii, prawo zamówień publicznych), natomiast innym (np. prawo handlowe, prawo konsumenckie) zmienione realia gospodarcze nadały nowy wymiar. Skomplikowane i kosztowne inwestycje infrastrukturalne w naszym kraju, zwłaszcza po przystąpieniu przez Polskę do Unii Europejskiej, to także źródło zupełnie odmiennych pod względem trudności sporów rozpoznawanych przez polskie sądy. Dla Polski ostatnie lata to również czas tworzenia i rozwoju przedsiębiorstw oraz intensywnego obrotu nieruchomościami. Wzrosła też świadomość prawna polskiego społeczeństwa, także co do możliwości dochodzenia realnej ochrony prawnej na drodze sądowej. Obecnie nie są już więc rzadkością sprawy cywilne, w których przedmiot sporu liczony jest w milionach złotych.

Biorąc zatem pod uwagę dalece zmienione otoczenie prawne, a także stopień skomplikowania i zróżnicowanie spraw cywilnych, rozstrzyganych obecnie przez sądy cywilne, a także zakres oraz wagę obowiązków nałożonych na strony w procesie cywilnym, można już racjonalnie uzasadnić pogląd, że dwutygodniowy termin dla strony na wniesienie apelacji od orzeczenia sądu pierwszej instancji nie jest terminem wystarczającym i odpowiednim do zapewnienia tej stronie należytej ochrony prawnej. Moim zdaniem nadszedł już czas na jego wydłużenie.

Jak już wskazano, zgodnie z art. 369 § 1 Kpc, termin do wniesienia apelacji wynosi „dwa tygodnie” (w procedurze karnej termin na wniesienie apelacji wynosi „14 dni” – art. 445 § 1 Kpk). Termin ten należy obliczać zgodnie z przepisami prawa cywilnego (art. 165 § 1 Kpc). A zatem kończy się on z upływem dnia, który nazwą lub datą odpowiada początkowemu dniowi terminu (art. 110 i art. 112 Kc), co przekłada się na 14 dni liczonych w sposób ciągły, tzw. dni kalendarzowych. Nie mają zatem wpływu na wydłużenie tego terminu przypadające w tym okresie dni wolne od pracy, czyli niedziele i święta (dni wolne ustawowo). Te dni nadal wyznacza ustawa z 18 stycznia 1951 r. o dniach wolnych od pracy (Dz. U. Nr 3, poz. 28, ze zm.), która obecnie wymienia 13 takich dni oraz niedziele.

Terminu tego nie wydłużają także przypadające w tym okresie soboty. A przecież, kiedy Kpc wszedł w życie w 1965 r., ówczesny tydzień pracy kończył się dopiero w sobotę. Choć dziś trudno sobie to wyobrazić, sobota była wówczas normalnym dniem roboczym dla niemal całego społeczeństwa. Dopiero od 1974 roku liczba tzw. wolnych sobót stopniowo zwiększała się, aż do stanu obecnego, kiedy dla większości społeczeństwa jest to zwykły dzień wolny od pracy, choć nadal nie jest to dzień wolny „ustawowo”. W następstwie tego, Poczta Polska, jako tzw. wyznaczony operator pocztowy, nie dokonuje już doręczeń pism sądowych w soboty, wobec czego odpadł problem końca dwutygodniowego terminu przypadającego na sobotę. W większości przepisów regulujących rozmaite postępowania zrównano też sobotę z innymi dniami ustawowo wolnymi od pracy. Tak stało się też w przepisach prawa cywilnego. Znowelizowany od 1 stycznia 2017 r. art. 115 Kc nakazuje przesunąć kres terminu przypadający na sobotę, na kolejny dzień, który „nie jest dniem wolnym od pracy ani sobotą”. Na tym tle utrzymywanie w brzmieniu niezmienionym art. 57 § 4 Kodeksu postępowania administracyjnego wydaje się być więc niezrozumiałe.

W tej sytuacji już tylko maksymalnie 10 dni dwutygodniowego terminu będzie dniami „roboczymi”, a jeżeli na biegnący termin przypadną dodatkowe dni ustawowo wolne (nie będące niedzielą), wówczas realny czas na wniesienie apelacji ulega dodatkowemu skróceniu dla skarżącej strony (jej pełnomocnika procesowego).

A przecież każdy praktyk wie, że sporządzenie apelacji nie ogranicza się do jej zredagowania. Napisanie apelacji muszą poprzedzić czynności przygotowawcze, które też wymagają czasu i nakładu pracy. Dość wymienić przeanalizowanie uzasadnienia doręczonego wyroku, zweryfikowanie powołanych w uzasadnieniu argumentów, w tym przepisów, orzecznictwa i piśmiennictwa, przesłuchanie nagrań z rozpraw, a czasem też i zgromadzenie nowych dowodów, jeżeli powołanie ich staje się konieczne lub możliwe dopiero na tym etapie sprawy. Do tego często dochodzi potrzeba przeglądu akt sprawy w sądzie, nierzadko w innej miejscowości, z reguły dostępnych jedynie od poniedziałku do piątku (sądy tylko sporadycznie są czynne w soboty). Wnioski z analizy doręczonego uzasadnienia wyroku powinny być też przedstawione klientowi, który też powinien mieć realną możliwość przynajmniej zastanowienia się nad decyzją o kontynuowaniu sporu, skoro w razie przegranej, to na klienta spadną negatywne skutki finansowe z tym związane. Jak łatwo zauważyć na same „prace redakcyjne” nie pozostaje więc wiele czasu. Do tego napisany już projekt apelacji powinien jeszcze zostać uzgodniony z klientem, który z reguły przed jej wniesieniem apelacji musi dokonać stosownej opłaty sądowej. Dopiero wtedy może nastąpić wniesienie apelacji do właściwego sądu. Można to zrobić osobiście, w biurze podawczym właściwego sądu, jak też nadając pismo w placówce pocztowej. Oznacza to, że w swoiście uprzywilejowanej sytuacji są te osoby, które mieszkają (prowadzą działalność zawodową) w mieście, w którym znajduje się dany sąd, lub mogą skorzystać z „dobrodziejstwa” w postaci pobliskiej placówki pocztowej, zwłaszcza czynnej całodobowo lub choćby w wydłużonych godzinach.

Rzadko który radca prawny, czy też adwokat, zwłaszcza prowadzący swoją kancelarię jednoosobowo, zajmuje się też tylko jedną sprawą w tym samym czasie, co dostrzegł Rzecznik Praw Obywatelskich w swym wystąpieniu w sprawie apelacji w procedurze karnej, a czego nie zauważa już Ministerstwo Sprawiedliwości. Biegnący już termin do wniesienia apelacji w jednej sprawie nie jest usprawiedliwieniem np. dla nieobecności pełnomocnika na rozprawach w innych sprawach, nie ma też znaczenia dla biegu terminów sądowych i ustawowych w innych sprawach. Nie można zatem wykluczyć sytuacji, w której doręczenie wyroku z pisemnym uzasadnieniem (transkrypcją wygłoszonego uzasadnienia) następuje np. w trakcie choroby strony lub jej pełnomocnika, czy też w trakcie urlopu wypoczynkowego. Może niektórym wyda się to zaskakujące, ale wypoczynek przysługuje także adwokatom i radcom prawnym - w myśl art. 66 ust. 1 zdanie pierwsze Konstytucji prawo do wypoczynku jest gwarantowane każdemu, a więc także bez względu na formy wykonywania pracy (działalności zawodowej, gospodarczej). W tych okolicznościach, biorąc też pod uwagę funkcjonujący system doręczeń pocztowych, zakładający fikcję skutecznego doręczenia po upływie 7 dni od powtórnego awizowania przesyłki (a więc po 14 dniach kalendarzowych od pierwszego awizo), udanie się na urlop w trakcie oczekiwania na doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem, i to nie tylko przez pełnomocnika, lecz i przez stronę, może więc wiązać się z ryzykiem utraty prawa do wniesienia apelacji, obwarowanej terminem ustawowym, nie podlegającym przedłużeniu.

Strona (jej pełnomocnik) nie mają też wpływu na to, kiedy nastąpi doręczenie orzeczenia z uzasadnieniem. W art. 329 zdanie drugie Kpc ustawodawca zezwolił na przedłużenie dwutygodniowego terminu na sporządzenie pisemnego uzasadnienia wyroku (transkrypcji z wygłoszonego uzasadnienia wyroku), znów ograniczając tę możliwość do „spraw zawiłych”. Jest to jednak termin instrukcyjny, a jego naruszenie nie zmienia sytuacji prawnej strony procesu.

Co prawda art. 168 § 1 Kpc umożliwia ubieganie się o przywrócenie w większości spraw cywilnych terminowi uchybionemu „bez swojej winy” do dokonania czynności procesowej. Instytucja ta doczekała się bardzo bogatego orzecznictwa sądów powszechnych i Sądu Najwyższego. Za każdym razem niezwykle wnikliwie i drobiazgowo oceniane są poszczególne przypadki uchybienia terminu i okoliczności, w których do spóźnienia doszło, właśnie w kontekście ustalenia, czy doszło do tego w sposób niezawiniony – przez stronę lub jej pełnomocnika. Analiza tego orzecznictwa pozwala przyjąć, że warunki stawiane wnioskodawcom zazwyczaj są jednak dość surowe, i to pomimo ustawowego wymogu jedynie uprawdopodobnienia okoliczności uzasadniających taki wniosek, a nie ich udowodnienia. W orzecznictwie tym często poddaje się analizie (m.in.), które choroby i w jaki sposób przebiegające, uzasadniają przywrócenie terminu, a które już nie. Często podkreśla się, że choroba pełnomocnika lub strony może przemawiać za przywróceniem terminu, ale tylko wtedy, gdy „…uniemożliwia podjęcie działania nie tylko osobiście, ale i skorzystania z pomocy innych osób” (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 27 października 2005 r., III CZ 79/05 i z dnia 11 stycznia 2007 r., II CZ 116/06). Z kolei Sąd Apelacyjny w Poznaniu wskazał, że: „Choroba, jako przesłanka uprawdopodobnienia okoliczności uzasadniającej wniosek o przywrócenie terminu procesowego, wymaga jednoznacznych ustaleń, że wskazana jednostka chorobowa i dotyczące jej leczenia zalecenia medyczne stanowiły niedającą się usunąć przeszkodę w zachowaniu uchybionego terminu. Nie każda choroba uzasadnia uwzględnienie wniosku o przywrócenie terminu prawa procesowego, ale jedynie taka, rozumiana jako nadzwyczajne wydarzenie, którego skutków nie można przezwyciężyć, może usprawiedliwić niezachowanie terminu.” (postanowienie z dnia 17 września 2015 r. III AUz 55/15). Jako przyczyny uzasadniające przywrócenie terminu Sąd Najwyższy wskazał też takie okoliczności, jak „… klęska żywiołowa, katastrofa komunikacyjna, udzielenie stronie błędnego pouczenia przez pracownika sądu.” (por. postanowienie Sądu Najwyższego – Izby Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych z dnia 15 grudnia 2016 r. I UZ 47/16). W tym ostatnim orzeczeniu wskazano dodatkowo, że: „Przy ocenie winy strony lub jej braku w uchybieniu terminu do dokonania czynności procesowej należy brać pod rozwagę nie tylko okoliczności, które uniemożliwiły dokonanie tej czynności w terminie, lecz także okoliczności świadczące o podjęciu lub niepodjęciu przez stronę działań mających na celu zabezpieczenie się w dotrzymaniu terminu.” Gwoli sprawiedliwości warto jednak odnotować i ten przypadek, w którym awaria komputera pełnomocnika pod koniec ostatniego dnia terminu do złożenia zażalenia uznana została za niezawinioną przyczynę uchybienia terminu (postanowienie SN – Izby Pracy z 12.01.2017 r. II PZ 27/16. Nadal jednak liczyć należy się z tym, że próba skorzystania z dobrodziejstwa przywrócenia terminu do spóźnionej czynności procesowej, także do wniesienia apelacji w sprawie cywilnej, może zakończyć się niepowodzeniem.

Wydawałoby się, że ułatwieniem w przygotowaniu zawczasu projektu apelacji powinna być możliwość zapoznania się z ustnymi zasadniczymi powodami wyroku przy ogłoszeniu jego sentencji, przewidziana przez ustawodawcę w art. 326 § 3 Kpc. Jednak w praktyce zdarza się i tak, że uzasadnienie pisemne odbiega zasadniczo od ustnie podanych powodów rozstrzygnięcia (z takim przypadkiem miałam do czynienia też we własnej praktyce). Orzecznictwo uznaje taką sytuację za zjawisko niepożądane, choć dopuszczalne (por. postanowienie Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 17 grudnia 2013 r. I ACa 1298/13). A zatem nie można wykluczyć sytuacji, w której po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia orzeczenia okaże się, że projekt apelacji, przygotowany już zawczasu na podstawie ustnych motywów rozstrzygnięcia, może okazać się nieprzydatny. Warto przy tym odnotować, że ogłoszenie sentencji orzeczenia może być też odraczane. Ustawodawca dopuścił bowiem odstąpienie od reguły, iż ogłoszenie sentencji orzeczenia powinno nastąpić na tym posiedzeniu, na którym rozprawę zakończono (art. 326 § 1 zdanie pierwsze Kpc). Co prawda ustawodawca zezwolił na odroczenie ogłoszenia sentencji orzeczenia tylko raz, na termin nie dłuższy niż dwa tygodnie, w dodatku tylko w „sprawach zawiłych” (art. 326 § 1 zdanie drugie Kpc), lecz i w tym przypadku termin ten jest terminem instrukcyjnym, a jego naruszenie nie ma żadnego wpływu na sytuację prawną stron procesu.

Mając to wszystko na uwadze uważam więc, że postulat wydłużenia w procedurze cywilnej terminu na wniesienie przez stronę apelacji od orzeczenia sądu pierwszej instancji o istocie sprawy, do co najmniej trzech tygodni, a najlepiej do 30 dni, jest ze wszech miar uzasadniony.  

Taki właśnie, 30-dniowy termin, funkcjonuje przecież w przepisach regulujących postępowanie przed sądami administracyjnymi, odnosząc się do terminu wniesienia skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego na decyzję organu drugiego stopnia (art. 53 § 1 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi – p.p.s.a). A nie da się nie zauważyć, że przepisy te, obowiązujące od 1 stycznia 2004 r., w znacznej mierze wzorowane były na procedurze cywilnej oraz na przepisach cywilnych, czego dowodzą też liczne odniesienia i odwołania w tej ustawie (wprost lub odpowiednio) do tych właśnie przepisów. Trudno zatem zrozumieć powody aż takiego zróżnicowania terminu zbliżonych w swej istocie czynności. Zważyć przy tym należy, że skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego na decyzję administracyjną poprzedzona jest rozpoznaniem sprawy przez organy administracji dwóch stopni, w dodatku zobowiązanych do przestrzegania w większości postępowań administracyjnych zasady prawdy materialnej (obiektywnej) i związanej z tym konieczności prowadzenia (m.in.) dowodów z urzędu (por. art. 7 Kodeksu postępowania administracyjnego). Możliwe, że ta właśnie okoliczność legła u podstaw przyznania stronie prawa do skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego, a więc niejako zajmującego się sprawą po raz czwarty, w terminie 30 dni (art. 177 § 1 p.p.s.a.), podczas gdy skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego wnosi się w terminie dwóch miesięcy.

Trudno też znaleźć racjonalne uzasadnienie, dla którego w przepisach postępowania cywilnego utrzymuje się taki sam, bo także dwutygodniowy, termin do wniesienia odpowiedzi na apelację. Pismo to nie jest przecież obowiązkowe (art. 372 Kpc), a dodatkowo nie jest też obwarowane szczególnymi wymogami formalnymi, odmiennie niż apelacja (por. art. 368 Kpc). Ustawodawca dostrzega te różnice dopiero na etapie postępowania kasacyjnego, w którym to termin na wniesienie odpowiedzi na skargę kasacyjną wynosi dwa tygodnie (art. 3987 § 1 Kpc), podczas gdy na samą skargę kasacyjną przyznano skarżącej stronie termin dwumiesięczny (art. 3985 § 1 Kpc).

W mojej ocenie już tylko te argumenty przemawiają za koniecznością wydłużenia terminu na wniesienie apelacji, najlepiej do 30 dni, jak w przypadku skargi do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Można też rozważyć zróżnicowanie terminu do wniesienia apelacji, przyznając odpowiednio dłuższy termin (na przykład) w sprawach o określonej zgodnie z przepisami wartości przedmiotu zaskarżenia, czy też kierując się przysługującym w danej sprawie prawem do wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego, pozostawiając dwutygodniowy termin w pozostałych sprawach cywilnych. Wydaje się, że analogiczny mechanizm zróżnicowania terminu do wniesienia apelacji od wyroku karnego mógłby zostać wprowadzony do procedury karnej, np. w zależności od surowości sankcji karnej zastrzeżonej w Kodeksie karnym, czy też w innych ustawach przewidujących takie sankcje.

Zdaję sobie sprawę, że postulat wydłużenia w procedurze cywilnej terminu na wniesienie apelacji może kolidować z tak nośnym medialnie hasłem przyspieszenia postępowań cywilnych, których tempo od lat poddawane jest krytyce. Jednak to wydłużenie leży w oczywistym interesie stron procesu cywilnego, a to właśnie strony krytykują tempo rozpoznawania spraw w polskich sądach. Na podstawie własnych, blisko 20-letnich doświadczeń zawodowych uważam, że wydłużenie terminu na wniesienie apelacji „nawet” o 16 dni, w praktyce nie będzie mieć realnego, istotnego wpływu na przedłużenie postępowania, a można spodziewać się, że konsekwencją zmian w tym zakresie powinno być też odczuwalne zmniejszenie liczby spraw, w których sądy powszechne oraz Sąd Najwyższy muszą obecnie zajmować się skargami o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji, czy też zażaleń na postanowienia o odrzuceniu apelacji, właśnie z uwagi na uchybienie tak krótkiemu terminowi do jej wniesienia. Należy też spodziewać się, że wprowadzone już zmiany przepisów postępowania cywilnego, w tym zwłaszcza konsekwentne przestrzeganie reguły prekluzji dowodowej, w połączeniu z rozwojem informatyzacji sądów, w tym dostępu do dokumentów sprawy na platformach internetowych sądów, czy też upowszechnienie elektronicznego potwierdzenia odbioru (EPO), w najbliższym czasie realnie skrócą przebieg każdego postępowania.

Podstawowym powodem, dla którego jednak poddaję pod dyskusję kwestię przedłużenia terminu do wniesienia apelacji w sprawie cywilnej, jest obiektywnie występujące zagrożenie dla podstawowych standardów sprawiedliwości, wynikających także z art. 45 ust. 1 Konstytucji, na co trafnie zwrócił uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich w przywołanym na wstępie wystąpieniu, choć dotyczącym jedynie terminu do wnoszenia apelacji w sprawach karnych.

Autorka jest radcą prawnym z Poznania

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA