fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o prawie

Szansa dla nieoswojonych z sądem

123RF
Wkrótce w Sztokholmie zaistnieje możliwość przebywania w prawdziwej sali sądowej, by się z nią oswoić, poćwiczyć i czegoś się nauczyć. Na oryginalny pomysł wpadł doktor prawa i ekspert IT Jonas Ekfeldt.

By urzeczywistnić swój projekt Jonas Ekfeldt musiał znaleźć autentyczne meble i wyposażenie sali sądowej. Okazja nadarzyła się dopiero po dziesięciu latach, gdy działalność na zlecenie rządu w Sztokholmie na wysepce Riddarholmen zakończył specjalny sąd ds. rynku. Sąd ten do tego roku prowadził procesy dotyczące prawidłowości różnych form marketingu.

Kiedy pomysłodawca dysponował już wyposażeniem, pozostała mu tylko kwestia wynajęcia lokalu. Ma przypominać salę sądową wielkością i wysokością. To zapewne jednak będzie łatwiejsze niż dostęp do jurydycznych atrybutów.

Kto skorzysta z tej koncepcji, która może wydać się niektórym absurdalna, luksusowa lub wręcz zbędna? W końcu nie chodzi tu o symulacje stricto procesów i dokładne oddanie ich przebiegu z podziałem na aktorów, ale o przybliżenie realiów rozpraw i pokazanie, na czym one polegają osobom, które nigdy w nich nie uczestniczyły.

Szwed tłumaczy, że dla wielu osób, które do sali rozpraw wstępują po raz pierwszy, takie przeżycie może być szokiem. To „dosyć specyficzne środowisko", które może nawet wywołać strach i paraliżować. Uważane jest też często za ciche, sztywne i surowe. Dlatego należy się z nim otrzaskać, by lepiej w nim funkcjonować.

Według Ekfeldta potrzebę przebywania w prawdziwym środowisku jurysdycznym, choć na niby, mieliby przede wszystkim świadkowie, ale także adwokaci i prokuratorzy.

Mieliby zresztą nie tylko okazję spróbować odegrać własną rolę, ale także przetestować używanie technicznego wyposażenia sali sądowej. Mogliby poćwiczyć technikę prezentacji, przedstawiania argumentów i przemawiania. Opanowanie tego ma ogromne znaczenia, bo determinuje kwestie poruszane w procesie sądowym.

Edfeldt chce, jak mówi, stworzyć „nową tradycję", jak się można przygotować do trudnych sytuacji w czasie rozpraw. Jak ważna jest jego inicjatywa, należy oceniać w świetle problemów z odwoływanymi procesami w Szwecji. Powód? Niestawianie się na nie świadków.

W województwie sztokholmskim w ubiegłym roku nie odbyły się aż 233 rozprawy, ponieważ nie dotarli na nie świadkowie. W 2013 r. statystka była jeszcze bardziej niekorzystna, bo odwołano wówczas 287 procesów. Tego roku w skali kraju zrezygnowano już z 737 rozpraw i ktoś rzucił pomysł, by prowadzić postępowanie, nie oglądając się na świadków...

Z tego względu sądy pracują nad mniej tradycyjną strategią dostarczania wezwań do sądów. Dążą do tego by pismo z nakazem stawienia się na rozprawę było wysyłane pocztą elektroniczną, a nie zwykłą pocztą. I by informacja o tym mogła być również przekazywana na osobistych spotkaniach ze świadkami. Dzięki takiej strategii sądowi w gminie Solna w regionie Sztokholm udało się nieco zmniejszyć liczbę postępowań sądowych, do których nie doszło. Dlatego pomysł na symulowanie prawnych posiedzeń, na których umożliwione zostanie przygotowanie świadka na różne ewentualności w sali sądowej, jest naprawdę bezcenny. „Oddramatyzuje" bowiem jego występ w sądzie, gdy będzie z nim oswojony.

Konsekwencje odwoływania procesów są ogromne. Oznaczają bowiem nie tylko stratę czasu wszystkich osób włączonych w procedury, ale też często koszty związane z zamówionym dodatkowo tłumaczem, któremu trzeba wypłacić honorarium, także gdy świadek się nie pojawi.

Autorka jest dziennikarką, wieloletnią korespondentką „Rzeczpospolitej" w Szwecji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA