fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Marek Migalski: Telewizja kłamie jak Urban

materiały prasowe
TVP jest wprost inkarnacją rządowej tuby z epoki Gierka i Jaruzelskiego

Brutalna i tępa prorządowa propaganda, jaką uprawia obecnie telewizja publiczna, wbrew pozorom wcale nie służy obozowi władzy. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że w odbiorze społecznym szkodzi jej i odstręcza od głosowania na PiS.

Zacznijmy od oczywistości – media publiczne były od 1990 roku politycznym narzędziem w rękach sprawujących nad nimi władzę. Każdy, kto miał prawo wskazywania ich szefów, wykorzystywał to do zapewniania ochrony medialnej swoim politycznym faworytom. Ale zgódźmy się z jeszcze jedną oczywistością – nie było od 1990 roku telewizji tak brutalnie prorządowej i tak tępej w swej propagandzie. Każda ekipa na Woronicza starała się sprzyjać tym, dzięki którym zasiadła na swych prezesowskich fotelach, ale jednak nigdy po demokratycznym przełomie wysługiwanie się partii rządzącej nie było tak rażące i bezczelne.

Parodia serwisu informacyjnego

Obecnie dziennikarze TVP Info stali się po prostu partyjnymi funkcjonariuszami, którzy okładają po głowach polityków opozycji oraz zachwalają wszystkie działania PiS. Główne wydanie „Wiadomości" stało się parodią serwisu informacyjnego i bezrefleksyjnie wysługuje się władzy bez zachowywania jakichkolwiek standardów. Dziennikarze telewizji publicznej na swych kontach twitterowych lub facebookowych atakują bez pardonu i po chamsku polityków PO czy Nowoczesnej, a prezes TVP biega po instrukcje na Nowogrodzką. Nadzór nad mediami sprawuje troje posłów PiS, a każda grupa społeczna, która wchodzi w spór z władzą, staje się w TVP Info obiektem nagonki medialnej w najgorszym PRL-owskim stylu.

Nie ma sensu przytaczać przykładów powyżej opisanych zjawisk – każdy, kto przez jeden choćby dzień zada sobie trud, a nawet ból, oglądania produktów telewizji publicznej, będzie musiał potwierdzić jej degenerację i popadnięcie w szaloną stronniczość i partyjność. TVP stała się po prostu jednym z narzędzi sprawowania władzy przez PiS, a jej pracownicy są de facto funkcjonariuszami partyjnymi wysłanymi na pierwszy front walki politycznej.

Przypomina to jako żywo telewizję z czasów PRL. O ile nie można jeszcze nazwać obecnego ustroju naszego państwa kopią systemu PRL, o tyle TVP jest wprost inkarnacją telewizji państwowej z czasów Gierka i Jaruzelskiego. Oglądając główne wydanie „Wiadomości", można poczuć się dokładnie tak, jak podczas słuchania konferencji Jerzego Urbana w latach 80.: to pomieszanie rozbawienia z poczuciem upokorzenia. Na przemian targają nami spazmy śmiechu na tępotę prorządowej propagandy oraz poczucie wstydu, gdy kolejni politycy rządowi oraz ich medialni pałkarze plują nam w twarz swoją bezczelnością i kłamią w żywe oczy. Każdy, kto pamięta te cowtorkowe spektakle ówczesnego rzecznika rządu, musi czuć przykre déja vu – Urban wówczas rozśmieszał swoją bezczelnością oraz upokarzał plugawieniem wszystkiego, co milionom widzów przed telewizorami wydawało się święte.

Ale wydaje się jednak, że dzisiaj ci, którzy posługują się urbanowską metodą i stylem, mogą ponieść jeszcze boleśniejszą klęskę niż ekipa, której on wówczas służył. Monopol mediów państwowych był wtedy przełamywany jedynie przez zagłuszaną Wolną Europę, kilka innych stacji radiowych oraz nieliczne w sumie wydawnictwa podziemne. A i tak PZPR doznała dojmującej porażki w wyborach 1989 roku. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej – wystarczy przełączyć na inny kanał, by zobaczyć świat w nieco mniej gierkowskich kolorach niż te, które oferuje nam firma Jacka Kurskiego. Poza władztwem magików z TVP Info pozostaje cały internet i wszystkie inne źródła informacji – jak gazety, radia, portale.

Tępa propaganda szkodzi rządowi

Trzeba być bardzo naiwnym, by wierzyć, że zamiana jednej z telewizji, nawet tej o największym zasięgu, w tubę propagandową rządu jest w dzisiejszych czasach w stanie zablokować przepływ informacji. Nie udaje się to nawet największym dyktatorom, może z wyjątkiem Kima, więc co dopiero tym nieudacznikom z Woronicza i placu Powstańców. Żyją w wieży z kości słoniowej, uważając, iż kreują wydarzenia i zmieniają bieg polskiej polityki. Jedynym jednak, co osiągają, to ściągnięcie na siebie już na zawsze infamii i niechęci reszty środowiska dziennikarskiego.

Co więcej, wydaje się, że ich tępa propaganda bardziej szkodzi, niźli służy, rządowi: zniechęca bowiem do niego coraz więcej ludzi, nawet tych, którzy przyznają się do głosowania na PiS w 2015 roku. Brutalność i nachalność wysługiwania się obozowi władzy jest tak rzucająca się w oczy, że odstręcza od popierania PiS przez wyborców umiarkowanych i wykształconych.

„Ale za to zachęca tych mniej wykształconych i bardziej radykalnych" – może ktoś powiedzieć. Pewnie tak, tylko że ci albo już byli zwolennikami PiS, albo... na wybory nie chodzą. Zwolennicy utrzymania ostrego i bezmyślnego kursu w TVP argumentują, że przecież jest wielu wyborców, którzy ze względu na wykluczenie technologiczne lub edukacyjne są skazani na monopol mediów publicznych i brutalne gwałcenie ich umysłów, może się PiS opłacić. To taki mityczny Kowalski, który wiedzę czerpie tylko z TVP, bo albo nie docierają do niego sygnały innych stacji, albo nie potrafi korzystać z alternatywnych źródeł informacji.

Jeśli przeanalizuje się profil przeciętnego wyborcy, to jest on lepiej wykształcony, mieszkający w dużym mieście, o wyższym statusie materialnym itp. Zatem może się okazać, że tępa propaganda TVP trafia do elektoratu, który choć bierze udział w badaniach opinii publicznej, to nie pójdzie na wybory w 2019 roku! Za to zachęci do udziału w nich tych wszystkich, których prorządowa hucpa mediów publicznych uraziła osobiście i naruszyła ich poczucie przyzwoitości i racjonalności. Znam osobiście kilka osób, które zniechęciły się do PiS nie z powodu tego, co partia ta robi, ale z powodu tego, jak głupio i prymitywnie jest ona wspierana przez media, na które wszyscy jako podatnicy składamy się w formie abonamentu lub pożyczek z funduszy publicznych.

Służalcza gorliwość

Kłamstwa i pogarda Urbana dla przeciętnego odbiorcy nie uratowały ekipy, której służył. Prawdopodobnie nawet zwiększały niechęć do rządzących. Dokładnie tak samo jest z propagandą TVP – zamiast zjednywać dla PiS nowych wyborców, zniechęca do tej partii wyborców starych, a dotąd obojętnych skłania do pójścia na wybory i wyrzucenia z życia publicznego tępych propagandzistów, którzy udają dziennikarzy.

Jeśli kogoś będziemy kiedyś wskazywać jako tych, którzy zmobilizowali miliony Polaków do odsunięcia Kaczyńskiego od władzy, to będą to na pewno Jacek Kurski i jego hunwejbini, którzy spóźnili się na wszystkie rewolucje i dziś służalczą gorliwością wobec rządzących próbują przykryć swą moralną i intelektualną niedojrzałość.

Autor jest doktorem politologii na Uniwersytecie Śląskim

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA