Rzecz o polityce

O gazociągu z Berlinem stanowczo

stock.adobe.com
Rosja zagrała w otwarte karty i postanowiła uświadomić Europie, że może całkowicie odciąć tranzyt gazu przez Ukrainę. Skoro tak, budowa Nord Stream 2 staje się niezbędna, by zapewnić państwom UE ciągłość dostaw. To brutalny sygnał pod adresem zawiązującej się w Berlinie staro-nowej koalicji chadeków z socjaldemokratami.

Polska słusznie uważa Nord Stream 2 za zagrożenie, jeśli zatem partie CDU\CSU SPD poważnie traktują swoją umowę koalicyjną, w której nasz kraj znalazł się na drugim miejscu wśród partnerów strategicznych, zaraz za Francją, muszą uwzględnić polskie stanowisko. Powinniśmy stanowczo postawić sprawę gazociągu w relacjach z Berlinem, bowiem jego powstanie to cios w nasze bezpieczeństwo, bliscy sojusznicy zaś współpracują, a nie rzucają sobie kłody pod nogi.

Narracja obecnego rządu niemieckiego dowodząca, iż Nord Stream 2 jest projektem czysto ekonomicznym, od początku słabo się miała do faktów, co podkreśla choćby były szef NATO Anders Fogh Rasmussen w niedawnym wywiadzie dla „Bilda". To żaden biznes, to wojna energetyczna i nie ma co mydlić sobie i innym oczu, że niby jest inaczej.

Jakby ktoś jeszcze miał w tej materii złudzenia, Moskwa właśnie je rozwiała, odcinając od 1 marca dostawy gazu na Ukrainę. Uczyniła tak, nie bacząc na międzynarodowy arbitraż, zawarte umowy czy obyczaje biznesowe. Rosja bowiem nie robi gazowych interesów, ona walczy gazem, aby osiągnąć cele strategiczne. A są one aż nadto klarowne – Kreml chce całkowicie pominąć tranzyt przez Ukrainę, odcinając ją od źródła energii oraz dochodów, jakimi są opłaty tranzytowe, i zmuszając tym samym do uległości.

Obecna batalia to jeszcze nie ostateczna bitwa, dostawy zapewne zostaną w końcu wznowione, bo na sprzedaży gazu na zachód trasami lądowymi zarabia przede wszystkim sama Rosja, ale trudno o wyrazistszy pokaz intencji. Gaz ma być transportowany do Unii Europejskiej takimi trasami, by tranzyt w najmniejszym nawet stopniu nie chronił interesów Kijowa, a potencjalnie także Mińska, gdyby i na Białorusi zwyciężyły kiedyś tendencje prozachodnie.

Obecnie Rosja zaspokaja ok. 40 procent unijnego zapotrzebowania na gaz ziemny. Nie można mieć pretensji do Niemiec, że chętnie go kupują, bo jest konkurencyjny cenowo wobec gazu LNG transportowanego morzem. Takie podejście mieści się jak najbardziej w modelu biznesowym. Niemniej, dla Berlina nie ma większego znaczenia, którędy gaz jest przesyłany, byle docierał na czas i w zakontraktowanych ilościach. A tak właśnie się wciąż dzieje. Co innego w przypadku Rosji, trasa przesyłu ma kapitalne wręcz znaczenie. Czy tego chcą, czy nie, właśnie Niemcy są strategiczną osłoną Ukrainy i Białorusi tak długo, jak długo przez ich terytoria płynie do nich syberyjski gaz.

Berlin obawia się jednak niestabilności na trasie przesyłowej i wolał poczynić kroki zaradcze. Podjął jak najbardziej polityczną, a nie ekonomiczną – jak głosi, decyzję o poparciu Nord Stream, czyli gazociągu po dnie morza omijającego wszystkie państwa tranzytowe, w tym Polskę. Już jego pierwsza nitka otworzyła niebezpieczną furtkę dla rosyjskiej presji gazowej, ma ona jednak za małą przepustowość, by Moskwa mogła całkowicie odciąć tranzyt przez Ukrainę, Białoruś (i Polskę). Plan ich wyizolowania zostanie ostatecznie dopięty dopiero wraz z zakończeniem budowy Nord Stream 2 oraz potoku południowego prowadzącego przez Turcję.

Stabilna Ukraina powiązana z Zachodem, przynajmniej sieciami przesyłowymi i wymianą handlową, a najlepiej sojuszami polityczno-wojskowymi, jest dla bezpieczeństwa Polski tak samo kluczowa, jak dla Niemiec stabilna, dobrze uzbrojona Polska. Berlin musi to zrozumieć. Jak inaczej mamy poważnie traktować nasze partnerstwo?

Nie chodzi tu przecież o sprawy drugorzędne ze strategicznego punktu widzenia – jakość demokracji czy sądownictwa w Polsce lub odszkodowania za wojnę, ale o sprawę fundamentalną. Nie ma prawdziwego sojuszu, jeśli jeden z sojuszników działa na szkodę bezpieczeństwa drugiego.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute. Artykuł oddaje jego prywatne poglądy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL