fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Witold Waszczykowski: Marzenia o bezpieczeństwie

Donald Trump, Andrzej Duda
Donald Trump (na zdjęciu z Andrzejem Dudą podczas wizyty w Warszawie) pozytywnie odpowiadał na obawy państw Europy Środkowej i Wschodniej w dziedzinie bezpieczeństwa
Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Zachód wciąż udaje, że zagrożenie ze strony Rosji nie istnieje. Będzie do tego przekonywał USA.

Amerykańskie wybory prezydenckie były obserwowane w Europie z wielką uwagą. Obserwowano je jednak z innymi oczekiwaniami wobec zwycięzcy. Wygrana Bidena została przyjęta z ulgą głównie w zachodniej części kontynentu. „Stara Europa" cieszy się od lat dywidendą pokojową po zakończeniu zimnej wojny. Czuje się bezpieczniej, oddzielona od tradycyjnych zagrożeń militarnych, po rozszerzeniu NATO i Unii na wschód. Ta część Europy jest zainteresowana powrotem amerykańskiej polityki do ideologicznych, ekonomicznych, klimatycznych czy społecznych problemów międzynarodowej agendy.

W tej części Europy największym zagrożeniem wydaje się być kwestionowanie lewicowo-liberalnej demokracji i domaganie się istnienia w życiu politycznym tradycyjnych wartości rodzinnych, religii (głównie chrześcijańskiej) oraz szeroko rozumianego światopoglądu konserwatywnego. Ta część Europy jest zainteresowana powrotem do swoiście rozumianego multilateralizmu. Do odtworzenia swojej pozycji jako ośrodka wyznaczającego normy i standardy zachowania międzynarodowego. Oczywiście też niemiecko-francuski motor Unii, lub inaczej mówiąc „europejska grupa trzymająca władzę", jest zainteresowany powrotem do dominującej pozycji ekonomicznej na kontynencie i w kontekście globalnym.

Pożądana ciągłość

Wśród lewicowo-liberalnych elit Europy panuje przekonanie, że nowa administracja Bidena wyjdzie na spotkanie tych oczekiwań. Rzeczywiście, pierwsze dekrety wykonawcze prezydenta amerykańskiego idą w tym kierunku w kilku dziedzinach. Europejczycy mogą doznać jednak zawodu, gdyż w wielu dziedzinach i na wielu kierunkach Biden może kontynuować politykę Trumpa.

Właśnie na kontynuację znacznej części polityki Trumpa przez administrację Bidena liczy wielu w Europie Środkowej i Wschodniej. Ta część Europy jest bardzo negatywnie doświadczona przez historię. Tu wiedzą, że bezpieczeństwo i niepodległość nie są dane raz na zawsze. Zatem aspekt bezpieczeństwa (sekiurytyzacja) jest uwzględniany w wielu dziedzinach życia. Ta cześć Europy nadal dostrzega tradycyjne zagrożenia militarne. Tu strategiczna pauza i pokojowa dywidenda po zakończeniu zimnej wojny została dawno zapomniana. Od 25 lat Rosja przypomina o swoich imperialnych ambicjach. Na Kaukazie, w Gruzji, Ukrainie czy Białorusi. Rosja nie rezygnuje również z ingerowania w sfery polityczne i ekonomiczne odległych państw. Zbrojenia, częste manewry wojskowe na olbrzymią skalę, incydenty wojskowe inicjowane przez rajdy samolotów czy okrętów podwodnych, masowe incydenty hakerskie/cybernetyczne oraz zmasowana propaganda z użyciem fake newsów niepokoi wiele państw Europy Środkowej i Wschodniej. Rosja od lat stosowała też strategię szantażu energetycznego. W tej części Europy mniej boimy się konsekwencji spalania węgla. Bardziej obawiamy się konsekwencji użycia rakiet Iskander czy zielonych ludzików przez Moskwę.

Mimo zarzutów o sprzyjanie Moskwie administracja Trumpa pozytywnie odpowiadała na obawy państw Europy Środkowej i Wschodniej w dziedzinie bezpieczeństwa. Trump nie tylko zrealizował rezultaty warszawskiego szczytu NATO z 2016. Kontynuował budowę amerykańskiej stałej bazy antyrakietowej w Polsce. Administracja Trumpa pozytywnie odpowiedziała też na problemy bezpieczeństwa energetycznego naszej części Europy. Od dwóch lat terminal LNG w Świnoujściu odbiera gaz z USA. W tym kontekście warto wspomnieć, iż za czasów tej administracji Amerykanie zdecydowanie opowiedzieli się przeciwko budowie niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2. Podobnie jak my nie dostrzegli w nim ekologicznych wartości, lecz geopolityczny projekt, który może być instrumentalnie wykorzystany do szantażowania naszej części Europy.

W niedalekiej przyszłości może zacząć pracować elektrownia jądrowa oparta na amerykańskiej technologii. Administracja Trumpa wsparła również regionalne wysiłki integracyjne. Polsko-chorwacka inicjatywa Trójmorza została wsparta przyłączeniem się Amerykanów do funduszu promującego rozwój sieci transportowych i energetycznych. W Polsce nie możemy też zapomnieć, że za czasów Trumpa zniesione zostały wizy dla Polaków chcących odwiedzić USA.

Nadzieje i obawy

Rozpoczęła się nowa era kolejnego prezydenta USA. W naszej części Europy bacznie obserwujemy wszystkie decyzje nowej administracji odnoszące się do kwestii bezpieczeństwa międzynarodowego. Są nadzieje, ale są też obawy.

Pierwsza obawa odnosi się do stabilności Stanów Zjednoczonych. W przemówieniu inauguracyjnym prezydent Biden wiele mówił o jedności i pojednaniu. Następne wydarzenia przeczą temu przesłaniu. Podjęto wiele decyzji odwracających działania poprzednika. W wielu przypadkach jest wrażenie, że były to pospieszne decyzje po prostu na przekór Trumpowi. Taki mały rewanż i zemsta. Wiele innych decyzji i nominacji personalnych wydaje się być motywowanych ideologią, kwestiami rasowymi i genderowymi. Trudno dostrzec motywy merytoryczne. Program polityczny wiceprezydent Kamali Harris zakłada wiele dalszych zmian w życiu politycznym, ekonomicznym i społecznym w oparciu o przesłanki ideologiczne. To rodzi obawy o stabilność państwa amerykańskiego. Czy tradycyjne części społeczeństwa amerykańskiego zaakceptują daleko idące zmiany obyczajowe?

Drugi problem dotyczy roli USA w gospodarce światowej i w naszej współpracy ekonomicznej. W nowej administracji pojawiły się koncepcje nowego podejścia do polityki gospodarczej. Być może prezydent Biden podtrzyma kurs poprzednika wobec hamowania ekspansji gospodarczej Chin. Jednak niepokojące są zapowiedzi nowej polityki energetycznej i klimatycznej. Radykalne zmiany osłabią gospodarkę USA. Spadnie amerykańska konkurencyjność. My z niepokojem będziemy śledzić, czy zmiany dotkną branży gazowej. Dostawy amerykańskiego gazu są ważnym elementem naszego miksu energetycznego i bezpieczeństwa ekonomicznego. Również w tym kontekście musimy śledzić z obawą wszelkie zmiany w podejściu do niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2.

Trzeci problem to kwestia przyszłych relacji USA z NATO i Unią Europejską. Prezydent Trump domagał się od europejskich członków sojuszu realizacji zobowiązań podjętych w 2014 r. o przeznaczaniu 2 proc. PKB na utrzymanie i modernizację sił zbrojnych. To stanowisko powinno być podtrzymane przez obecną administrację. Istnieje jednak obawa powrotu do stanowiska z pierwszych lat prezydentury Obamy, kiedy to strona amerykańska cedowała odpowiedzialność za bezpieczeństwo naszej części Europy na Niemcy. Skądinąd wiemy jednak, że Niemcy nie są zainteresowane gwarantowaniem bezpieczeństwa flanki wschodniej przez wzmacnianie obecności wojsk państw NATO. W Berlinie od lat podtrzymuje się fałszywą opinię, iż nie należy upokarzać Rosji. Zakłada się przy tym, że Rosja nie jest częścią problemów, lecz niezbędnym uczestnikiem rozwiązania wielu kryzysów. Niestety, to Rosja wywołuje te kryzysy, udając następnie, że dopomoże w ich rozwiązywaniu. Liczenie zatem na pozytywną postawę Rosji w stabilizowaniu czegokolwiek jest naiwnym myśleniem życzeniowym. Tymczasem paradoksem jest, iż obecność wojskowa NATO przy granicach Rosji czyni te granice bardziej bezpiecznymi. NATO nie ma żadnych agresywnych zamiarów wobec Rosji. Europa Środkowa liczy, że Biden nie ulegnie namowom na kolejne eksperymentowanie z dialogiem z Rosją. Putin respektuje tylko silnych konkurentów na arenie międzynarodowej. NATO pod przywództwem USA powinni tę siłę prezentować.

Czwarte zmartwienie to bezpośredni stosunek nowej administracji amerykańskiej do Rosji, która w naszej części Europy jest postrzegana jako imperialne mocarstwo, agresywne i destabilizujące sytuację międzynarodową. Z niepokojem wsłuchujemy się w amerykańskie debaty o ewentualnej zmianie polityki powstrzymywania Rosji i sankcjach karnych za agresywne poczynania. Istnieje obawa czy nowy prezydent amerykański nie ulegnie pokusie dokonania nowego otwarcia w relacjach z Rosją. Poprzednicy ćwiczyli politykę resetu lub dostrzegali w oczach Putina demokratyczną duszę. Już dostrzegamy powrót w amerykańskich ośrodkach analitycznych związanych z Partią Demokratyczną do dywagacji o demokratyzacji Rosji. Powraca naiwna iluzja, iż autorytaryzm nie jest immanentną cechą rosyjskiego systemu władzy. Za tym myśleniem idą stare pomysły, aby nie izolować, a włączać do dialogu Rosję.

Bez geszeftów

Dialog jest pożądany. Jednak musi odbywać się we właściwym czasie i warunkach. Niekoniecznie trzeba rozmawiać z Moskwą, kiedy truje i zamyka w więzieniach dysydentów. Dialog nie może zmierzać do skompromitowanej polityki appeasementu. Agresja wobec Gruzji czy Ukrainy nie może się spotkać z nagrodą powrotu do polityki business as usual.

Konflikt na wielką skalę z Ukrainą został powstrzymany. Jednak konflikt rosyjsko-ukraiński nie został rozwiązany. Zamrożony jest konflikt Rosji z Gruzją. W wyniku rosyjskiego wsparcia nie można też rozwiązać kryzysu na Białorusi powstałego w wyniku sfałszowanych wyborów prezydenckich. Jak zatem reagować na politykę Putina? Na pewno nie dalszymi ustępstwami. Putin nie szanuje słabości. Z drugiej strony nie możemy grozić Rosji działaniami zbrojnymi. Należy szukać pokojowych, ale stanowczych kar. Nowe sankcje powinny dotyczyć sektora finansowych rozliczeń Moskwy ze światem. W tym kontekście należy wzmocnić ochronę przed praniem brudnych pieniędzy przez oligarchów i rosyjskie instytucje na świecie. Wiele się mówi, iż Rosja to kleptokracja. Zatrzymajmy zatem te brudne procesy. Dotkliwie należałoby ugodzić rosyjski sektor energetyczny, który dostarcza Moskwie istotnych środków na modernizację armii i zapewnia możliwości interwencji wojskowych. Dotkliwą karą byłoby wstrzymanie budowy gazociągu Nord Stream 2. Środki zdobywane przez Rosję w wyniku sprzedaży surowców nie służą modernizacji państwa, lecz wzmacniają rosyjską armię. Miejmy nadzieję, że z poparciem Kongresu nowa administracja amerykańska powstrzyma budowę geopolitycznego instrumentu politycznego szantażu naszej części Europy.

Możliwym, choć mało realnym posunięciem byłoby przyspieszenie integracji Ukrainy i Gruzji z NATO i Unią Europejską. Unijny program Partnerstwa Wschodniego już dawno powinien uwzględniać perspektywę członkostwa w UE. Ten proces mógłby postępować przez włączanie tych państw do współpracy z inicjatywą Trójmorza. Projekt został poparty przez USA. Zatem wspólnie z Unią Stany Zjednoczone miałyby możliwość trwałego ustabilizowania naszej części Europy.

USA i Unia Europejska nie są bezsilne wobec rosyjskiego imperializmu. Nie ma deficytu katalogu kar i działań powstrzymujących Rosję i dających możliwość zapewnienia bezpieczeństwa całej Europie. Potrzebna jest wola. Potrzebne jest przeświadczenie, że długofalowe rozwiązania pokojowe dla Europy są bardziej opłacalne niż szybkie geszefty z Rosją.

Autor jest europosłem PiS, byłym szefem MSZ

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA