fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Radosław Sikorski: Stwórzmy Legion Europejski

Radosław Sikorski
Radosław Sikorski: Jednostka finansowana z budżetu UE byłaby mobilizowana bez zwyczajowego paraliżu
fot. European Union 2020 - Source : EP/ Alexis HAULOT
Jakiego kataklizmu na granicach trzeba, by się Unia ocknęła?

Grupy Bojowe UE są niefunkcjonalne, większość naszych wspólnych inicjatyw jest bezużyteczna... Zastanawiam się, jakiego kataklizmu na naszych granicach trzeba by było, żeby Europa się ocknęła.

Od czasów naszej współpracy – w czasach nieudanej wojny w Iraku – w American Enterprise Institute cenię bezpośredni styl Johna Boltona, nawet gdy się nie zgadzamy. Przyjmując brexit z zadowoleniem i wyśmiewając nasze pretensje do strategicznej autonomii, ponownie udawania swój brak hipokryzji. Ktoś mógłby zaprotestować, że nasz sojusznik nie powinien cieszyć się z opuszczenia Unii Europejskiej przez państwo członkowskie, tak jak my nie powinniśmy świętować, gdyby Teksas opuścił Stany Zjednoczone – jednak ja wolę jego szczerość.

Słowa bez kosztów

Zgadzam się również, gdy John Bolton mówi, że blefujemy. Zbyt długo nasi politycy mówili o europejskich zdolnościach obronnych, nie robiąc przy tym ani kroku w kierunku pokrycia związanych z nimi kosztów, zarówno politycznych, jak i finansowych. Powiem to równie wyraźnie jak John Bolton: grupy bojowe UE są niefunkcjonalne, większość naszych wspólnych inicjatyw jest bezużyteczna, a armia europejska rozumiana jako połączenie narodowych sił obronnych nigdy się nie zmaterializuje. Nie dojdzie do tego z prostego powodu: nie wyobrażam sobie, aby nasze parlamenty narodowe, w tym parlament mojego własnego kraju, uchwaliły ustawy, które na stałe przekazałyby organom zewnętrznym kontrolę nad częścią lub całością naszych sił zbrojnych.

Co gorsza, nawet skromne propozycje Komisji Europejskiej dotyczące budżetu obronnego – w wysokości 13 mld euro na siedem lat od 2021 r. – zostały ostatecznie zmniejszone o połowę. Nie można wypracować poważnej polityki obronnej za mniej niż miliard euro rocznie dla całego kontynentu. Sama Polska wydaje dziesięć razy tyle. Zastanawiam się, jakiego kataklizmu na naszych granicach trzeba by było, żeby Europa się ocknęła.

Bolton wykazuje się sprytem, sugerując, że zamiast przygotowywać się do ochrony naszego sąsiedztwa, Europa powinna przyjąć na siebie zobowiązania w zakresie bezpieczeństwa na Dalekim Wschodzie, gdzie Stany Zjednoczone budują system sojuszy, mający stawić czoła odradzającym się Chinom. Europejskie armie narodowe miałyby stać się swego rodzaju poręcznymi narzędziami służącymi wypełnianiu luk w rozmieszczeniu wojsk USA, jakimi były podczas amerykańskiej wojny z terroryzmem. Na to odpłacę szczerością za szczerość: to się nie stanie. Podzielamy wartości takich demokracji, jak Japonia, Korea Południowa, Australia, Indonezja i Indie, ale nie mamy zobowiązań wojskowych na tym terytorium, a nasi wyborcy nigdy nie pozwolą nam na ich podjęcie. Powinniśmy współpracować nad wykorzystaniem naszej wspólnej siły regulacyjnej, aby przekonać Chiny do przestrzegania zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO), do uczciwego traktowania naszych przedsiębiorstw oraz do ochrony bezpieczeństwa naszej komunikacji i infrastruktury. Jednak w sferze wojskowej obawiam się, że John będzie musiał przekonać Brytyjczyków, by zgodzili się wysłać jeden z ich wspaniałych, nowych lotniskowców.

Brygady międzynarodowe

Nie, nie będziemy wysyłać sił na Daleki Wschód, ale poprzez lepszą ochronę naszego własnego podwórka wciąż możemy pomagać Stanom Zjednoczonym dźwigać brzemię przywództwa. Nigdy więcej nie powinniśmy być zmuszeni do wzywania USA do walki z watażkami czy najemnikami w południowej części Morza Śródziemnego lub do rozwiązania zamrożonego konfliktu w Europie Wschodniej. W kilku dokumentach Parlamentu Europejskiego zaproponowałem utworzenie brygady, nazwijmy ją Legionem Europejskim, złożonej nie z narodowych sił zbrojnych, ale z ochotników z państw członkowskich. Taka jednostka, podlegająca Europejskiej Radzie Spraw Zagranicznych i finansowana z budżetu UE, mogłaby być faktycznie mobilizowana bez zwyczajowego politycznego paraliżu. Nie byłaby to „strategiczna autonomia" ani europejska armia, ale mogłaby być faktycznie pomocna.

John Bolton może pomyśleć o tym, że aby walczyć z Brytyjczykami, amerykańscy rebelianci nie zaczęli od zjednoczenia milicji stanowych, ale zdecydowali się stworzyć nowe siły – Armię Kontynentalną. Kiedy Stany Zjednoczone wciąż były konfederacją, pojawiały się problemy z dowodzeniem, koordynacją i zaopatrzeniem, ale z pomocą Francji armia ostatecznie zwyciężyła.

Artykuł byłego szefa polskiej dyplomacji ukazał się 2 lutego na stronie Forum.eu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA