fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Ireneusz Krzemiński: Trzeba przejść do kontrataku

Jarosław Kaczyński rozgrywa dziś wszystkich aktorów na politycznej scenie – uważa socjolog
Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Od początku rządów PiS toczy wojnę z demokracją.

Minęło kilka dni od wizyty pani Swiatłany Ciechanouskiej w Polsce. Kilka osób wyznało, że bardzo dobre wrażenie zrobiło na nich wspólne występowanie rządu pisowskiego z opozycją. Ich współbrzmienie dawało złudzenie wspólnoty celów i podstawowych interesów. Niestety, to tylko chwila, do której nie należy się przywiązywać. Polska znalazła się obecnie w stanie jakby zawieszenia, włącznie z walką z koronawirusem. Nowa strategia w istocie może raczej przerażać, bo nie ma tu śladu działań, które w tej chwili mają miejsce w całej Europie, reagującej na widoczny wzrost zachorowań. U nas zachorowań od wielu tygodni jest o wiele więcej, niż było, gdy wprowadzano restrykcje i tzw. lockdown, lecz teraz – nic się nie dzieje. Politycznie zaś w niezależnych (jeszcze) mediach ciągle jest mowa o wewnętrznych rozgrywkach w rządzącym obozie, choć nikt nie wie niczego konkretnego. Opozycja zachowuje się bardzo uprzejmie, a wszyscy dbają, żeby „nie zaostrzać”. Cóż jednak znaczą rozgrywki w obozie rządzącej prawicy i dlaczego teraz pojawił się zamysł wzmocnienia efektywności działania rządu?

Ostateczny atak

Mało kto zadaje sobie to pytanie, a zdaje mi się ono kluczowe. Moja teza bowiem jest jasna i złowieszcza. Jarosław Kaczyński, po wygranych wyborach prezydenckich, po przejęciu władzy nad Sądem Najwyższym po skończonej kadencji profesor Małgorzaty Gersdorf oraz rzecznika praw obywatelskich może przystąpić do ostatecznego ataku na resztki demokratycznego państwa. Całkiem prawdziwe mogą być powtarzane medialnie plotki o nowych ustawach, a to dotyczącej nowej struktury sądów i ich spłaszczenia, a to mających „uregulować” rynek medialny, a to jeszcze specjalnych regulacji podatkowych itp.

Plotki na temat nowych ustaw są naprawdę bardzo złowróżbne, bo z nich wynika jednoznaczne potwierdzenie mojej tezy. Sformułowanie zwartego, bardziej jednolitego i bardziej jednomyślnego rządu jest tu sprawą zasadniczą, bo doświadczenie z Jarosławem Gowinem, albo teraz ze Zbigniewem Ziobrą, który rozpętał wojnę przeciwko osobom LGBT i poczyna sobie nader śmiało – jest koniecznością. Do końca kadencji są trzy lata – niby długo, ale też i bardzo krótko. Bowiem, jak widać, opór społeczny przeciwko niszczeniu demokratycznego państwa był bardzo duży mimo populistycznych wydatków na wielką skalę. Trzeba więc tak wykorzystać te trzy lata, aby wszystko zaczęło przypominać choćby Polskę gierkowską…

Oznacza to sprowadzenie opozycji partyjnej na pozycje przypominające opozycję demokratyczną, czyli nawet, jeżeli mówiącą słusznie moralne i społeczne rzeczy, to nieprzekładające się na polityczne decyzje. A przecież te decyzje są wsparte na niezmiernie ważnym dla Polaków fundamencie: na polskim Kościele. Owszem, są w nim rejony i nisze duchowe, ale w istocie stał się on politycznym graczem, używającym ideologii narodowego katolicyzmu, wypracowanej przez o. Tadeusza Rydzyka i Radio Maryja dla wsparcia rządzących i czerpania z tego wszelkich korzyści. Nie tylko finansowych, ale też bezpośredniego niemal uczestnictwa we władzy. Władzy całkiem świeckiej, bynajmniej nie Chrystusowej.

Dość udawania

Chcę przez to powiedzieć, że ten moment chwilowego zawieszenia powinien być wykorzystany przez wszelkie opozycje, może bez Konfederacji, która oficjalnie mówi co innego, niż stanowi jej rzeczywistą receptę na państwo polskie, bez porównania bardziej bliskie autorytarnym, monopartyjnym rządom Kaczyńskiego, niżby wynikało z ich obecnej krytyki PiS.

Powinien być ten czas wykorzystany przez wszystkie siły demokratyczne po to, aby się zjednoczyć i czym prędzej wypracować podstawowe kierunki i cele działania. A przede wszystkim przeciwstawić planom Kaczyńskiego, obecnie na pewno nieujawnianym publicznie, wizję lepszej, bardziej demokratycznej, bardziej otwartej na potrzeby obywateli i ich możliwość wpływu na decyzje polityków wszelkiego stopnia, niż to było dotychczas. Przede wszystkim opozycyjne partie powinny przestać udawać, że wciąż mamy „normalne” warunki demokratyczne, a rozgrywki między partiami oraz między nimi a rządzącym PiS są „jak zwykle w demokracji”. Absurdalne gry stojących za Szymonem Hołownią polityków są naprawdę groźne, bo całkowicie pomijają kontekst sytuacji, chyba że ma się z tego wyłonić jakaś współdziałająca z PiS formacja…

Od 2016 roku powtarzam, gdzie mogę, że mamy do czynienia z sytuacją autorytarnej, narodowokatolickiej rewolucji antydemokratycznej. „Liberalizm” i nieodłączne od niego prawa człowieka i obywatela stanowią główny cel ataku, w tym także polskiego Kościoła, który dawno zapomniał o „naturalizacji” tych praw przez Jana Pawła II na początku jego pontyfikatu.

W istocie PiS toczy wojnę z demokratycznym państwem, jego instytucjami, z ludźmi, którzy starają się dzielnie albo niekiedy bardzo dzielnie bronić. Toczy wojnę z opozycją, traktując ją w Sejmie od początku minionej kadencji w sposób poniżający i manipulując sytuacjami tak, aby ją ośmieszyć albo oskarżyć o „nieetyczne zachowania”. Debata sejmowa w istocie ustała, bo to, co się działo w komisjach sejmowych w żaden sposób nie można nazwać choćby namiastkami racjonalnej, merytorycznej dyskusji. A mimo to aktorzy partyjni wciąż zachowują się tak, jakby nie byli na wojnie, a „walkę” wciąż chcą definiować, jakby byli w Sejmie przed 2015 rokiem. Tymczasem zmiana jest zasadnicza, a wrogość do inności, do przeciwników politycznych, do inaczej myślących i mających inny styl życia przepełnia tę autorytarną rewoltę.

Szacunek dla obywatela

Niezwykły atak na „ideologię LGBT”, który przypomina mi, przynajmniej częściowo, ataki na „syjonistów” w 1968 roku, dowodzi, że ta wojna dotyczy też wszystkich obywateli. Przedmiotem ataku stała się mniejszość, mniejszość seksualna, ale to atak na prawa człowieka i prawa obywatelskie. To nie jest sprawa „drugorzędna” albo „zastępcza”, jak to już słyszałem kilkakrotnie z ust mądrzących się dziennikarzy i tzw. komentatorów. To jest sprawa pierwszorzędnej wagi, bo atak na poniżaną, na absurdalnie oskarżaną mniejszość społeczną jest atakiem na podstawy nowoczesnej demokracji! Władysław Frasyniuk przełożył to ostatnio w wywiadzie z Moniką Olejnik na hasła najprostsze: jeśli atakują Żydów, wszyscy poczujmy się Żydami, jeśli atakują gejów, wszyscy bądźmy gejami! To jak słowa słynnego wiersza, pisanego pod hitlerowskimi rządami przez pastora Niemollera o tym, że nie obchodziło mnie, gdy aresztowali związkowców, bo się nimi nie było, nie protestowało się, gdy przyszli po komunistów, nie było się wszak komunistą, ani też jak brali Żydów, bo się Żydem nie było, tylko jak przyszli po mnie – po nas nie było nikogo, kto by się wstawił za mną, za nami…

To, że w tę akcję włączył się Kościół, bez patrzenia na treść swego własnego Katechizmu dowodzi tylko jednego: to nie jest Kościół chrześcijański. A traktować dzisiaj żądanie równych praw przez gejów, lesbijki i najbardziej może dramatycznie doświadczone osoby transseksualne jak „agresywną ideologię”, a demonstrujące osoby jako „wcielenie grzechu”, to doprawdy jest cofnięcie się w czasy tak odległe i tak ciemne, że niemające żadnego związku z naszą współczesnością, także współczesnością obecnego Kościoła katolickiego na świecie! I to jest znak wojny, jaka została wypowiedziana przez rządzącą ekipę – wszak Ziobro i ziobryści do niej należą – przeciwko wolnemu, demokratycznemu, solidarnemu społeczeństwu.

Jestem przekonany, że tylko zjednoczona i wypracowująca w debacie, także publicznej, swą strategię opozycja – cała prodemokratyczna opozycja – jest w stanie zmobilizować dostatecznie wielu obywateli do codziennego buntu przeciwko zamachowi na demokrację. A właśnie obchodziliśmy 40. rocznicę podpisania Porozumień Sierpniowych w Szczecinie i w Gdańsku. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że demokratyczne, suwerenne, wolne państwo wolnych obywateli – to był podstawowy cel działania ruchu i związku Solidarność. Tej pierwszej Solidarności, bo o obecnej, skundlonej wersji nie ma co nawet pisać…

Warto do tamtych wartości nawiązać i zarysować obraz ulepszonej demokracji, przeciwstawiony populistycznym rządom pisowsko-księżowskim. Nie chcę tu pisać, co chciałbym widzieć w tym obrazie, ale jedno nie ulega wątpliwości: państwo musi w sposób widoczny szanować obywateli, ich głosy, ich potrzeby, dać możliwość wyrażania postulatów, które powinny być podstawą politycznych decyzji, i tych na stopniu samorządowym, i tych ogólnopolskich. Polska demokratyczna nie może nie być wolnorynkowa, ale powinna też przywrócić wartość solidarności, solidarności społecznej. I trzeba zmienić definicję sytuacji: wszyscy aktorzy polityczni są w tej chwili na wojnie, na wojnie rozpętanej przez PiS i bardzo konsekwentnie prowadzonej przez Kaczyńskiego, by zniszczyć i odesłać do przeszłości demokratyczne państwo, wyrosłe z ruchu Solidarności. Brońmy się, ale też przystąpmy do kontrataku!

Autor jest profesorem, pracownikiem Instytutu Socjologii na UW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA