fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Zuzanna Dąbrowska: Nie o to chodzi, by przekonać wyborców

Rafał Trzaskowski bardziej starał się o stworzenie wrażenia, że odpowiada na jakieś pytania
twitter/ Trzaskowski2020
Polityczne show udowadniają, że debaty w Polsce nie ma.

Poniedziałkowe konferencje prasowe kandydatów, czy też może spotkania z publicznością i mieszkańcami, nie miały nic wspólnego z prowadzeniem debaty przedwyborczej, ale za to idealnie oddają istotę polskiej sceny politycznej. Brak jakiegokolwiek dialogu, żółć zalewającą oczy politykom i strach przed wyborcami.

I mimo że to Rafał Trzaskowski bardziej starał się o stworzenie wrażenia, że odpowiada na jakieś pytania i stara się dopuścić do głosu różne opcje polityczne i poglądy, to on też nie znalazł zadowalającego sposobu na to, by móc uwierzyć, że w Polsce jakaś debata w ogóle się toczy.

Andrzej Duda pozwolił natomiast na to, by groteska, która miała zniszczyć moralnie przeciwnika (np. odliczanie czasu dla nieobecnego Rafała Trzaskowskiego), zamieniła show w Końskich w nieudany kabaret. W dodatku z widocznym prompterem, z którego czytał prezydent, co odarło go z iluzji spontaniczności.

Jedyne co pozostanie nam w głowach, to fakt, że prezydent puścił oko do antyszczepionkowców, a Trzaskowski podał szklankę wody dziennikarce „Faktu”. Przede wszystkim jednak nie było między nimi żadnej rozmowy. Nie nastąpiła interakcja.

To symboliczne rozstanie dwóch politycznych światów. Do tej pory były one sobie potrzebne, by konkurować i konfrontować się ze sobą. Teraz wystarczy im mówienie do swoich wyborców, bez tracenia czasu na odpowiadanie na argumenty przeciwnika.

Odpowiedzi te nie są istotne, dlatego, że nie są istotne argumenty, tylko to, kto je wypowiada. Jeśli wypowiada je Trzaskowski, wyborcy Dudy mogą nie słuchać. A jeśli Duda, kanał przełączają wyborcy Trzaskowskiego. Gra wyborcza idzie więc nie o to, kto kogo przekona, tylko o to, kto powie swoim wyborcom coś, co jeszcze bardziej ich zmobilizuje. I żaden przeciwnik do tego potrzebny nie jest. Wręcz przeciwnie: jego prawdziwe słowa mogłyby przecież do kogoś dotrzeć i może – nie daj Boże – przekonać.

Lepiej więc mówić do swoich i dbać o to, by nie przełączali kanału, nie zmieniali rozgłośni czy gazety. To może potem sprawić kłopot przy rodzinnych stołach, ale to już nie będzie kłopot polityków. Może zresztą z czasem rodziny też w całości będą określać się wyłącznie po jednej ze stron i zapanuje wreszcie porządek. Tylko po co wtedy wybory?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA