fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Ryzyko utraty pracy. Jak ocenić, czy jesteś zagrożony?

Adobe Stock
Większość pracodawców nie zamierza ograniczać liczby pracowników, ale w ostatnich sondażach nieco wzrósł odsetek firm planujących redukcje. Eksperci wskazują kilka czynników zwiększających ryzyko utraty pracy.

– Musimy się teraz liczyć ze wzrostem liczby zwolnień w firmach, mogą się one rozłożyć na kilka, a może nawet kilkanaście miesięcy – przewiduje Paweł Gniazdowski, partner zarządzający w firmie doradczej Lee Hech Harrison DBM, która specjalizuje się w tzw. outplacemencie, czyli programach wsparcia dla zwalnianych pracowników.

Jego opinię potwierdza najnowszy sondaż Polskiego Instytutu Ekonomicznego z końca sierpnia, a także informacje z ostatnich dni dotyczące planów cięć zatrudnienia w dwóch firmach będących potentatami w swoich branżach: w grupie Polpharma i w Poczcie Polskiej.

Kryzys i nowa strategia

Poczta Polska, która ogłosiła program dobrowolnych odejść skierowany do pracowników administracji i osób z podwójnym źródłem dochodów (w tym emerytów), tłumaczy to dotkliwymi skutkami koronawirusa. Zwolnienia grupowe w Polpharmie są efektem zmian strategii. Jak wyjaśnia Magdalena Rzeszotalska, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej w firmie, plan redukcji ok. 250 etatów wynika z nowej strategii Polpharmy – opracowanej we wrześniu tego roku na podstawie analizy sytuacji, zmian na rynku oraz rynkowych trendów. Dodaje, że zwolnienia obejmą komercyjną część Polpharmy, w tym przedstawicieli i kierowników sprzedaży oraz pracowników telemarketingu. Zmiany nie dotyczą natomiast pracowników biurowych, chociaż eksperci ds. rynku pracy często wskazują tę grupę jako rezerwę kandydatów do redukcji zatrudnienia. Jednak w wielu firmach administrację już wcześniej odchudzono.

Czytaj także: To koniec rynku pracownika. Firmy likwidują miejsca pracy

Polpharma i Poczta Polska są przykładem działania głównych czynników, które – jak ocenia szef LHH DBM Polska – mogą teraz zwiększać skalę redukcji zatrudnienia. Jeden ma związek ze strategią firm – według Pawła Gniazdowskiego część realizowanych teraz programów zwolnień to wynik zmian restrukturyzacyjnych zaplanowanych nierzadko już w zeszłym roku, gdy wiele firm szykowało się do oczekiwanego w 2020 r. spowolnienia gospodarczego.

Kończy się efekt tarcz

Paradoksalnie pandemia zadziałała na korzyść pracowników, gdyż lockdown zamroził wiele planów restrukturyzacji. Teraz firmy te plany przywracają, zwykle korygując je o skutki Covid-19. W warunkach dużej niepewności niektóre jednak na razie rezygnują z zaplanowanych wcześniej zmian.

Pandemia opóźniła w wielu firmach zwolnienia restrukturyzacyjne, ale wywołuje ona falę kadrowych cięć w branżach i przedsiębiorstwach najmocniej dotkniętych skutkami lockdownu i reżimu sanitarnego. Jak przypomina Gniazdowski, do niedawna udawało się zatrzymać albo ograniczyć tę falę dzięki rządowym tarczom antykryzysowym, które we wszystkich krajach Europy miały na celu ochronę miejsc pracy. Jednak tarcze przestają już działać, więc pracownicy takich branż, jak eventowa (organizacja imprez), hotelarska, turystyczna, transportowa, gastronomiczna, muszą się liczyć z redukcjami. I to niezależnie od jakości ich pracy.

Dlatego warto ze szczególną uwagą śledzić informacje, a zwłaszcza dotyczące naszej branży. – Sytuacja zewnętrzna jest obecnie w dużo większym stopniu przesłanką zwolnień niż jeszcze przed rokiem – uważa szef LHH DBM.

Jak zwraca uwagę Aneta Czernek z firmy doradztwa personalnego HRK, sygnały wskazujące, że kłopoty firmy mogą skończyć się zwolnieniami, to m.in. rezygnacja z premii, benefitów, opóźnienia w wypłacie wynagrodzeń. Według ekspertki HRK najbardziej zagrożone są tzw. powtarzalne stanowiska w działach – jeśli w firmie jest np. kilku rekruterów, to w obecnych warunkach część z nich może stracić pracę. Ofiarą cięć mogą też paść specjaliści od marketingu i promocji.

Kluczowi, lubiani, trudni

Zdaniem ekspertki HRK przy wyborze kandydatów do zwolnienia duże znaczenie ma zwykle ich sytuacja rodzinna, dobrze to widać w czasie pandemii. – Wiele firm czuje odpowiedzialność za pracowników, dlatego starają się nie zwalniać osób, których bliscy stracili teraz pracę – wyjaśnia Aneta Czernek.

Z kolei ryzyko zwolnienia zwiększa umowa na czas określony; szczególnie, gdy termin jej odnowienia zbiega się z pogorszeniem kondycji finansowej firmy.

Częstym kluczem do wyboru kandydatów do zwolnienia jest też staż pracy w danej firmie. Najbardziej zagrożeni są zwykle pracownicy najmłodsi stażem, chyba że mają unikalne kompetencje.

Dlatego Paweł Gniazdowski zaleca ostrożność planującym zmianę pracy: sytuacja jest tak dynamiczna, że nawet w dobrze prosperujących branżach trudno wykluczyć cięcia kosztów i zwolnienia. Może się więc okazać, że uciekając przed ryzykiem utraty pracy, trafimy z deszczu pod rynnę i to tym bardziej, że nowi pracownicy są zwykle zatrudniani na okres próbny.

Oceniając ryzyko utraty pracy, warto się zastanowić, czy nasz dział albo zespół jest rentowny i ważny dla firmy. Jeśli ma on bezpośredni wpływ na generowanie przychodów albo jest związany z zyskownym czy strategicznym biznesem firmy, to i w czasie kryzysu powinny nas ominąć zwolnienia.

Takiej ochrony nie gwarantują natomiast dobre relacje z szefem. Czynnik relacji działa, ale w drugą stronę: jeśli pracownik nie ma dobrych stosunków z przełożonym i nie jest specjalnie lubiany, to w czasie kryzysowych cięć łatwo może stracić pracę. Dotyczy to także menedżerów. Ci, którzy na wewnętrznych spotkaniach często sprzeciwiają się poglądom ogółu popieranym przez kierownictwo, mogą być postrzegani jako wypaleni frustraci obciążający firmę w trudnych czasach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA