fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rynek pracy

Mimo covidu mamy mały cud na rynku pracy

rynek pracy
Adobe Stock
Z powodu pandemii znikają miejsca pracy nie tylko w handlu czy hotelach, ale też w zakładach przetwórczych. Na szczęście powstają w innych branżach.

W IV kwartale 2020 r. liczba pracujących w Polsce sięgnęła 16 mln 149 tys., czyli o 48 tys. osób więcej niż rok wcześniej. To nieduży wzrost, ale był ewenementem europejskim, bo w całej Unii Europejskiej pracujących jednak ubywało.

Spadek kontra wzrost

„Rzeczpospolita" sprawdziła, co jest przyczyną tego małego cudu na polskim rynku pracy. Przeanalizowaliśmy dane z Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności pod kątem liczby pracujących w różnych branżach. Okazuje się, że w kilku sektorach, podobnie jak w UE, pandemia rzeczywiście likwiduje miejsca pracy.

Największe ubytki, liczone w tysiącach miejsc, widać w handlu (spadek o prawie 130 tys. osób rok do roku) oraz zakwaterowaniu i gastronomii (ok. 74 tys.). Zmniejszyła się także liczba pracujących w przetwórstwie przemysłowym (o prawie 50 tys. osób) i budownictwie (o ok. 30 tys.).

– Te ostatnie pozycje to zaskoczenie, bo okazuje się, że przemysł nie jest tzw. koniem pociągowym dobrej sytuacji na polskim rynku pracy, choć radzi sobie relatywnie najlepiej w kryzysie pandemicznym – komentuje Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Ale najważniejsze, że rzeczywiście powstające miejsce pracy w innych branżach w dużej mierze rekompensują ubytki w tych najbardziej dotkniętych – dodaje.

Wśród sektorów, gdzie liczba miejsca pracy rośnie, trzeba wymienić ochronę zdrowia (plus 95 tys.), rolnictwo (80,5 tys.), finanse czy transport i logistykę, czy pozostałe usługi.

robi swoje?

Takie przesunięcia między sektorami są niewątpliwie pozytywnym trendem w pandemii. Ale niekoniecznie muszą być dobrą perspektywą na dłużej. – Wzrost zatrudnienia w rolnictwie jest niepokojący, oznacza odwrócenie dotychczasowych tendencji – komentuje Kubisiak. – Wygląda na to, że w dużej mierze to efekt odpływu ludzi z aglomeracji miejskich, którzy stracili zajęcie w gastronomii czy innych usługach. Problem w tym, że w części deklarowane zatrudnienie w rolnictwie to raczej ukrywanie faktycznego braku stałej pracy – opisuje.

– Wydajność pracy w rolnictwie jest nawet pięć razy mniejsza niż w przemyśle – zauważa też Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. – Dlatego ważne jest, by udział tego pierwszego sektora w zatrudnieniu ogółem malał – podkreśla Kozłowski.

– Dlatego też szczególne obawy można mieć, jeśli chodzi o spadek liczby miejsce pracy w przetwórstwie przemysłowym – zaznacza Kozłowski. – Warto zwrócić uwagę, że ten sektor jako jeden z niewielu w IV kwartale 2020 r. odnotował znaczący wzrost produktywności, mimo pandemii. Jeśli jednocześnie nastąpił spadek liczby pracujących, to możemy mieć do czynienia z trendem automatyzacji i robotyzacji, który jednak, przynajmniej w pierwszym okresie, zmniejsza zapotrzebowanie na pracę ludzi – analizuje Kozłowski.

Silne fundamenty

Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, ma jednak nadzieję, że przemysł w Polsce wróci do normy i będzie w kolejnych miesiącach zwiększał zatrudnienie. – Przed nami koniec tzw. okresu ochronnego na rynku pracy wynikający z działania tarcz osłonowych. To znaczy, że możemy mieć do czynienia z restrukturyzacją zatrudniania w niektórych branżach – mówi Bujak. – Jednak popyt na pracowników w innych sektorach może być na tyle silny, że zatrudnienie ogółem będzie rosło, a bezrobocie spadało – uważa Bujak.

Bujak dodaje, że przyczyną w miarę dobrej sytuacji na polskim rynku pracy są nie tylko tzw. przesunięcia branżowe, ale też silne fundamenty polskiej gospodarki. – Mamy mały udział w PKB turystyki i innych usług wolnego czasu, za to jesteśmy silni w produkcji dóbr trwałego użytku, takich jak meble, RTV, AGD, które w czasie tego kryzysu cieszyły się dużym popytem. Nasza gospodarka jest konkurencyjna i zróżnicowana, co niesie dobre perspektywy na przyszłość – zaznacza Bujak.

Kolory kołnierzyków

Ciekawe, że na tle UE nie tylko wyróżniamy się pod względem wzrostu ogólnej liczby miejsc pracy. Okazuje się, że inaczej na pandemię reagują też konkretne branże. Przykładowo, o ile w UE liczba pracujących w sektorze ICT wzrosła średnio o 10 proc., o tyle u nas tylko o 4,6 proc. (w IV kw. w porównaniu z IV kw. 20201 r.), co może wynikać z braku odpowiedniej podaży informatyków i programistów. Z kolei w Polsce w ochronie zdrowia zajęcie znalazło o 10 proc. osób więcej niż przed pandemią, a średnio w UE o 1 proc. mniej. Więcej miejsc pracy niż w UE powstało na naszym rynku w takich sektorach jak logistyka czy administrowanie i usługi B2B.

– Analizując dane za IV kwartał, można powiedzieć, że pandemia w największym stopniu oszczędziła „białe kołnierzyki", czyli wszelkiej maści specjalistów czy osoby wykonujące tzw. pracę biurową. Natomiast „niebieskie kołnierzyki" wydają się bardziej poszkodowane – podsumowuje Andrzej Kubisiak.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA