fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rozmowy czwartkowe

Premier Litwy Saulius Skvernelis: Polska i Litwa patrzą w tym samym kierunku

Wikipedia
O tym, czy łatwo się współpracuje z szefem partii, który jest zwykłym posłem, o terminie pierwszego spotkania w Wilnie z Beatą Szydło, i o wspólnym „wrogu" – mówi Jerzemu Haszczyńskiemu premier Litwy Saulius Skvernelis.

Rzeczpospolita: Ubiegłoroczne wybory na Litwie wygrał Związek Chłopów i Zielonych. Pan sam nie jest jego członkiem, ale kandydował z jego list. Co to za partia? Lewica, prawica, populiści?

Na pewno nie populiści. To partia, która prowadzi działalność od ponad 100 lat. Bardziej lewicowa, ale na listach wyborczych było ponad połowa ludzi bezpartyjnych. W naszej frakcji w Sejmie jest szerokie spektrum poglądów politycznych, również bardziej liberalnych i bardziej konserwatywnych.

Należycie do niszowej europejskiej partii zielonych. Taka przynależność nie utrudnia funkcjonowania? Nie macie spotkań partyjnych z kanclerz Merkel czy ważnymi socjalistami europejskimi rządzącymi w swoich krajach.

Jako premier spotykam się z szefami rządu. Po linii partyjnej nie mogę tego powiedzieć. Pani kanclerz miała pytanie związane z nazwą partii: jak mogą być w jednej partii zieloni i chłopi?

Jaka była odpowiedź?

Wszystko jest możliwe.

Skoro wszystko jest możliwe, to kiedy się pan spotka z premier Polski Beatą Szydło w Warszawie albo w Wilnie?

Myślę, że prędzej przyjedzie do nas premier Polski, ponieważ została już przeze mnie zaproszona. Zaprosiłem ją, by przekonała się na miejscu, że kwestii, które były tradycyjnie podnoszone, już praktycznie nie ma. Będzie się mogła przekonać, że następuje postęp.

Jak rozumiem przekazał pan to zaproszenie podczas spotkania w estońskiej stolicy Tallinie 8 maja? I pani premier nie pytała np., kiedy będzie gotowa ustawa o pisowni nielitewskich nazwisk, ważna dla mniejszości polskiej?

Rozmawialiśmy to tym, ale to była tylko jedna z porusza nych kwestii. Nie jest bezpośrednio związana z polską mniejszością narodową, dotyczy wszystkich obywateli Litwy. Ponieważ również Litwinki wychodzą za mąż za obcokrajowców i nie mogą zapisać swojego nazwiska w oryginale (chodzi o trzy litery: „w", „q" i „x", które nie występują w litewskim alfabecie – przyp. red). Dotyczy to Litwinów, Polaków, Niemców, wszystkich. Jest zgłoszony projekt, poparło go 65 posłów. Biorąc pod uwagę, ilu posłów projekt poparło, a ilu nie mogło uczestniczyć w głosowaniu podczas zgłaszania, to ustawa ma wielkie szanse, by zostać przyjęta (potrzeba do tego 71 głosów w 141-mandatowym Sejmie – przyp. red.).

Część partii rządzącej jest jednak przeciw?

To właśnie to konserwatywne skrzydło. Szanujemy nawzajem swoje poglądy i uzgodniliśmy, że będziemy głosowali zgodnie z sumieniem. Różnice zdań na ten temat występują i w innych partiach. Uważam, że rozwiązanie jest zgodne ze zdrowym rozsądkiem i leży w interesie wszystkich obywateli.

Czy premier Szydło powiedziała podczas spotkania w Tallinie, że nie przyjedzie do Wilna, jeżeli nie będzie przyjęta ustawa o pisowni nazwisk?

Nie. Nie możemy rozmawiać, wysuwając jakieś wstępne warunki. Mówiłem, że Polska jest dla nas bardzo ważnym sąsiadem i partnerem strategicznym. I jeżeli będziemy jako premierzy rozmawiali przez pośredników, to będziemy mieli zniekształcony obraz sytuacji. Proszę przyjechać, zobaczyć, wybrać dowolnie program, nie będziemy pani premier sugerować, z kim ma się spotkać.

Ten pośrednik, o którym pan mówi, to Akcja Wyborcza Polaków na Litwie? Ta, co narzuca Polsce obraz sytuacji?

Nie wiem, ale pewnie jednym z nich jest AWPL. Ja z panią premier bez pośredników spotkałem się po raz pierwszy. To spotkanie miało trwać 20 minut, a trwało ponad godzinę. Była to bardzo dobra rozmowa.

Chyba nie może się pan dziwić, że z Polski napływają takie sygnały, iż póki nie będzie korzystnej dla mniejszości polskiej ustawy, nie będzie poprawy stosunków. Do tego przyzwyczaiły chyba Litwinów już poprzednie rządy, w szczególności minister Radosław Sikorski, który zapowiadał, że jego noga nie postanie na Litwie, dopóki się nie polepszy.

– Nie chcę spoglądać w tył. Państwa polskie i litewskie patrzą w tym samym kierunku. Mamy do czynienia z tymi samymi wyzwaniami, mamy tego samego, w cudzysłowie, wroga. I myślę, że zasadniczo mówimy jednym głosem. Oczywiście nie zaprzeczam, że są sprawy jeszcze nierozstrzygnięte. Jak kwestia Orlenu, która była ignorowana w pewien sposób. W czasie otwartej rozmowy z kierownictwem Orlenu wyjaśniło się, że sytuacja zaczęła się zmieniać jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To wszystko, co jest związane z Orlenem, kończymy rozwiązywać. Choć nie jest to w gestii rządu, lecz do rozstrzygnięcia między przedsiębiorstwami, ponadto z Kolejami Litewskimi. Chodzi też o odcinek torów (z rafinerii Orlenu w Możejkach do granicy łotewskiej – przyp. red.), które zostały rozebrane.

Ale przecież Koleje Litewskie są państwowe, Orlen kontrolowany przez państwo polskie. To chyba nie można powiedzieć, że to nie sprawa państw.

Dlatego rząd dał dobry impuls. Z różnych powodó zmieniliśmy kierownictwo Kolei Litewskich.

Czy łatwo się rządzi, gdy przewodniczący partii rządzącej (Ramunas Karbauskis) jest zwykłym posłem? My mamy podobną sytuację.

Może się mylę, ale z tego, co wiem w Polsce wygląda to inaczej. U nas rząd jest całkowicie samodzielny. Przyczyniłem się do tego, żeby powstała koalicja po wyborach. Nasz problem jest inny – nie mamy stabilnej większości. Z partnerem, Partią Socjaldemokratyczną, jeszcze się nie dotarliśmy. Lepiej by było, gdybyśmy mogli sami decydować. Po prostu rządowi do przeprowadzenia reform strukturalnych, potrzeba 71 głosów w Sejmie. Reformy nie są popularne, ale nieuniknione. Przy każdym projekcie powstają problemy, trzeba szukać sojuszników na zewnątrz.

Czy dobrze zrozumiałem, że pan jest bardziej niezależny od przewodniczącego partii Ramunasa Karbauskisa niż Beata Szydło od prezesa Jarosława Kaczyńskiego?

Nie wiem, jak to jest w Polsce, kto od kogo zależy. Rządu litewskiego nikt nie pogania z tylnego siedzenia.

A jak się układają stosunki rządu z silną osobowością – prezydent Dalią Grybauskaite?

Doskonale. Mamy rzeczowe robocze stosunki.

A nie wolałby pan jeździć na szczyty UE zamiast pani prezydent?

Zgodnie z konstytucją za politykę zagraniczną odpowiada prezydent. I takiego modelu będziemy przestrzegali.

Czy to jednoznaczne wynika z konstytucji, że prezydent jeździ na szczyty?

Pani prezydent w razie potrzeby jest gotowa wysłać także premiera. Już trzy poprzednie rządy też tak funkcjonowały. Taka jest tradycja, może po wyborach prezydenckich coś się zmieni. Ale ja nie widzę problemu, pracujemy razem dla dobra państwa.

Powiedział pan, że mamy wspólnego wroga.

W cudzysłowie.

Czyli przyjaciela jednak.

Mamy wspólny problem.

Partia chłopska, w poprzedniej wersji w czasach, gdy szefowała jej Kazimiera Prunskiene, była antyunijna, antynatowska i prorosyjska. Sam Karbauskis, dzisiejszy przewodniczący partii rządzącej, był na początku antynatowski, prorosyjski.

To mit. Jak było naprawdę, najlepiej pokazują głosowania w Sejmie, są stenogramy, wyniki głosowań. Były oddawane głosy zarówno za NATO, jak i UE. To w czasie kampanii wyborczej próbowano wykorzystać rosyjską kartę, mówiono, że ktoś jest zwolennikiem Moskwy. Ta retoryka się jednak nie sprawdziła. ©?

Saulius Skvernelis (1970) był komendantem głównym litewskiej policji, w latach 2014–16 szefem MSW mianowanym przez populistyczną partię Prawo i Porządek (do której nie należał). Podał się do dymisji kilka miesięcy przed wyborami. Wystartował w nich z list Związku Chłopów i Zielonych, który wygrał z dużą przewagą. Od grudnia jest premierem.

W spotkaniu zorganizowanym przez Forum Dialogu i Współpracy im. Jerzego Giedroycia, uczestniczyli także dziennikarze portalu Onet i tygodnika „W sieci".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA