fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rolnictwo

#RZECZoBIZNESIE: Mirosław Maliszewski: Owoce zdrożeją nawet 100 proc.

tv.rp.pl
Przymrozki spowodowały ogromne straty w uprawach sadowniczych. Jest to tragiczne zarówno dla sadowników jak i konsumentów – mówi Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP i poseł PSL, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Gość podkreślił, że poza problemami rynkowymi sadowników doszła ekspansja silnych zjawisk pogodowych. - Przymrozki spowodowały ogromne straty w uprawach sadowniczych – mówił.

Maliszewski zaznaczył, że jest to tragiczne zarówno dla sadowników jak i konsumentów.

- Zimna wiosna dotknęła niemal wszystkich sadowników w różnych regionach Polski. Najmocniej w regionach, gdzie jest największa koncentracja, czyli region Mazowsza i woj. łódzkiego, Lubelszczyzny, Sandomierszczyzny. Mamy też sygnały o dużych uszkodzeniach w enklawach ciepła, czyli na Dolnym Śląsku, Pomorzu i w Wielkopolsce – wyliczał.

- Pierwsza kwietniowa faza przymrozków dotknęła czereśnie, gruszki czy wiśnie. Druga faza sprzed kilku dni dotknęła producentów wszystkich gatunków – dodał.

Gość zaznaczył, że nie ma owoców, które są odporne na warunki atmosferyczne. - Nie ma owoców, które kwitną w późniejszym okresie, za wyjątkiem malin jesiennych – mówił.

Przyznał, że są różne metody ochrony przed przymrozkami. - Najskuteczniejsze jest zraszanie kwitnących krzewów wodą, która oddaje swoje ciepło - mówił Maliszewski.

- Najbezpieczniejszą i najbardziej efektywną metodą jest system ubezpieczeń, który by powodował, że w przypadku klęski żywiołowej rolnicy mogą otrzymać rekompensatą finansową – dodał.

Zaznaczył, że taki system w wielu krajach ratuje plantatorów. - Niestety w Polsce w tym momencie ten system nie zadziałał, bo zbyt późno zostały utworzone przepisy. Sadownicy nie mogąc się ubezpieczyć ponieśli straty w swoich gospodarstwach – tłumaczył.

Podkreślił, że rząd i państwo muszą znaleźć środki, żeby sadownikom pomóc w tej sytuacji. - To jest w interesie polskich konsumentów. Żeby w przyszłych sezonach gospodarstwa mogły produkować, nie mogą zbankrutować teraz – mówił.

Maliszewski zdradził, że w przypadku czereśni możemy mówić o stratach sięgających ponad 90 proc. - Podobnie jest z wiśniami i gruszkami, więc pewnie będziemy uzależnieni od importu – ocenił.

- Niewielka część jabłek, która została powinna wystarczyć dla polskich konsumentów. Jabłka w tym roku będą drogie i nieatrakcyjne w ofercie międzynarodowej – dodał.

Gość przyznał, że kwota łącznych strat jest trudna do oszacowania. - Produkujemy owoców ok. 4 mln ton, sprzedając je średnio za 50 gr. wychodzi kwota pokazująca rzeczywiste straty. Są to setki milionów zł. Oprócz tego są firmy, które obsługiwały eksport, firmy transportowe, spedycyjne, przygotowujące opakowania, branża nawozowa – to wszystko dzisiaj zamarło – mówił.

Maliszewski prognozował, że w tym roku czereśnie mogą zdrożeć nawet 100 proc., a ich cena już rok temu nie była niska. - W przypadku jabłek będzie to kilkadziesiąt procent. Truskawki podobnie – mówił.

- Nie ma szans już na poprawienie sytuacji. To co zmarzło jest już uszkodzone na trwałe. Wystarczy jedna noc, żeby dorobek całego sezony zniszczyć – podsumował.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA