fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Piotr Ikonowicz: Kapitalizm jest amoralny

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Sprawa podziału majątku i dochodu, która jest głównym przedmiotem polityki i demokracji, nie jest moralnie obojętna. Warto, by Kościół nie milczał w tych sprawach – pisze aktywista społeczny.

Na spotkaniu Ruchu Sprawiedliwości Społecznej wybitny aktor i obrońca pokrzywdzonych Olgierd Łukaszewicz recytował teksty kardynała Stefana Wyszyńskiego krytykujące w bardzo inteligentny i przenikliwy sposób system kapitalistyczny. My, socjaliści, słuchaliśmy tego z zapartym tchem.

Sięgnąłem więc po cytat z kardynała i zamieściłem na Facebooku. Oto on: „Powstała nowa religia – pieniądza i bogactwa. Jej dogmaty – to nieograniczona wolność gospodarcza, wolna konkurencja, rozdział kapitału i pracy, najemnictwo, prawo podaży i popytu, mechanizm cen. Jej moralność – to brak wszelkiej moralności, przewaga kapitału nad człowiekiem i pracą, dobro produkcji, zysk jako dobry uczynek. Jej ołtarze – to wielkie fabryki, maszyny, narzędzia, kartele, syndykaty, banki, gdzie za cenę chciwości ofiarowywano życie ludzkie".

Natychmiast pojawiły się dwa wpisy pełne oburzenia. Jeden pochodził od zaprzysięgłego antyklerykała, który napisał: „Nie interesują mnie słodkie słowa tego, który ma w swoich szeregach przestępców odpowiedzialnych za czyny lubieżne na nieletnich. Widziałem uczciwszych". Drugi od klerykała, który był oburzony, że cytat z kardynała Wyszyńskiego zamieściłem w memie (podpisanym obrazku) opatrzonym godłem Ruchu Sprawiedliwości Społecznej.

Doświadczenie to jest o tyle pouczające, że żaden z dyskutantów nie odniósł się do treści, do myśli duchownego. Obaj zaatakowali wrogi obóz. Ten pierwszy – Kościół, ten drugi – lewicę. Mnie zaś naszła chęć dalszego prowadzenia polemiki słowami kardynała i dodałem kolejny cytat: „Ten, kto zamknął się w nienawiści, już się skończył!".

Nienawiść to choroba, która wyłącza myślenie, zaślepia i czyni z nienawidzącego ofiarę niejednej manipulacji. Tym, którzy uważają, że ludzie lewicy nie mają prawa się odwoływać do dorobku intelektualnego osób duchownych, pragnę przypomnieć, że Hugo Chavez Frias, nieżyjący już prezydent Wenezueli, który postawił przed sobą zadanie budowy „socjalizmu XXI wieku", był głęboko wierzącym katolikiem, a w Ameryce Łacińskiej wielką liczbę księży wymordowano za stawanie po stronie biednych przeciw prawicowym dyktaturom wojskowym. Również społeczna doktryna Kościoła od czasów Jana XXIII, Pawła VI i Jana Pawła II po obecnego papieża Franciszka ewoluuje raczej w stronę lewicowego humanizmu niż prawicowego pragmatyzmu i materializmu.

Salvador Allende, demokratycznie wybrany prezydent Chile, który podczas zamachu wojskowego zginął z karabinem w ręku, postanowił nie uzbrajać ludu, bo kierowała nim miłość bliźniego, taka sama jak salwadorskim biskupem Romero, który zginął przed ołtarzem w zamachu zleconym przez CIA. Jego zabójcy byli członkami salwadorskich komand śmierci, z czego dwóch ukończyło Szkołę Ameryk – opłacany z amerykańskich pieniędzy cykl treningów na poligonie.

Bieda, wyzysk i poniżenie słabszych budzą u ludzi prawdziwej wiary taki sam odruch miłosierdzia i buntu jak u nas, niewierzących humanistów z lewej strony. Nieraz moje ścieżki społecznika krzyżują się z ludźmi Kościoła, choć Kościół instytucjonalny w Polsce rzadziej pochyla się nad losem ubogich niż Kościoły w innych krajach. Fala nienawiści wobec obcych, zwłaszcza wobec muzułmańskich uchodźców sprawia, że wierni przestali już w ogóle słuchać papieża Franciszka, którego słowa o tolerancji chętniej cytujemy my, „czerwoni".

Już w średniowieczu wielkie ruchy buntu społecznego rodziły się w oparciu o dosłowne odczytanie nakazów religijnych. Dzisiejszy kapitalizm, w którym kilkadziesiąt osób zgromadziło majątek większy niż cała reszta ludzkości, to jeden wielki grzech śmiertelny. Wciąż jednak nie brakuje duchownych gotowych raczej kropić wodą święconą nowe banki i supermarkety, niż towarzyszyć protestującym pracownikom. Mimo nawoływań kolejnych papieży duchowni nie chcą się wyrzec doczesnego bogactwa ani nawet doczesnych uciech. Tym samym coraz bardziej odstają od swych wiernych, którzy często znajdują się w gorszej sytuacji materialnej niż ich pasterze.

Teologia wyzwolenia, która rozwinęła się w Ameryce Łacińskiej, oznaczała nie tylko potępienie rosnących kontrastów społecznych i wyzysku, ale także zaangażowanie się w walkę o sprawiedliwość społeczną samych kapłanów. Na to w naszym kraju liczyć chyba nie należy. Byłoby jednak nieźle, gdyby przynajmniej część z nich podjęła dialog na temat niezbędnych reform społecznych, zamiast trzymać się wyłącznie spraw obyczajowych.

Taki dialog np. we Włoszech od lat jest czymś normalnym. Tam obok wybitnych duchownych i teologów zasiadają w telewizyjnych dyskusjach komuniści, socjaliści i związkowcy. Sprawa podziału majątku i dochodu, która jest głównym przedmiotem polityki i demokracji, nie jest moralnie obojętna. Dlatego milczenie Kościoła w tych sprawach oznacza zgodę na obecną, krzyczącą niesprawiedliwość. Dlatego nie zamierzam się wyrzec cytowania autorytetów kościelnych w sprawach, które obchodzą mnie jako społecznika i socjalistę. W ten sposób podsuwam lustro pod nos obłudnikom, hipokrytom i oczajduszom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA