fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł spożywczy

Polski miód na rogaliku we Francji

Adobe Stock
Dzięki dynamicznemu rozwojowi międzynarodowego handlu miód na francuskich croissantach coraz częściej jest z Polski, a na naszych stołach – z Ukrainy i Chin.

Pszczelarze domagają się lepszej ochrony pszczół. W środę będą demonstrować przez Ministerstwem Rolnictwa, żądając respektowania przez polski rząd decyzji Unii Europejskiej o zakazie stosowania środków ochrony roślin z grupy neonikotynoidów (uchylonym czasowo przez ministra rolnictwa), ponieważ mocno osłabiają pszczoły.

Czytaj także: Przybywa pasiek na miejskich dachach

A te są bardzo zapracowane – z Polski wyjeżdża coraz więcej miodu, w ciągu dekady wartość eksportu wzrosła ponaddwudziestokrotnie, z 6,5 mln zł w 2007 r. do 161,3 mln zł w ubiegłym roku. Co ciekawe, eksportujemy więcej miodu, niż go produkujemy.

Z Chin i Ukrainy

Przed rokiem najwięcej miodu z Polski kupili Francuzi (4 tys. ton) i Niemcy (ok. 3 tys. ton), razem to niemal połowa całego, liczącego 15,8 tys. ton eksportu z Polski. Jednak jeśli nic się nie zmieni w dalszej części roku, zyski z eksportu będą w 2018 r. znacznie niższe. W pierwszych czterech miesiącach roku eksport spadł o 24 proc. w porównaniu z podobnym okresem ub.r., z 67,8 mln zł do 51,7 mln zł. W ciągu pierwszych czterech miesięcy, jak podaje GUS, Niemcy kupili miód wartości 17 mln zł wobec 35,3 mln w całym ubiegłym roku. Tymczasem Francja ograniczyła zakupy z 38,8 mln zł w całym 2017 r. do zaledwie 6,8 mln zł do kwietnia 2018 r. W tym roku trzecia jest Belgia z zakupami 5,6 mln zł, czwarta Wielka Brytania (4,4 mln zł). Trzecia w ubiegłym roku Hiszpania obecnie spadła na piąte miejsce (3,5 mln zł).

Czytaj także: Polskie zioła mieszają na europejskim rynku

Polska w ubiegłym roku wyprodukowała 15,2 tys. ton miodu, a wyeksportowała rekordowe 15,8 tys. ton. Żebyśmy mogli sprzedawać więcej, niż sami wytwarzamy, potrzebny jest rosnący import, który od lat przewyższa eksport. – Od kilku lat polska branża miodowa stara się korzystać ze światowego tortu – mówi „Rzeczpospolitej" Janusz Kasztelewicz, właściciel pasiek Sądecki Bartnik. – Sporo miodu Polska kupuje na Wschodzie i sprzedaje na Zachód. Na miód eksportowany z Polski składa się miód z Ukrainy, Rumunii, Mołdawii, Węgier, sporadycznie z Włoch – tłumaczy.

Na polski rynek trafia też spora pula miodów chińskich – jako najtańsze trafiają głównie do przemysłu lub dyskontów. Importerem jest cały Zachód, im dalej na Wschód, tym więcej działa pasiek.

Ważne opakowania

Ceny polskiego miodu zaczynają się w sklepach od 30 zł za kilogram, miód z Chin czy Ukrainy sprowadzany jest po 8 zł. A jednak polscy pszczelarze na brak popytu nie narzekają. – Krajowy miód sprzedaje się dobrze, bo Polacy zaczęli cenić polskie produkty – mówi Remigiusz Dutkowiak, który prowadzi jedną z największych w Polsce pasiekę Dutkowiak.

Przyznaje, że zarabiać można na samodzielnym pakowaniu miodu do opakowań detalicznych i dalszej sprzedaży do sklepów i hurtowni. Czasy, gdy opłacało się współpracować ze skupami, minęły wraz z komunizmem. Cieszy go, że Polacy zaczęli zwracać uwagę na oznakowania na opakowaniach, bo to one wyjaśniają zwykle niską lub wysoką cenę miodu. Chodzi o informację, czy miód wyprodukowano w Polsce, w Unii Europejskiej, czy jest to mieszanka z wielu krajów. – Gdy na etykiecie widnieje informacja, że jest to mieszanka miodu z Unii i spoza UE, to mamy pewność, że proporcje tej mieszanki są jak 1 do 9, a miód unijny jest wymieszany z miodem z Chin, i to prawdopodobnie najtańszym – dodaje.

Petycja do ministra

W obronie pszczół demonstrują dziś pszczelarze pod budynkiem Ministerstwa Rolnictwa na ul. Wspólnej w Warszawie. Chodzi o decyzję ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego, który 9 lipca 2018 r. czasowo przywrócił stosowanie środków ochrony roślin z grupy neonikotynoidów, na wniosek producentów rzepaku. To zszokowało branżę pszczelarską, która od lat alarmuje o szkodliwym wpływie tych środków na zdrowie pszczół.

– Chcemy w środę wręczyć ministrowi petycję. Za późno na wycofanie zezwolenia dla środków, ale domagamy się, żeby minister nie przedłużał już tych odwieszeń zakazu stosowania neonikotynoidów. Oprócz sporadycznych przypadków żaden minister rolnictwa w UE nie odwieszał ich w ciągu ostatnich pięciu lat – mówi Janusz Kaszetelewicz.

Środki te zostały ostatecznie zakazane w kwietniu decyzją UE. – Neonikotynoidy, monokultury, na dodatek waroza, powodują, że pszczoły tracą odporność na choroby, a wtedy gorzej przeżywają zimę i upadki na wiosnę sięgają 30 proc. – tłumaczy Remigiusz Dutkowiak. Przyznaje jednak, że środki najmocniej szkodzą, gdy rolnicy używają ich niezgodnie z prawem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA