fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Będzie odwilż między Warszawą a Waszyngtonem?

PAP/KPRP/Igor Smirnow
Rosja utrzymuje 80 tys. żołnierzy u wschodnich granic Ukrainy, więc Ameryka chce pokazać, że też ma za zachodnią granicą Ukrainy wiernych sojuszników. To sprzyja odwilży między Warszawą i Waszyngtonem.

Przeszło pół roku: tyle Andrzej Duda czekał na rozmowę z Joem Bidenem. Co prawda wziął udział w zdalnym szczycie klimatycznym z udziałem Amerykanina i 40 innych przywódców, ale nie było ani realnej interakcji, ani nie poruszano najważniejszego dla Polski obszaru w relacjach z Ameryką: bezpieczeństwa.

W połowie marca w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu uznano więc, że tego impasu nie da się przełamać w relacjach dwustronnych. Powstał pomysł zaproszenia przywódcy USA na szczyt dziewięciu krajów NATO z Europy Środkowo-Wschodniej w Bukareszcie 10 maja razem z prezydentem Rumunii Klausem Iohannisem.

– Radykalne skrzydło Partii Demokratycznej, nie bez wpływu „Washington Post", „New York Times" i samej Anne Applebaum, naciskają na administrację, aby wstrzymała się z przyjaznymi gestami wobec Polski. Ale wśród uczestników szczytu w Bukareszcie są ulubieńcy liberalnego Zachodu, jak prezydent Słowacji Zuzana Čaputová i Estonii Kersti Kaljulaid czy sam Iohannis. To pomogło przełamać opór Białego Domu – mówią „Rz" źródła dyplomatyczne.

Z naszych informacji wynika, że pozytywna odpowiedź od Bidena nadeszła dopiero pod koniec ubiegłego tygodnia. Duda był wtedy zdecydowany, aby polecieć do Bukaresztu, choć reszta uczestników szczytu, w tym sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg i sekretarz stanu Antony Blinken, miała wziąć w nim udział zdalnie.

Głównym powodem udziału Bidena w spotkaniu pozostaje jednak wielka gra, jaką podjął z Rosją. Przed szczytem z Władimirem Putinem, którego data wciąż nie została ustalona, chciał pokazać, że i on ma potężny instrument wpływania na sytuację na Ukrainie w postaci wiernych sojuszników na flance wschodniej NATO. Tym bardziej że równolegle do bukareszteńskiego szczytu prowadzone są z udziałem Amerykanów ćwiczenia Defence-

Europe 21 angażujące 30 tys. żołnierzy. Można więc mówić o budowie czegoś w rodzaju nowego Quadu (to sojusz USA, Australii, Indii i Japonii przeciw Chinom) przeciw Rosji, choć należałoby do niego dołączyć jeszcze Brytyjczyków i Skandynawów.

Szczyt w Bukareszcie miał jednak także pokazać wagę, jaką nowa administracja przywiązuje do samego NATO, wielostronnej dyplomacji. Na zamkniętej sesji omawiano tu nową strategię paktu opartą na koordynacji planów operacyjnych na wypadek rosyjskiej agresji i nadaniu znacznie większej niż dotąd wagi obronie terytorium sojuszu. Po wizycie Blinkena w Kijowie na początku maja chodziło również o koordynację stanowiska w sprawie Ukrainy: wiadomo, że nie ma ona szansy na członkostwo w NATO, ale na zwiększone dostawy uzbrojenia już tak.

Wspólna pozycja bukareszteńskiej dziewiątki przy wsparciu Bidena może znacząco zmienić przebieg szczytu całego NATO w Brukseli 14 czerwca, ograniczając wpływy państw bardziej spolegliwych wobec Moskwy, jak Francja, Niemcy czy Włochy.

Mimo bukareszteńskiego otwarcia wciąż nie wiadomo natomiast, czy amerykański prezydent, który osobiście poleci do belgijskiej stolicy, znajdzie tam czas na spotkanie z Dudą. Z naszych informacji wynika jednak, że mimo pewnych opóźnień związanych z pandemią wzmocnienie obecności sił USA w Polsce idzie zgodnie z ustaleniami z Donaldem Trumpem. Waszyngton nie stracił też zainteresowania współpracą w ramach Trójmorza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA