fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Nord Stream 2: Niemcy chcą się dogadać z Ameryką

Joe Biden
AFP
Joe Biden potrzebuje Berlina w sprawie Chin, klimatu czy Iranu. Dlatego może zrezygnować z sankcji z powodu gazociągu.

Niemiecką ofertę opracowuje urząd kanclerski. Na stole jest kilka możliwości. Jedną z najbardziej obiecujących jest tzw. snapback (od czapki z daszkiem, którą można przekręcić): mechanizm pozwalający na wstrzymanie importu gazu nowym rurociągiem w odpowiedzi na wrogie zachowanie Rosji. Ale Berlin znalazł się tu między młotem i kowadłem. Z jednej strony Waszyngton chciałby, aby uruchamianie snapbacku było automatyczne, a w jego opracowaniu uczestniczyła Ukraina. Z drugiej Moskwa jest kategorycznie przeciwna jakiejkolwiek formie takiego rozwiązania i grozi procesami, gdyby do niego doszło.

Ale rozważane są też inne opcje. Jedna z nich zakłada, że Nord Stream 2 nie zostanie uruchomiony, jeśli Kreml nie wykona gestów dobrej woli, np. uwalniając Aleksieja Nawalnego albo przystając na pewną demokratyzację Białorusi. Kolejne pomysły to budowa przez Niemcy nowych terminali gazu skroplonego i zwiększenie importu LNG zza oceanu albo wprowadzenie mechanizm regulacji europejskiego rynku energii, gdy ok. jednej czwartej zapotrzebowania na gaz Unii będzie zaspokajane przez Nord Stream 1 i 2.

Berlin nie zrezygnuje

Pójście na kompromis nie będzie dla Joe Bidena łatwe, bo ma za plecami Kongres, gdzie zarówno demokraci, jak i republikanie chcą wprowadzenia sankcji na konsorcjum budujące gazociąg. W liście do prezydenta senatorowie Jim Risch (Idaho, republikanin) i Jeanne Shaheen (demokratka, New Hampshire) przypominają, że Departament Stanu ma teraz przekazać listę firm podlegających restrykcjom. Ale jednocześnie Biały Dom chciałby uniknąć otwartej konfrontacji z Niemcami, bo te są mu potrzebne do wielu przedsięwzięć dyplomatycznych, od umocnienia więzi transatlantyckich po ocieplenie klimatu i program atomowy Iranu.

„Financial Times" uważa, że Berlin wielkie nadzieje pokłada w sekretarzu stanu Antonym Blinkenie, który w 1987 r. w książce „Sojusznik przeciw sojusznikowi: Ameryka, Europa i kryzys gazociągu syberyjskiego" opisał, jak Ronald Reagan jego zdaniem słusznie wycofał się pięć lat wcześniej z sankcji na Niemcy za budowę naziemnego gazociągu z ZSRR.

I tym razem wydaje się zresztą mało prawdopodobne, aby RFN zrezygnował z projektu nawet pod wielkim naciskiem Ameryki. Wysokiej rangi źródło dyplomatyczne w Berlinie tłumaczy „Rz": „Wstrzymanie Nord Stream 2 nie skłoni Putina do uwolnienia Nawalnego, bo to zagrażałoby jego systemowi władzy. Musimy zachować współpracę gospodarczą z Rosją, bo inaczej kryzys w stosunkach z Moskwą może wymknąć się spod kontroli, jak u progu I wojny ßwiatowej. Związek Radziecki upadł nie tylko dlatego, że nie wytrzymał wyścigu zbrojeń narzuconego przez Reagana, ale także dlatego, że istniały fora dialogu z Moskwą jak KBWE".

Determinację do zakończenie inwestycji podziela właściwie cała klasa polityczna w Niemczech poza Zielonymi. To w Waszyngtonie zostało dostrzeżone. Stąd gotowość do kompromisu, nawet jeśli sceptyczny wobec projektu okazał się Emmanuel Macron, który sparzył się na budowie „strategicznego partnerstwa" z Kremlem.

– Niemcy muszą wykonać ruch, zaproponować kompromis – mówi agencji Bloomberga Richard Morningstar, były ambasador USA przy Unii.

Polska w negocjacjach

Źródła dyplomatyczne mówią „Rzeczpospolitej", że w negocjacje nad kompromisem w sprawie Nord Stream 2 jest wciągnięta Polska. O ile jednak o ich przebiegu nasz kraj jest informowany przez Amerykanów, o tyle po tej stronie Atlantyku dzieje się to za pośrednictwem Brukseli, a nie Berlina. To mówi wiele o stanie stosunków polsko-niemieckich.

W Warszawie panuje zresztą duży sceptycyzm wobec jakiejkolwiek formy Nord Stream 2. Gazociąg na lata określi przecież układ współpracy między Niemcami i Rosją. Można mieć też wiele wątpliwości, czy w odpowiedzi na nieprzyjazne ruchy Kremla Berlin rzeczywiście wstrzymałby import rosyjskiego gazu. W ub. tygodniu w wywiadzie dla „Rheinische Post" prezydent Frank-Walter Steinmeier uzasadniał kontynuację budowy Nord Stream 2 „specjalnymi zobowiązaniami", jakie mają Niemcy wobec Rosji z powodu przeszło 20 mln radzieckich ofiar drugiej wojny światowej. O tym, że byli wśród nich m.in. Ukraińcy, nie wspomniał.

Na wstrzymanie projektu jest też bardzo późno. Od początku roku rosyjska barka „Fortuna" układa brakujące 148 km rury (na 1350 km) u wybrzeży Danii. Prace mogą zostać sfinalizowane już pod koniec wiosny. Zdaniem dziennika „Handelsblatt" sprzyja temu opóźnianie reakcji administracji Bidena, w której wciąż wiele kluczowych stanowisk nie zostało obsadzonych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA