fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Czy prezydent Trump chce iść na wojnę z Ameryką?

Zatrzymany uczestnik protestu w Columbus, stolicy stanu Ohio. Demonstracja w poniedziałek miała charakter pokojowy, ale odbywała się już po godzinie policyjnej (która zaczyna się tam o 22.00)
afp
Chce być „prezydentem porządku i prawa”. Wielu gubernatorów odrzuca jego pomysł użycia armii.

Korespondencja z Nowego Jorku

– Jeżeli miasto albo stan nie podejmą działania koniecznego do chronienia życia i mienia swoich mieszkańców, to ja wyślę tam wojsko amerykańskie i zaprowadzę porządek – powiedział prezydent Trump. Nazwał protestujących „organizatorami krajowego terroryzmu”, a winę za zniszczenia i chaos, który ogarnął w ostatnich dniach ponad 100 miast amerykańskich, zrzucił na lokalne władze. – Musicie ich zdominować. Jeżeli tego nie zrobicie, to stracicie czas. Jeżeli tego nie zrobicie, to będziecie głupkami – powiedział wcześniej podczas telekonferencji z gubernatorami.

Tim Walz, gubernator Minnesoty, gdzie protesty się zaczęły, odrzucił propozycję Trumpa, aby użyć sił wojskowych, a za jego przykładem poszło wielu innych włodarzy. – Po raz kolejny w ostatnich tygodniach, gdy nasz kraj potrzebuje współczucia i przywództwa, widzi złość, bojowość i dbałość o własny interes – powiedział republikański gubernator Massachusetts Charlie Baker.

Prawo sprzed dwóch wieków

– Demokracja czy dyktatura? – pytali komentatorzy. W mediach pojawiły się opinie, że „prezydent chce iść na wojnę z Ameryką”, głosy podkreślające jego brak wrażliwości na niesprawiedliwości społeczne i brak umiejętności spojrzenia na sedno problemu.

Insurrection Act z 1807 r. rzeczywiście pozwala prezydentowi na zaangażowanie sił wojskowych wewnątrz kraju w celu zaprowadzenia porządku. W większości przypadków musi mieć sygnał od lokalnych władz, że takie posiłki są potrzebne, ale w kilku rejonach nie musi tego konsultować z lokalnymi władzami.

Tak jest w Waszyngtonie DC. Stąd w poniedziałek na ulicach obok policji i funkcjonariuszy Secret Service pokazał się batalion z Fort Bragg, a nad miastem latały wojskowe helikoptery Black Hawk i Lakota w celu przestraszenia protestujących.

Mimo że kilka minut wcześniej Trump nazwał się „sprzymierzeńcem pokojowych protestów” tuż po jego wystąpieniu w Rose Garden, siły policyjne i wojskowe użyły gazu łzawiącego oraz granatów błyskowych, by rozgonić grupy spokojnie pikietujące przed Białym Domem, tak aby prezydent mógł przejść do częściowo zdewastowanego noc wcześniej kościoła św. Jana. Tam z Biblią w ręce pozował do zdjęć.

– To była bezwstydna demonstracja siły – powiedziała burmistrz Waszyngtonu Muriel Bowser, a biskup diecezji episkopalnej Mariann Edgar Budde powiedziała, że jest „oburzona, że prezydent poszedł od kościoła po tym, jak postraszył kraj siłami wojskowymi”.

– Potrzebujemy prezydenta, który jest w stanie zjednoczyć i pomóc w zagojeniu się ran. A on, przeciwnie, dzieli – dodała.

Dzienne i nocne protesty

W poniedziałek siódmy dzień z rzędu Amerykanie wyszli na ulice miast, by wyrazić swój protest wobec śmierci czarnoskórego Geroge’a Floyda z rąk białego policjanta w Minneapolis. To kolejna noc, kiedy dochodziło do starć z policją. Nie pomogły godziny policyjne wprowadzane w dziesiątkach miast w całym kraju. Protestujący blokowali mosty i ulice, palili samochody, dewastowali i rabowali sklepy, zapominając o pandemii i zniszczeniu, jakiego dokonała w gospodarce.

Setki uczestników zamieszek każdej nocy jest aresztowanych, setki protestujących i funkcjonariuszy policji odnosi obrażenia. Wśród rannych, a także aresztowanych są reporterzy i fotoreporterzy, którzy relacjonują wydarzenia na ulicach i donoszą o przypadkach nadużycia siły przez policję.

Część protestów, szczególnie tych prowadzonych w ciągu dnia, to pokojowe pikiety. W wielu miastach, od Minneapolis, przez Boston po Los Angeles i Denver, grupy wolontariuszy sprzątają po nocnych zamieszkach, tłumacząc, że w ten sposób chcą ulżyć zdewastowanemu miastu, ale też, żeby protesty w słusznej sprawie – czyli przeciwko niesprawiedliwości społecznej – nie zostały przytłumione przez akty wandalizmu. – Martwimy się, że to przesłanie zagubi się w przemocy – mówiła mediom Justine Sandoval z organizacji Denver Young Democrats, która w niedzielę zorganizowała sprzątanie miasta.

Cenzurować czy nie?

Protesty i zamieszki, które od tygodnia zaburzają spokój w powracającej do życia Ameryce, stały się przedmiotem teorii spiskowych przekazywanych w mediach społecznościowych. Setki wpisów na Twitterze i Facebooku donoszą o tym, że George Floyd tak naprawdę nie umarł, a protesty finansuje George Soros, miliarder wspierający demokratów.

By położyć kres rozpowszechnianiu fake newsów, w poniedziałek setki pracowników Facebooka przystąpiły do „wirtualnego protestu”. Chodzi im głównie o niepoparte faktami wpisy na Facebooku i stwierdzenia prezydenta Trumpa.

– Pełna nienawiści retoryka nawołująca do przemocy w stosunku do czarnoskórych uczestników protestów nie kwalifikuje się do uzasadnienia wolnością wypowiedzi – powiedział pracownik Facebooka, którego imienia prasa nie wymienia. Twitter zaczął cenzurować mijające się z prawdą wpisy prezydenta, ale właściciel Facebooka Mark Zuckerberg odmówił działania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA