- Biorę odpowiedzialność za wszystkie działania, do których się przyznałem. I moje własne, i te, w które był zaangażowany prezydent Donald Trump - powiedział Michael Cohen. Sąd skazał go wczoraj na trzy lata więzienia.

Cohen został skazany m.in. za kłamstwa dotyczące budowy Trump Tower w Moskwie 

2

- utrzymywał wcześniej, że negocjacje w tej sprawie zakończyły się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA, co okazało się nieprawda.

Adwokat poinformował, że ma więcej do powiedzenia na temat tego, co nazwał "brudnymi czynami" Donalda Trumpa. Informacje ma przekazać, gdy Robert Mueller zakończy dochodzenie w sprawie ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w USA w 2016 roku i ewentualną zmowę ze współpracownikami kampanii Trumpa.

- Powtarzająca się kłamstwa pana Trumpa nie mogą zaprzeczać faktom - powiedział obrońca Cohena.

Przed sądem Cohen płakał. Opisywał swoje rozczarowanie Trumpem i powiedział, że "ślepo zaufał" prezydentowi. - Żyję w osobistym i psychicznym więzieniu od dnia, którym przyjąłem tę pracę - powiedział.

- To moja słabość i ślepa lojalność wobec tego człowieka skłoniła mnie do wyboru drogi ciemności. Czułem, że moim obowiązkiem jest ukrycie jego brudnych czynów - dodał.