fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Surowe kary dla chuliganów: pseudokibic zamiast iść na mecz, zostanie w domu

123RF
Surowe i szybkie kary mają zniechęcić stadionowych chuliganów do burd.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zapowiada zero tolerancji dla pseudokibiców. Przygotowuje projekt zmian w przepisach, w którym stawia na nieuchronność kary. Myśli też o trzymaniu chuliganów w aresztach domowych przed meczem, w trakcie i po jego zakończeniu.

Najnowsze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości pokazują, że sądy nie są srogie dla pseudokibiców. Spada liczba stadionowych zakazów, mniej jest grzywien i nagan. Tymczasem burdy podczas rozgrywek piłkarskich stają się coraz poważniejsze. Trzy dni temu doszło do zamieszek z udziałem kibiców Legii Warszawa w Madrycie przed meczem Ligi Mistrzów, przegranym przez mistrzów Polski 1:5. Wcześniej niespokojnie było także w Łodzi i Katowicach przy okazji derbowych spotkań.

Lekka ręka sądów

W sumie w 2013 i 2014 r. wszczęto postępowanie w stosunku do tysiąca stadionowych chuliganów (wykroczenia i przestępstwa). W 2015 r. było 900 spraw, a w pierwszej połowie 2016 r. 446. Mniej jest też grzywien: z 300 w 2013 r. spadła do 100 w pierwszej połowie tego roku. Ubywa też zakazów stadionowych: 641 w 2013 r., 200 w pierwszych sześciu miesiącach 2016 r.

Sprawy stadionowych chuliganów są prowadzone najczęściej na podstawie przepisów ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.

– Na pytanie, dlaczego sądy są łagodne dla kiboli, nie ma dobrej odpowiedzi – mówi sędzia Krzysztof Szaflarek. Tłumaczy, że chociaż nie są to sprawy skomplikowane dowodowo, to jednak masowość sprawia, że trudno przypisać każdemu z uczestników zajścia konkretny zarzut i winę. A jeśli do tego nie dojdzie, nie ma mowy o skazaniu.

– A to właśnie z nich rozlicza nas zawsze Ministerstwo Sprawiedliwości. Statystyki nie oddają prawdy. Sąd musi się zmierzyć z każdą sprawą, a w razie uniewinnienia czy odstąpienia od wymierzenia kary sprawy lądują w innych rubrykach, tak jakby ich nie było – dodaje sędzia.

– Sądy same nie załatwią spraw stadionowych chuliganów – mówi dr Mateusz Wrona z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tłumaczy, że do walki muszą się włączyć same kluby. Nie tylko zresztą one. Potrzebne są także dobre przepisy i sprawne służby. Dr Wrona podaje przykład Wielkiej Brytanii, która w latach 80. miała poważny problem z chuligaństwem na stadionach. Dziś jest tam spokojnie. Nie wystarczyło jednak wprowadzenie zasady zero tolerancji dla chuligaństwa. Wdrożono cały pakiet środków. Podwyższono m.in. cenę biletów na mecze, średni kosztuje 31 funtów, najtańszy na mecz dobrej drużyny 52 funty. Dla porównania w Polsce najtańszy bilet na mecz ligowy można kupić za 20–30 zł. Na angielskich stadionach postawiono cele, by zatrzymanych nie trzeba było wozić do sądów, zlikwidowano też miejsca stojące.

Czy w najgorętszej ostatnio sprawie władze Legii Warszawa zrobiły wszystko, co mogły?

– Od lat zabiegamy o bezpieczne stadiony – zapewnia Seweryn Dmowski, dyrektor Legii ds. komunikacji z mediami. Dodaje, że skoro to nie zadziałało, klub sięgnie po kolejne obostrzenia. Kibice ukarani klubowymi zakazami nie będą mogli – nawet gdy te wygasną – kupić biletu na mecz. Klub kończy też z masowymi wyjazdami kibiców na zagraniczne mecze.

– Będzie jeździć najwyższej kilkaset osób, a każda zostanie podwójnie prześwietlona, zanim kupi bilet – tłumaczy.

– W walce z pseudokibicami trzeba być bezwzględnym i szybkim. Doskonale mogą się sprawdzić sądy 24-godzinne. Przydałyby się też surowe kary. Chuliganów można przestraszyć – uważa dr Jędrzej Kraśko, kryminolog. Dodaje, że pomóc może system dozoru elektronicznego. Wystarczy na czas przed meczem, w trakcie i po nim zatrzymać w domu najgroźniejszych chuliganów. Można też kazać im się stawiać na wybranym komisariacie policji, by nie pojawiali się w pobliżu stadionów.

Płacimy wszyscy

Ważne są też koszty, jakie idą na zabezpieczenie meczów piłkarskich.

– Jako miasto nie ponosimy kosztów organizacji meczów Ruchu – mówi Karolina Skórka z Urzędu Miasta Chorzowa. – Te zgodnie z przepisami pokrywa organizator – dodaje.

Kosztów bezpośrednio związanych z bezpieczeństwem nie ponosi także Łódź.

– Za bezpieczeństwo w mieście odpowiada policja, natomiast straż miejska jest jedynie obserwatorem, który sprawdza, czy taka impreza masowa przebiega zgodnie ze zgłoszeniem – informuje Grzegorz Gawlik z Urzędu Miasta Łodzi. Dodaje, że patrole policji i straży są kierowane na ulice w ramach pełnionej służby.

Podobnie jest w Zabrzu. Tam koszty bezpieczeństwa spadają na Górnika.

– Koszt zabezpieczenia jednego meczu dla Górnika Zabrze wynosi ok. 37 tys. zł – informuje Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy miasta. – Składa się na niego ochrona, zabezpieczenie medyczne, techniczne, przeciwpożarowe oraz monitoring – wylicza.

Gdynię z kolei obciążają głównie koszty związane z koniecznością zmiany organizacji ruchu w związku z rozgrywanym meczem.

– Jedno spotkanie to koszt rzędu 7,3 tys. zł, a skoro w roku rozgrywanych jest średnio 19 spotkań, w sumie wychodzi 138 tys. zł rocznie – informuje Sebastian Drausal, rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Gdyni. – Dodatkowo, na wniosek policji, gdy rozgrywane są mecze ekstraklasy i podwyższonego ryzyka, zapewniamy płoty i bariery, których jednorazowy wynajem kosztuje miasto ok. 5 tys. zł – dodaje.

Minister Zbigniew Ziobro podczas czwartkowej konferencji prasowej zapowiedział, że inne będzie karanie chuliganów. Projekt zmian w kodeksie karnym ma być gotowy za dwa, trzy miesiące.

O potrzebie zmian mówią też posłowie. W czwartek podczas posiedzenia sejmowej podkomisji padł pomysł przygotowania nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.

– Powinniśmy zacząć pracować nad nowelizacją, bo ustawa już nie przystaje do rzeczywistości. Dochodzi do tragedii i czas z tym skończyć – mówili posłowie.

—współpraca Michał Cyrankiewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA