fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Zmiany w prawie karnym: społeczeństwo żąda surowych kar, ale za utrzymanie skazanych nie chce płacić

Fotolia.com
Społeczeństwo żąda surowych kar, ale za utrzymanie skazanych nie chce płacić. Skutkiem rządowej noweli kodeksu będzie wydatek setek milionów zł, a kosztów w ogóle nie oszacowano.

Parafrazując Miltona Friedmana, nie ma czegoś takiego jak darmowe więzienia. Rządy zdają się jednak o tym zapominać, zwłaszcza gdy zaostrzanie prawa karnego przekładać się może na głosy wyborców. Obecnie procedowana nowelizacja kodeksu karnego radykalnie zaostrzająca kary za poszczególne przestępstwa oraz zmieniająca zasady ich wymiaru (eliminując praktycznie całkowicie warunkowe zawieszenie i kary wolnościowe za mniej groźne przestępstwa) jest doskonałym przykładem braku fiskalnej wyobraźni.

Nikt nie mówi o kosztach

Niezależnie od mniej lub bardziej fundamentalnych mankamentów tej noweli (temu poświęcono sążniste opinie oraz konferencje prasowe), kwestia jej kosztów nie była praktycznie nigdzie podnoszona. Wydaje się to ciekawe, gdyż nic tak nie działa na wyborców jak komunikat, że z ich podatków utrzymywany jest przestępca. Pamiętajmy, że jednym z bardziej perswazyjnych (choć dalece nieprzemyślanych i w sumie prymitywnych) argumentów za wprowadzeniem kary śmierci jest ten fiskalny – dlaczego społeczeństwo ma utrzymywać mordercę do końca jego dni?

To ukazuje w pełni paradoks myślenia o karaniu: z jednej strony społeczeństwo żąda krwi, a z drugiej nie bardzo chciałoby za to płacić. Ujawnił się on w USA, o czym pisałem na portalu karne24.com, gdy preferencje demokratów i republikanów zbiegły się niespodziewanie i zaowocowały ogromną reformą karania. System penitencjarny w końcu okazał się za drogi i przeludniony z uwagi na zbytnią punitywność prawa karnego.

Resort dobrze wie

I tutaj dochodzimy do clou problemu: argument o kosztach prizonizacji jest aktualny w każdym przypadku zaostrzania prawa karnego. I najpewniej doskonale zdawało sobie z tego sprawę Ministerstwo Sprawiedliwości, gdyż projekt noweli wbrew art. 118 ust. 3 Konstytucji RP i regulaminowi pracy Rady Ministrów nie zawierał finansowej oceny skutków regulacji. Jak wskazywaliśmy w opinii KIPK, koszty tak złożonej nowelizacji są naturalnie niezwykle trudne do obliczenia z uwagi na czynniki, które są zmienne i nieszacowalne (np. punitywność samych sędziów). Jednak pewne dane są na tyle „twarde", że na ich podstawie nie można próbować analizować perspektyw finansowych zamykania większych rzesz osób w więzieniach. Bo nie łudźmy się – do tego tylko i wyłącznie sprowadza się sens noweli.

A więc koszt utrzymania jednego osadzonego to 3518 zł/miesiąc, co daje 42 219 zł/rok. Populistycznie mówiąc – są to dwa etaty z płacą minimalną, jakie państwo mogłoby stworzyć lub dodatkowe siedem świadczeń 500+ rocznie czy też 140 wyprawek szkolnych 300+. Ma to naturalnie sens w skali – 1000 dodatkowych osadzonych na rok to 2000 etatów, 7000 świadczeń 500+ lub 140 tys. wyprawek!

Robi wrażenie? W populistycznym świecie powinno.

W liczbach bezwzględnych: osadzenie dodatkowo 1000 osób w zakładach karnych na rok to koszt 42 milionów PLN. A to w perspektywie planowanego zaostrzenia – przysłowiowa drobnica.

Setki milionów więcej

Może warto pewne obliczenia eksperckie wyłożyć szerszej publice. Gdyby tylko, bazując na danych Ministerstwa Sprawiedliwości za 2017 r., orzekano wobec sprawców przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu średnio rok pozbawienia wolności więcej niż obecnie, to koszt takiej operacji wyniósłby dodatkowo 224 mln zł. Tyle wydalibyśmy jako podatnicy na ich utrzymanie przez ten dodatkowy rok. A gdybyśmy zredukowali wobec tych sprawców kary pozbawienia wolności w zawieszeniu za te przestępstwa (co się zapewne stanie) o 50 proc. i sądy orzekały w zamian rok bezwzględnej kary? Dodatkowo – 157 milionów złotych. A pozbycie się kar wolnościowych (też spodziewany efekt noweli) wobec tej grupy? Zamiast 50 proc. kar wolnościowych, orzekając sześć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności musimy wysupłać dodatkowe 274,5 miliona złotych. I tak co roku...

Te obliczenia nie biorą pod uwagę jeszcze jednego, a może i kluczowego elementu: nie mamy tyle miejsc w więzieniach. A przypomnijmy – już na odbycie kary oczekuje grupa ok. 40 000 skazanych (nie wszyscy ją odbędą, z uwagi na np. ukrywanie się). Globalne zaostrzenie kar spowoduje nagły przypływ nowych skazanych, których liczby należy szacować w tysiącach.

Pojawią się także osoby, którym dziś wymierzono by karę np. ośmiu lat pozbawienia wolności, a według nowych przepisów 15, a może i 20 lat. Wybudowanie nowych więzień kosztuje i to niemało. A co z dodatkowymi etatami dla Służby Więziennej? To są wszak realne koszty, które szczęśliwie dla rządzących pojawią się w pełnej okazałości za dwie, trzy kadencje parlamentu. I jak to zawsze bywa – za nadmierne wydatki obwiniać będziemy tych, którzy będą wtedy przy władzy. Cóż – taki już urok populizmu penalnego.

Autor jest dr. nauk prawnych w Katedrze Prawa Karnego UJ, ekspertem Fundacji Krakowski Instytut Prawa Karnego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA