fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Więcej wolnego czasu w prezencie od pracodawcy

123RF
Zabiegając o pracowników, firmy rozwijają ofertę świadczeń pozapłacowych, czyli benefitów. I szukają rozwiązań, które pozwolą się wyróżnić.

Przed kilkoma laty media na całym świecie rozpisywały się o nowym beneficie, jaki zaoferowali swoim pracownicom Facebook i Apple – fundując im zabieg zamrożenia komórek jajowych. Przy okazji przypominano, że Apple pokrywa też pracownikom większość kosztów adopcji dziecka, zaś Google oferuje pośmiertny benefit dla rodziny zmarłego pracownika – połowę jego pensji przez dziesięć lat.

Rozbudowany pakiet świadczeń pozapłacowych, który co jakiś czas jest wzbogacany o jakąś nietypową nowość, to sprawdzony sposób spółek technologicznych, by przyciągnąć uwagę mediów i wzmocnić markę pracodawcy.

Rynek wymusi zmiany

W Polsce, jak wynika z badań firmy Sedlak & Sedlak, większość firm podchodzi do kwestii pozapłacowego motywowania załogi dość konserwatywnie i oszczędnie. Pracownicy najczęściej mogą liczyć na karnety na zajęcia sportowe, ubezpieczenie na życie i służbowe telefony komórkowe.

Stopniowo jednak pracodawcy przekonuje się do nowych pomysłów na benefity. Pionierami są zwykle spółki międzynarodowych korporacji, które jako pierwsze wprowadziły w biurach darmowe świeże warzywa i owoce oraz masaże w godzinach pracy.

– Tak zwany rynek pracownika wymusza na pracodawcach większe inwestycje w uatrakcyjnianie oferty dla kandydatów – podkreśla Monika Hryniszyn, dyrektor personalna w agencji zatrudnienia Randstad, komentując najnowszą edycję jej badania „Plany pracodawców". Prawie 60 proc. ankietowanych firm ocenia tam, że potencjalni pracownicy mają coraz wyższe wymagania pozapłacowe i chcąc być atrakcyjnym pracodawcą, trzeba oferować coraz ciekawsze benefity.

Na ten trend liczą firmy, które chcą się przebić na polskim rynku z benefitem typu concierge, popularnym od lat w USA. W Polsce dotychczas znali go głównie klienci bankowości prywatnej dostający jako bonus usługę wsparcia osobistego asystenta, który pomaga w załatwieniu różnych prywatnych spraw.

Dotrzeć do HR-owca

Pionierem benefitów concierge była przed trzema laty spółka Libentis. Rosnące problemy firm ze zdobyciem pracowników zdawały się sprzyjać rozwojowi jej usług, tym bardziej że Polacy są od lat w światowej czołówce zapracowanych narodów. Na resztę, w tym sen, posiłki, obowiązki domowe i rozrywkę, zostaje im 14,2 godziny na dobę. Marcin Sobczak, prezes Libentis, przyznaje jednak, że rynek okazał się trudniejszy, niż przewidywali. Główna bariera to mentalność pracowników i HR-owców. – Polak z reguły jest zosią samosią. Ma trudności z delegowaniem zadań, które zwykle sam wykonuje. Szczególnie wtedy, gdy musi pokryć część kosztów, a wiele firm stosuje teraz zasadę współpłacenia pracowników za benefity – tłumaczy Sobczak. Z kolei działy HR ostrożnie wprowadzają rynkowe nowinki; wolą sprawdzone, popularne świadczenia. Dlatego też Libentis zmienia teraz model biznesowy, integrując menedżera osobistego ze swoją usługą superasystent kierowaną do małych firm i rozliczaną godzinowo. Być może zaoferuje ją też jako benefit, tym bardziej że może liczyć na wsparcie w promocji tej nowości.

Od zeszłego roku o rynek walczy bowiem dynamiczny startup AskHenry.pl. Jego współzałożyciel i prezes Norbert Szmit (były specjalista usług concierge w Noble Banku) liczy, że oferta znana od lat wśród zamożnych klientów banków przyjmie się również wśród pracowników firm. Także tych mniejszych. – Naszym celem są wszystkie firmy, które mają problem z rekrutacją dobrych fachowców i specjalistów – wyjaśnia w rozmowie z „Rz". Na razie AskHenry pozyskał dziesięciu klientów w Warszawie, głównie spółki średniej wielkości, ale coraz częściej na przetestowanie nowego benefitu decydują się też duże firmy.

Przekonać pracownika

Największe wyzwanie? To związane z edukacją rynku i brakiem znajomości usług typu concierge na polskim rynku – przyznaje Szmit. Ten brak wiedzy dotyczy zarówno działów HR, jak i pracowników, których trzeba przekonać do korzyści ze wsparcia personalnego asystenta. Pomaga w tym jego fizyczna obecność w firmie. AskHenry, obok zdalnej pomocy w rezerwacji biletów, stolika w restauracji albo wezwaniu fachowca, ma też pracowników, którzy dwa–trzy razy w tygodniu przyjeżdżają do klienta. Wtedy na miejscu mogą przyjąć zamówienia np. na zaniesienie butów do szewca, a przy okazji wyjaśnić, na czym polega usługa.

– Osobisty kontakt pomaga pokonać początkowy brak zaufania. Z czasem ludzie przekonują się, że nie naciągamy ich na drogie usługi. Wręcz przeciwnie, możemy zlecić je taniej, co pozwala zaoszczędzić nie tylko czas, ale i pieniądze – podkreśla Szmit. Jak dodaje, asystenci AskHenry zdobywali już m.in. niedostępne bilety VIP na paradę smoków w Krakowie i pomagali w wyrobieniu irańskiej wizy. Na co dzień pracownicy najchętniej korzystają ze wsparcia przy typowych domowych zajęciach, jak dostarczenie i odbiór rzeczy z pralni, butów od szewca albo odbiór paczek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA