Reklama
Rozwiń
Reklama

Więcej wolnego czasu w prezencie od pracodawcy

Zabiegając o pracowników, firmy rozwijają ofertę świadczeń pozapłacowych, czyli benefitów. I szukają rozwiązań, które pozwolą się wyróżnić.

Aktualizacja: 25.07.2017 22:35 Publikacja: 25.07.2017 19:31

Więcej wolnego czasu w prezencie od pracodawcy

Foto: 123RF

Przed kilkoma laty media na całym świecie rozpisywały się o nowym beneficie, jaki zaoferowali swoim pracownicom Facebook i Apple – fundując im zabieg zamrożenia komórek jajowych. Przy okazji przypominano, że Apple pokrywa też pracownikom większość kosztów adopcji dziecka, zaś Google oferuje pośmiertny benefit dla rodziny zmarłego pracownika – połowę jego pensji przez dziesięć lat.

Rozbudowany pakiet świadczeń pozapłacowych, który co jakiś czas jest wzbogacany o jakąś nietypową nowość, to sprawdzony sposób spółek technologicznych, by przyciągnąć uwagę mediów i wzmocnić markę pracodawcy.

Rynek wymusi zmiany

W Polsce, jak wynika z badań firmy Sedlak & Sedlak, większość firm podchodzi do kwestii pozapłacowego motywowania załogi dość konserwatywnie i oszczędnie. Pracownicy najczęściej mogą liczyć na karnety na zajęcia sportowe, ubezpieczenie na życie i służbowe telefony komórkowe.

Stopniowo jednak pracodawcy przekonuje się do nowych pomysłów na benefity. Pionierami są zwykle spółki międzynarodowych korporacji, które jako pierwsze wprowadziły w biurach darmowe świeże warzywa i owoce oraz masaże w godzinach pracy.

Reklama
Reklama

– Tak zwany rynek pracownika wymusza na pracodawcach większe inwestycje w uatrakcyjnianie oferty dla kandydatów – podkreśla Monika Hryniszyn, dyrektor personalna w agencji zatrudnienia Randstad, komentując najnowszą edycję jej badania „Plany pracodawców". Prawie 60 proc. ankietowanych firm ocenia tam, że potencjalni pracownicy mają coraz wyższe wymagania pozapłacowe i chcąc być atrakcyjnym pracodawcą, trzeba oferować coraz ciekawsze benefity.

Na ten trend liczą firmy, które chcą się przebić na polskim rynku z benefitem typu concierge, popularnym od lat w USA. W Polsce dotychczas znali go głównie klienci bankowości prywatnej dostający jako bonus usługę wsparcia osobistego asystenta, który pomaga w załatwieniu różnych prywatnych spraw.

Dotrzeć do HR-owca

Pionierem benefitów concierge była przed trzema laty spółka Libentis. Rosnące problemy firm ze zdobyciem pracowników zdawały się sprzyjać rozwojowi jej usług, tym bardziej że Polacy są od lat w światowej czołówce zapracowanych narodów. Na resztę, w tym sen, posiłki, obowiązki domowe i rozrywkę, zostaje im 14,2 godziny na dobę. Marcin Sobczak, prezes Libentis, przyznaje jednak, że rynek okazał się trudniejszy, niż przewidywali. Główna bariera to mentalność pracowników i HR-owców. – Polak z reguły jest zosią samosią. Ma trudności z delegowaniem zadań, które zwykle sam wykonuje. Szczególnie wtedy, gdy musi pokryć część kosztów, a wiele firm stosuje teraz zasadę współpłacenia pracowników za benefity – tłumaczy Sobczak. Z kolei działy HR ostrożnie wprowadzają rynkowe nowinki; wolą sprawdzone, popularne świadczenia. Dlatego też Libentis zmienia teraz model biznesowy, integrując menedżera osobistego ze swoją usługą superasystent kierowaną do małych firm i rozliczaną godzinowo. Być może zaoferuje ją też jako benefit, tym bardziej że może liczyć na wsparcie w promocji tej nowości.

Od zeszłego roku o rynek walczy bowiem dynamiczny startup AskHenry.pl. Jego współzałożyciel i prezes Norbert Szmit (były specjalista usług concierge w Noble Banku) liczy, że oferta znana od lat wśród zamożnych klientów banków przyjmie się również wśród pracowników firm. Także tych mniejszych. – Naszym celem są wszystkie firmy, które mają problem z rekrutacją dobrych fachowców i specjalistów – wyjaśnia w rozmowie z „Rz". Na razie AskHenry pozyskał dziesięciu klientów w Warszawie, głównie spółki średniej wielkości, ale coraz częściej na przetestowanie nowego benefitu decydują się też duże firmy.

Przekonać pracownika

Największe wyzwanie? To związane z edukacją rynku i brakiem znajomości usług typu concierge na polskim rynku – przyznaje Szmit. Ten brak wiedzy dotyczy zarówno działów HR, jak i pracowników, których trzeba przekonać do korzyści ze wsparcia personalnego asystenta. Pomaga w tym jego fizyczna obecność w firmie. AskHenry, obok zdalnej pomocy w rezerwacji biletów, stolika w restauracji albo wezwaniu fachowca, ma też pracowników, którzy dwa–trzy razy w tygodniu przyjeżdżają do klienta. Wtedy na miejscu mogą przyjąć zamówienia np. na zaniesienie butów do szewca, a przy okazji wyjaśnić, na czym polega usługa.

– Osobisty kontakt pomaga pokonać początkowy brak zaufania. Z czasem ludzie przekonują się, że nie naciągamy ich na drogie usługi. Wręcz przeciwnie, możemy zlecić je taniej, co pozwala zaoszczędzić nie tylko czas, ale i pieniądze – podkreśla Szmit. Jak dodaje, asystenci AskHenry zdobywali już m.in. niedostępne bilety VIP na paradę smoków w Krakowie i pomagali w wyrobieniu irańskiej wizy. Na co dzień pracownicy najchętniej korzystają ze wsparcia przy typowych domowych zajęciach, jak dostarczenie i odbiór rzeczy z pralni, butów od szewca albo odbiór paczek.

Praca
Dyrektywa UE ma poprawić warunki pracy milionów osób. Kiedy wprowadzi ją Polska?
Praca
Wielka reforma systemu służby cywilnej USA. Donald Trump zacieśnia kontrolę
Praca
Między technologiami i komfortem pracowników
Praca
Świetny specjalista, fatalny szef. W tę pułapkę wpada wiele polskich firm
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama