fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Łatwiej stracić fotel prezesa, zwłaszcza za naruszenie etyki

Adobe Stock
Do niespełna sześciu lat skróciła się w zeszłym roku średnia kadencja prezesów największych firm na świecie. 20 lat temu wynosiła osiem lat. Większość zmian była zaplanowana.

Ambitni młodzi ludzie celujący w fotel prezesa dużej firmy muszą się liczyć z tym, że nie będzie to posada na długie lata. I coraz trudniej ją utrzymać, będąc na bakier z etyką. Przekonali się o tym szefowie 17,5 proc. czołowych firm na świecie, które w ubiegłym roku wymieniły lidera. Ten odsetek zmian to rekord w historii badania prowadzonego przez firmę doradczą Strategy& z grupy PwC, która od początku tego stulecia analizuje rotacje na czele 2500 największych spółek publicznych świata.

Dotychczas rekordowy pod względem odsetka zmian prezesów był 2015 r., gdy dotknęły one 16,6 proc. firm. Do ubiegłorocznego wzrostu wskaźnika rotacji przyczyniły się spółki w Europie Zachodniej (19,8 proc.) i w krajach BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), gdzie wymieniono 21,6 proc. szefów największych spółek giełdowych. Eksperci Strategy& zwracają uwagę, że praca szefa dużej firmy staje się coraz bardziej wymagająca i coraz mniej stabilna. W 2000 r. menedżer obejmujący fotel prezesa mógł liczyć na co najmniej ośmioletnią kadencję, teraz skróciła się ona do niespełna sześciu lat.

Pomimo to całkiem sporej grupie top menedżerów udaje się utrzymać w fotelu znacznie dłużej – niemal co piąty prezes czołowej spółki zarządza nią od co najmniej dekady, a jego średni staż to 14 lat. Co prawda wśród tych długodystansowców przeważają założyciele firm albo charyzmatyczni wizjonerzy, pod rządami których firmy przeszły gruntowną transformację. Do takich menedżerów zaliczali się: Jack Welch z GE, jego następca Jeffrey Immelt (kierował koncernem przez 17 lat), no i Steve Jobs, legenda Apple'a.

Podobnie jest też w Polsce; w spółkach z warszawskiej giełdy szefowie z rekordowym stażem to często założyciele firm, np. Janusz Filipiak z Comarchu, Adam Góral z Asseco Poland, Marek Piechocki z LPP, Jarosław Szanajca z Dom Development.

Są też weterani z zewnątrz: Dariusz Orłowski z Wawelu, Karina Wściubiak-Hankó z Alchemii, lecz jest ich znacznie mniej.

Rok 2018 r. przyniósł wzrost wskaźnika rotacji szefów spółek na GPW (do 17 proc.), a przyczyniły się do tego spółki pod kontrolą Skarbu Państwa. Co prawda nie był to rekord rotacji szefów – ten padł w 2016, gdy prezesa wymieniło ponad 21 proc. spółek. Jednak po spokojnym 2017 r. (13,6 proc.) była to spora zmiana.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekonomistka z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę, że najwięcej wymian w zarządach jest w czasach, gdy koniunktura gospodarcza słabnie albo się poprawia. W okresie hossy spółki stawiają na menedżerów bardziej skłonnych do ryzyka, którzy potrafią wyławiać nowe rynkowe szanse, zaś w czasach osłabienia koniunktury potrzebne są kompetencje z zarządzania płynnością.

Prof. Dorota Dobija, ekspert ds. ładu korporacyjnego z Akademii Leona Koźmińskiego, ocenia, że wymianom szefów sprzyja bardzo konkurencyjny rynek, na którym coraz trudniej o wzrost przychodów. W rezultacie wiele spółek zaczyna się rozglądać za menedżerami, którzy zapewnią im nowe podejście do biznesu, nowe spojrzenie na rynek. Szukają tzw. świeżej krwi, którą znajdują w młodym pokoleniu szefów.

Dotyczy to nie tylko Polski, co potwierdza przeprowadzona w maju tego roku, ale ogłoszona jesienią 2018 r. zmiana w fotelu prezesa koncernu Daimler, który po 13 latach - dwa lata przed upływem kadencji – opuścił Dieter Zetsche. Zastąpił go niemal o dwie dekady młodszy 49-letni Szwed, Ola Källenius (entuzjasta aut elektrycznych i hybrydowych), który dotychczas kierował działem B+R Mercedesa. Källenius jest nie tylko najmłodszym szefem w historii Daimlera, ale i pierwszym, który nie jest Niemcem.

Wymiana prezesa Daimlera nie była jednak zaskoczeniem, a nowy szef jest związany z firmą praktycznie od początku swojej kariery. Największe spółki giełdowe na świecie rozważnie bowiem szukają świeżej krwi i zwykle starannie przygotowują się do wpuszczenia jej w firmowy krwiobieg.

Według analizy Strategy& ponad dwie trzecie ubiegłorocznych rotacji prezesów to zaplanowane zmiany sukcesyjne. W taki sposób przebiega zwykle wymiana długoletnich szefów, których miejsce zajmują z reguły firmowi insiderzy, czyli menedżerowie związani od lat z firmą i starannie przygotowywani do stanowiska. Tylko 17 proc. zeszłorocznych zmian szefów odbyło się z udziałem outsidera, czyli menedżera spoza firmy. Jeszcze mniej (15 proc.) z udziałem cudzoziemca - osoby spoza macierzystego rynku spółki.

Insiderzy nie zawsze jednak odnoszą sukces. Autorzy raportu przypominają, że następca Jeffreya Immelta w GE, długoletni menedżer tej firmy John Flannery, zaledwie po 1,2 roku został odwołany ze stanowiska, podwyższając odsetek wymuszonych rotacji prezesów w 2017 r. Wtedy i tak było ich zdecydowanie mniej niż w ubiegłym roku, gdy co piąta wymiana szefa była wymuszona (łącznie 3,6 proc. – najwięcej od kryzysowego roku 2008). Jak zwracają uwagę eksperci Strategy&, w zeszłym roku po raz pierwszy więcej prezesów straciło posadę z powodów naruszeń zasad etyki – np. udowodnionej korupcji, skandali seksualnych czy środowiskowych niż wskutek słabych wyników finansowych firmy.

Jest to odbiciem społecznego nastawienia – malejącej tolerancji wobec nagannych postępków top menedżerów – a także podejścia regulatorów rynkowych, którzy systematycznie podwyższają standardy działalności spółek publicznych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA