fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Powstanie Warszawskie

Wanda Traczyk-Stawska: Tyson w klipie o Powstaniu to skandal

Wanda Traczyk-Stawska, psycholog, działaczka podziemia niepodległościowego w czasie II wojny światowej, żołnierz Armii Krajowej, uczestniczka Powstania Warszawskiego, przewodnicząca Społecznego Komitetu ds. Cmentarza Powstańców Warszawy.
Fotorzepa/Adam Burakowski
Uczcijmy powstanie dobrą, przyjazną atmosferą wobec siebie nawzajem - apeluje uczestniczka Powstania Warszawskiego.

Rzeczpospolita: Jaka jest dzisiaj pamięć Polaków o Powstaniu Warszawskim?

Wanda Traczyk-Stawska: Warszawiacy pamiętają, chociaż są to właściwie nowi warszawiacy, bo starzy powymierali. Ci, którzy z nami trwali w powstaniu, nie żyją lub są na odchodnym i pamięć o Powstaniu Warszawskim zaciera się u nich. Warszawiacy są zainteresowani historią powstania, są nim wzruszeni, gdy się o nim opowiada.

A nie jest tak, że pamięta się o was tylko przy okazji rocznicy?

Bardzo dobre pytanie. Widzi pan, tak się złożyło, że moje pokolenie pamiętało o powstańcach z 1863 roku. Nasi rodzice często byli uczestnikami walk legionowych lub pamiętali bardzo serdecznie o tych powstańcach, ale także w programie szkolnym, uczyliśmy się o nich. Chodziło się do miejsc, gdzie oni mieli miejsca swojego stałego pobytu. Ja chodziłam na Floriańską, gdzie byli mężczyźni i kobiety. Mieli swoje mundury, mieli bardzo dobre warunki. Ale co najważniejsze, Józef Piłsudski zaraz po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku powiedział, że powstańcy z 1863 roku są starszymi braćmi wojska. Całe lata chodziliśmy do nich, żeby z nimi rozmawiać, pomagać, zanosiliśmy im kwiaty. Przez cały rok, niezależnie od okazji. Jeśli prosiliśmy mojego tatę, żeby poszedł z nami do zoo, to odpowiadał: dobrze, ale najpierw pójdziemy do powstańców.

Czytaj także: 1 sierpnia bądźmy razem  

O was też się tak pamięta?

Absolutnie nie! Począwszy od tego, że nie mamy swojego domu, co jest dla mnie jako nauczyciela wielkim błędem. Uczy się o nas z podręczników historii, a my wciąż żyjemy. My, powstańcy, jesteśmy konkretem w garści! Muzeum Powstania Warszawskiego nie jest naszym domem. Nie można nas tam spotkać cały rok. Nie jest tak, że tam przebywamy i mamy bardzo dobre warunki. Dopiero teraz, po tylu latach, pomyślano o domu pobytu dla powstańców, dla starych powstańców. My już jesteśmy na odchodnym. I to jest bardzo późno. Inaczej, gdy jest się młodym człowiekiem i rozmawia się z dziećmi, a inaczej, gdy jest się zgrzybiałym staruszkiem. My wszyscy jesteśmy już po dziewięćdziesiątce. Popełniono wielki błąd w edukacji o Powstaniu Warszawskim, nie dbając o jego uczestników. Jeśli chce się, żeby młodzież pamiętała o powstaniu, przyjęła postawę patriotyczną, postawę obywatelską, która mówi, że każdy, kto jest obywatelem tego kraju, ma obowiązki i ma swoje prawa, to do obowiązków każdego Polaka należy obrona ojczyzny, kiedy jest zagrożona. My zawsze mieliśmy to mocno wbite w głowach, przez ciągłe kontaktowanie się z uczestnikami Powstania Styczniowego. 11 listopada był najważniejszym dniem roku, kiedy pierwsi w defiladzie byli uczestnicy z powstania 1863 roku. Oni nie szli, oni już jechali. My marzyliśmy o tym w Powstaniu Warszawskim, że kiedy ono się skończy zwycięsko, to będziemy szli zwycięsko z paradą alejami. Nie poszliśmy. Najpierw był PRL, a w wolnej Polsce nie bardzo się o nas pamięta.

Państwo nie dba o powstańców i pamięta tylko w rocznicę?

Nie mówię, że nie dba. Mówię, że wszystko jest spóźnione. Nigdy nie mogliśmy pójść z paradą, choć kiedy odzyskaliśmy niepodległość byliśmy na dwóch nogach i nie podpieraliśmy się laskami. A to bardzo ważne. 11 listopada powinien być dniem, kiedy pamięta się o tych, którzy walczyli o niepodległość Polski. To nie byli tylko legioniści, ale także my! Marzyliśmy, że pójdziemy razem z innymi uczestnikami walk o polską wolność– z lotnikami, z tymi od gen. Maczka, z tymi od gen. Andersa, z tymi, którzy przyszli ze Wschodu, ale my nigdy nie mieliśmy takiej możliwości. Nikt nam tego nie zaproponował, nikt nie zadbał o to, że jeśli chce się wychować młodzież w duchu pamięci o tym, że wolność nie jest dana raz na zawsze i trzeba być zawsze gotowym do obrony tej wolności, to trzeba pokazać przykład, jak się biło o tę wolność, jak ciężko się ją odzyskiwało, gdy się ją utraciło.

Dzisiaj młodzi ludzie noszą koszulki z Powstaniem Warszawskim, opaski na ramieniu, tytułują sobie kotwicę, są gotowi do walki, głosząc też takie hasła „Śmierć wrogom ojczyzny"...

Te hasła są najbardziej przerażające! Nie tylko „Śmierć wrogom ojczyzny", ale też te mówiące o białej Polsce, Polsce dla Polaków. Bardzo ważne jest, żebyśmy byli otwarci na innych. Polska historia mówi o naszej wielokulturowości, o tych, którzy w Polsce zostawali, walczyli za nią, żyli w niej i są Polakami. Nie może być tak, że jeśli ktoś nie urodził się w Polsce, a żyje tu, kocha ten kraj, chce dla niego pracować, nie może być Polakiem. Odbiera mu się prawo do polskości. Każdy, kto kocha Polskę, chce dla niej pracować, powinien móc tu żyć, pod warunkiem, że szanuje prawo, przestrzega Konstytucji RP i wie, jakie są jego prawa i obowiązki. To podstawa wiedzy obywatelskiej.

Ideały powstańców są bliskie dzisiejszej władzy?

Na jakiej podstawie miałabym tak myśleć? Na takiej, co się dla tych ludzi robi. Co się mówi, to za mało. Co się robi konkretnie? Przez lata, również wolnej Polski, żyliśmy w zapomnieniu.

Obecna władza zawłaszcza pamięć o Powstaniu Warszawskim?

Jest wiele słów, ale bardzo mało konkretnych działań. My już odchodzimy i nikt nas nie zatrzyma. Odchodząc, jesteśmy bardzo rozżaleni, szczególnie my ze Światowego Związku Żołnierzy AK.

Pamięć o Powstaniu Warszawskim udało się przywrócić dzięki Lechowi Kaczyńskiemu i inicjatywie budowy Muzeum Powstania Warszawskiego?

Pamięć o Powstaniu Warszawskim jest obowiązkiem każdego Polaka i obywatela tego kraju.

Dożyła pani czasów, kiedy pani głos jest słyszalny i władza, która oddaje cześć powstańcom, liczy się z pani głosem?

Ja dwa miesiące strzelałam w powstaniu, ale prawie 30 lat uczyłam dzieci niepełnosprawne. Kiedy poszłam do Sejmu i nie pozwolono mi nie tylko wejść, ale też usiąść, to poczułam się bardzo fatalnie. Dlaczego nie mam prawa wejść do Sejmu, jestem obywatelką tego kraju i jestem nauczycielką dzieci niepełnosprawnych? Dlaczego mnie tak traktowano? O jakich wartościach my mówimy? Nawet nikt mi nie zaproponował, żebym usiadła, gdy czekałam na szklankę wody. Nikt nie zaproponował, żebym usiadła! Dobrze, że nie zemdlałam, bo pracownicy Sejmu, którzy patrzyli jak stoję oparta o barierki i mi nie pomogli, mieliby niezły pasztet.

Sytuacja w Sejmie była wtedy szczególna. Był protest osób i dzieci niepełnosprawnych. Nikt do Sejmu nie był wpuszczany na jednorazowe przepustki. Może marszałek Sejmu obawiał się, że opozycja panią wykorzysta w proteście.

A kto miałby mnie wykorzystać? Mam 91 lat i za sobą czas, kiedy moja postawa wobec ojczyzny była zawsze jednako służebna. Nikt nie powinien nawet pomyśleć, że ja mogłabym coś źle zrobić dla kraju. Chciałam odwiedzić swoich uczniów i matki, z którymi przez prawie 30 lat współpracowałam. Chciałam z nimi porozmawiać i dodać im otuchy. Jestem ze szkoły, którą utworzyła Zdzisława Bytnarowa, matka „Rudego", jednej z pierwszych szkół specjalnych w Polsce. Tam uczyłam tyle lat i mogłam sprawdzić, jakim jestem człowiekiem i co mam za sobą. Dlaczego nie pozwolono mi wejść? Nikt mną nigdy nie manipulował, bo jestem człowiekiem, który ma swój kręgosłup i głowę, która myśli. Jak można było szarpać matki dzieci niepełnosprawnych na oczach unieruchomionych dzieci? Nie mogli wstać, będąc unieruchomionym, żeby mamie pomóc, a matka jest dla nich wszystkim!

Jedna z firm do „propowstańczej" reklamy wybrała Mike'a Tysona – skazanego za gwałt boksera. Dobry wybór?

To jest skandal! To rzecz, która nie mieści się w głowie. Podobnie jak te koszulki z Powstaniem Warszawskim. Zakłada je sobie taki, który później zatacza się lub chce bić innych za ojczyznę. Albo opaski. My zakładamy sobie opaski tylko na 1 sierpnia. Widok ludzi, którzy udają, że są nami, to obraza. Rozumiem, że 1 sierpnia chcą czcić naszą pamięć i wtedy zakładają koszulki dla nas i zachowują się przyzwoicie. Nie udawajcie powstańców, pomagajcie innym! Nie mogę patrzeć na tych, którzy nas udają, zakładają opaski i upijają się, grożąc innym.

Podobają się pani obchody w godzinę „W”, gdy centrum stolicy płonie od rac?

Absolutnie nie! Dlaczego w rocznicę Powstania Warszawskiego straszy się innych?! Po co przypominać w taki sposób, racami, petardami, groźnymi okrzykami tragizm tego zrywu? Uczcijmy powstanie dobrą, przyjazną atmosferą wobec siebie nawzajem. Wie pan, co mnie wzrusza? Gdy kierowca potrafi zatrzymać autobus w deszczu, wyjść z niego, żeby pomóc mi i koleżance idącej o dwóch laskach i wprowadzić nas do tego autobusu. To jest dla mnie patriotyzm i troska o bliźniego. Chciałabym, żeby nas, nie tylko powstańców, ale starszych ludzi, otaczano opieką. My już odchodzimy. Zasługujemy nie tylko na pamięć, ale i na szacunek za życia.

Czy z perspektyw czasu ma pani poczucie, że Powstanie Warszawskie było potrzebne? Nie było pomyłką?

Nikt, kto nie wie, czym była okupacja, jaka była sytuacja, nie powinien się w tej sprawie wypowiadać. My nie wyszliśmy z koszar, ale z mieszkań. Kiedy Niemcy 27 lipca 1944 roku wywiesili zarządzenie, że do kopania umocnień ma stanąć 100 tys. mężczyzn, to zrozumieliśmy, że o nasze miasto będą walczyć Niemcy z Rosjanami, i kamień na kamieniu nie zostanie w Warszawie. A nas nie zostawią i wymordują. Byliśmy wojskiem karnym. Gdyby nie było rozkazu, nie ruszalibyśmy. Mamy wielki żal do tych, którzy mówią, że Powstanie Warszawskie było zbrodnią i nie rozumieją, że pięć lat okupacji sprawiło, że dojrzeliśmy do powstania, chwytając moment. My nie chcieliśmy umierać na kolanach!

rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA