fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kudrycka: Dyscyplina była błędem

Fotorzepa, Darek Golik
Większość deputowanych PO myślała o tym, by poprzeć rezolucję – mówi europosłanka PO Barbara Kudrycka.

Rzeczpospolita: Pani profesor, jakie rzeczywiście znaczenie dla Polski miała debata w Strasburgu i przyjęta podczas niej rezolucja?

Barbara Kudrycka: To była już piąta debata i trzecia rezolucja. Debaty na temat praworządności w Polsce odbywały się także w Komisji Wolności, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE). Jednak ta była wyjątkowa, bowiem po raz pierwszy eurodeputowani PiS zachowali się wyjątkowo arogancko i niemerytorycznie. Po wystąpieniu prof. Ryszarda Legutki wyszli z sali plenarnej. W ten sposób pokazali, że nie są zainteresowani dialogiem ani z Komisją Europejską, ani z Parlamentem.

Czy opuszczenie sali plenarnej zdarza się często?

W zasadzie nigdy. Debaty podobne do tej odbywają się w PE dość często np. niedawno uchwalona została rezolucja dotycząca Malty, a wcześniej posłowie debatowali o sytuacji na Węgrzech i w Rumunii. Ale zawsze europosłowie wywodzący się z partii rządzącej danego kraju ­­zabierają głos merytorycznie. W naszym przypadku jest inaczej, bo jedyne, co robią nasi europosłowie z PiS, to rzucanie obelg.

Pani zagłosowała za przyjęciem rezolucji. Podobnie postąpiło zaledwie 6 europosłów PO. Większość wstrzymała się od głosu.

Podjęłam decyzję o poparciu rezolucji, bo dla mnie ważna jest demokratyczna i praworządna Polska, Polska otwarta i tolerancyjna, w której władza ograniczona jest instytucjami demokratycznymi i potrafi się sama samoograniczać. Fala hejtu, która na mnie spłynęła, nie ma znaczenia, bo od zawsze zarzucano politykom Platformy działania przeciwko Polsce. Nawet wówczas, gdy głosując nad pierwszą i drugą rezolucją, wstrzymaliśmy się od głosu.

Skoro dwukrotnie wstrzymaliście się od głosu, to dlaczego teraz poparliście rezolucję?

Bo są granice tolerancji wobec naruszania praworządności i wolności obywatelskich w Polsce. Praworządność jest konstrukcją, od której zależą losy Polski jako demokratycznego państwa prawa. I przeciwko tym naruszeniom protestują tysiące ludzi, którzy wiedzą, że są i Polakami, i Europejczykami, dla których Unia Europejska nie jest zagranicą czy mocarstwem dybiącym na naszą suwerenność, lecz wspólnotą, której jesteśmy ważną częścią i z którą jeszcze niedawno bardzo się liczono. Dla mnie nasza konstytucja, prawo i cywilizacyjne wartości Zachodu wpisane w traktaty europejskie nie są tylko pustymi słowami.

Ale też jest pani posłem wybranym z list Platformy Obywatelskiej, a dyscyplina partyjna jednak była...

Na dzień przed debatą mieliśmy bardzo długą i burzliwą dyskusję na temat głosowania w delegacji PO. Większość osób zdecydowanie opowiadała się za głosowaniem za rezolucją. Gdy nałożono dyscyplinę, duża grupa dostosowała się i rozumiem ich. Osobiście uważam, że największym błędem było nałożenie dyscypliny w tym głosowaniu.

PO mówi, że należy się zastanowić nad karami wobec tych polityków, którzy poparli rezolucję.

Słyszałam... Platforma Obywatelska nie jest partią bezmyślnych potakiwaczy, lecz partią, w której ścierają się różne stanowiska. To właśnie nas różni od PiS.

Czy dyscyplinę w głosowaniu narzuciła także frakcja Europejskiej Partii Ludowej?

Mieliśmy zalecenie, by głosować za rezolucją, ale dyscypliny nie było.

Ale jeśli zostaną uruchomione sankcje, dotkną one nie tylko rządu, ale także wszystkich obywateli.

W rezolucji tej nie ma mowy o żadnych sankcjach. Jest jedynie nadanie legitymacji parlamentowi do dalszego postępowania, najpierw w komisji LIBE, później dopiero na sesji plenarnej. A o sankcjach za naruszenie praworządności ostatecznie decydować będzie Rada, o ile w przyszłości PE to przegłosuje. Czeka nas jeszcze daleka droga do tego, aby w ogóle zacząć dyskusję o sankcjach. To PiS narzucił temat debaty publicznej w Polsce, sprowadzając ją do „sankcji", chociaż wie, że to negatywne skutki polityki rządu mogą w końcu do nich doprowadzić. I to skutki tej polityki przynoszą już określone konsekwencje.

Jakie?

Wymienię tylko dwie. Właśnie przegłosowaliśmy nadanie RE legitymacji do prac nad nowym prawem azylowym. W projekcie KE przewidziane są sankcje finansowe (ze środków strukturalnych oraz Funduszu ds. Migracji i Integracji) dla tych państw, które dobrowolnie nie przyjmą jakiejś grupy uchodźców w sytuacji nowego zagrożenia wielką falą emigrantów. Z kolei projektując nową perspektywę finansową, przewiduje się wprowadzenie pewnych uwarunkowań, nie tylko ekonomicznych, ale też prawnych przy decydowaniu o wysokości środków, które trafiać będą do określonych państw. A więc te mityczne sankcje mogą się znajdować w innych dokumentach, którymi jak dotąd eurodeputowani PiS się nie przejmują.

Jakie w tej sytuacji Polska ma wyjście?

Wszystko zależy od tego, jakie są prawdziwe intencje partii rządzącej. Jeśli zależy im na stopniowym wyrzucaniu UE z Polski, bowiem jest przeszkodą do dalszego kumulowania władzy, to no comments. Jeśli natomiast akceptują UE jako wspólnotę, w której Polska nadal chce współuczestniczyć, to powinni w merytorycznym dialogu wypracowywać kompromisy, ustępując w tych obszarach, które są ważne dla spójności Unii, a walczyć twardo w tych, które są ważne dla wszystkich Polaków, nie tylko dla najtwardszych wyborców PiS.

—rozmawiała Joanna Ćwiek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA