fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kadrowe dziury w bezpieczeństwie Sejmu

Fotorzepa, Robert Gardziński
O 120 ludzi miała wzrosnąć liczebność ochrony parlamentu. Planowanych etatów nie ma, a strażnicy narzekają na przemęczenie.

We wtorek uroczyście zainaugurowano nowe kadencje Sejmu i Senatu. Izby mieszczą się w kompleksie przy ul. Wiejskiej i po raz pierwszy od lat mogą się pojawić pytania o jego bezpieczeństwo. Czuwa nad nim straż marszałkowska, służba mundurowa podległa marszałkowi Sejmu. A z ustaleń „Rzeczpospolitej" wynika, że choć dokładane są jej nowe zadania, nie idzie za tym zwiększenie stanu osobowego.

Informację o tym, że liczba funkcjonariuszy stoi w miejscu, potwierdza Centrum Informacyjne Sejmu. „Stan etatowy straży marszałkowskiej od wielu lat, zarówno na etapie cywilnym, jak i obecnym, mundurowym, oscyluje wokół stałej liczby 160 etatów. Według stanu na 31 października br. pełniących służbę funkcjonariuszy jest 163" – wyjaśnia.

Miało być inaczej. Na początku 2018 roku Sejm przyjął ustawę, dzięki której straż stała się prawdziwą formacją mundurową. Wcześniej od przedstawicieli władz Sejmu można było usłyszeć, że szybkie zwiększenie liczebności jest konieczne. – Jeżeli chodzi o wzrost liczby etatów na straż marszałkowską, o te 120 etatów, to z założenia ustawy nie będziemy korzystać już z pomocy BOR na terenie Sejmu. Wszyscy bowiem pirotechnicy przy wszystkich bramkach to są funkcjonariusze BOR – mówiła w październiku 2017 roku szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska. Wzrost liczby etatów uzasadniany był też oddaniem do użytku nowego budynku „U" po drugiej stronie ul. Wiejskiej.

Rzeczywiście, od tego czasu dołożono zadań straży. Zgodnie z zapowiedziami Kaczmarskiej kontroli pirotechnicznej w Sejmie nie przeprowadzają już funkcjonariusze BOR przemianowanego na SOP. Przed rokiem straż zaczęła ochraniać nowy budynek „U", a latem również inny sejmowy gmach – przy ul. Ludnej, dotąd remontowany.

Dlaczego nie przybyło strażników? „Koncepcja zwiększenia liczebności straży marszałkowskiej o około 100 etatów jest realizowana stopniowo" – napisało tylko Centrum Informacyjne Sejmu.

Z kontroli NIK w Kancelarii Sejmu za 2018 rok wynika, że przez kilka miesięcy brakowało rozporządzenia koniecznego do przeprowadzenia badań lekarskich kandydatów. Nieoficjalnie mówi się jednak, że przyczyną braków kadrowych nie jest nabór, ale częste odchodzenie ze służby dotychczasowych strażników.

Czy oznacza to, że bezpieczeństwo parlamentu jest zagrożone? Na to pytanie Centrum Informacyjne Sejmu nam nie odpowiedziało. – Zwiększenie etatów powinno być naturalną konsekwencją nowych zadań – uważa były szef BOR gen. Marian Janicki. – Chyba że w straży były dotąd duże rezerwy kadrowe.

O tym, że rezerw nie było, informują nieoficjalnie sami funkcjonariusze. – Mamy nawet po 80 nadgodzin w miesiącu, jesteśmy przemęczeni i rzygamy tą robotą. Wielu strażników miało po 700 nadgodzin w roku, ale i tak od przełożonych słyszą, że są niedyspozycyjni – relacjonował nam jeden z funkcjonariuszy w marcu, czyli przed oddaniem do użytku sejmowego budynku przy ul. Ludnej.

Od innego słyszymy: – Padliśmy ofiarą reformy straży. Służba Ochrony Państwa wykorzystała sytuację i uznała, że zwija się z Sejmu, skoro jesteśmy już służbą mundurową. Formacji nie służy częsta zmiana komendanta. A ludzi na służbie będzie jeszcze mniej, bo w przyszłym roku strażnicy zaczną nabywać uprawnienia emerytalne gwarantowane nową ustawą.

Braki kadrowe to niejedyny problem straży. We wrześniu policja zatrzymała strażnika z 19-letnim stażem, który groził śmiercią liderce Nowoczesnej Katarzynie Lubnauer. – Okazało się, że mężczyzna, który od dwóch lat leczył się psychiatrycznie, posiadał broń palną. Nie zauważyłem, by w związku z tą sytuacją Kancelaria Sejmu zarządziła nadzwyczajne przebadanie strażników – mówi poseł PO Jarosław Urbaniak. – Brak poczucia bezpieczeństwa nie wynika z liczby strażników, lecz raczej z ich jakości – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA