fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Gowin: Realna polityka za cenę kompromisu

PAP, Leszek Szymański
- Trzeba teraz skoncentrować się na tym, by zarobić na programy społeczne - mówi po konwencji założycielskiej partii Porozumienie Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

W sobotę na Stadionie Narodowym w Warszawie odbyła się konwencja założycielska nowego ugrupowania Jarosława Gowina. Partia nosi nazwę Porozumienie. Łączy środowisko Polski Razem z republikanami, wolnościowcami i samorządowcami. Dołączył do niej też Zbigniew Gryglas, wcześniej poseł Nowoczesnej. We władzach znalazł się też Robert Anacki, były wiceprezes Partii Wolność Janusza Korwin-Mikkego.

Rzeczpospolita: Jaki cel ma Porozumienie? Na rzecz czego powstała nowa formacja?

Jarosław Gowin, wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego: To porozumienie na rzecz wspierania polskich przedsiębiorców, na rzecz wspierania samorządności, na rzecz obrony chrześcijańskich korzeni Polski i Europy. To wzmocnienie obozu Zjednoczonej Prawicy, chociażby przez fakt, że w zapleczu eksperckim znajdzie się wielu wybitnych samorządowców, jak prezydenci: Torunia Michał Zaleski czy Kielc Wojciech Lubawski – a także nowe, prężne środowiska, jak republikanie czy wolnościowcy. Z drugiej strony chcemy doprowadzić wewnątrz obozu Zjednoczonej Prawicy do zmiany akcentów.

Czyli ma być więcej akcentów wolnościowych? Tylko jak wiarygodnie to łączyć z tym, że PiS stawia na programy socjalne?

Rzeczywiście, nacisk na programy społeczne był wyróżnikiem pierwszych dwóch lat naszych rządów. Ale w ramach Porozumienia uważamy, że nadchodzi pora, kiedy trzeba skoncentrować się na tym, by zarobić na te wszystkie – skądinąd słuszne – programy społeczne. Stąd akces środowisk wolnościowych, które konsekwentnie od lat są orędownikami niskich podatków, ograniczania biurokracji, wspierania małych i średnich firm. Uważam ten akces za fakt ważny i obiecujący.

We władzach jest wielu młodych ludzi, którzy teraz wchodzą do praktycznej polityki. Cel nowej formacji to również zmiana pokoleniowa w polityce?

Rzeczywiście, we władzach Porozumienia zawyżam średnią wieku (śmiech). Zależy mi na tym, by wprowadzić na szerokie wody polityki jak najwięcej zdolnych, energicznych ludzi. Przyszłość polskiej polityki już wkrótce będzie należeć do takich osób, jak Adam Bielan czy Jadwiga Emilewicz. Ale za ich plecami wyrasta w Porozumieniu silna grupa 30-latków. Z kolei Młoda Prawica, nasze młodzieżowe zaplecze, to najdynamiczniejsza grupa wśród 20-latków. W moim pokoleniu ludzie o poglądach konserwatywno-wolnorynkowych to pewnie raptem z 10 proc. Pracuję nad tym, by nasi następcy przejęli kiedyś władzę w Polsce.

Wkrótce miną dwa lata od powołania rządu premier Beaty Szydło. Czyli nowe akcenty na kolejne dwa lata to więcej projektów dotyczących gospodarki i innowacyjności?

Na to liczymy. Zwłaszcza że projekty przygotowane przez nasze środowisko, jak obniżenie składek ZUS dla mikroprzedsiębiorców lub liberalizacja ustawy o ziemi, a z drugiej strony – Konstytucja dla Biznesu premiera Morawieckiego, dużo trudniej przecierają szlaki do parlamentu niż projekty społeczne.

I dlatego m.in. są zarzuty ze strony części środowisk wolnościowych znajdujących się poza Porozumieniem, że chodzi tylko o władzę dla władzy, a nie realizację wolnościowych postulatów.

Można głosić abstrakcyjnie słuszne ideały i od dziesięcioleci nie mieć żadnego wpływu na rzeczywistość. A można cierpliwie i za cenę kompromisów działać na rzecz realnego poszerzenia swobód. Bardzo się cieszę, że spora część środowisk wolnościowych porzuciła miraż utopijnej ideologii i zdecydowała się realnie uprawiać politykę. Mają duży potencjał. O wielu z nich wkrótce zrobi się głośno.

Jakie były inne warianty nazwy nowej formacji?

Mnie najbardziej podoba się to, co sam wymyślam (śmiech). Ale mój pomysł nie wywołał entuzjazmu wśród kolegów. Proponowałem, byśmy nazwali się Konserwatyści 2.0. Jesteśmy konserwatystami, ale 2.0 – nowoczesnymi. W rządzie odpowiadamy lub współodpowiadamy za naukę, innowacyjność, cyfryzację... Chcielibyśmy też, by w najbliższym czasie obóz rządowy przyjął nasz projekt konserwatywnego programu ekologicznego.

W trakcie konwencji było wiele o ekologii. Mówiła o tym wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Czy można to wiązać z rekonstrukcją rządu i pogłoskami o dymisji ministra Szyszki?

Poważne rozmowy o rekonstrukcji zaczną się dopiero, gdy prezes Kaczyński wróci do pełni sił, a więc zapewne w tym tygodniu. Jadwiga Emilewicz zajmuje się problematyką ekologiczną od dawna. I jako radna wojewódzka w Małopolsce, i jako wiceminister rozwoju. To jej premier Morawiecki zlecił przygotowanie koncepcji polityki antysmogowej. Mnie samego do zainteresowania się ekologią skłoniła książka wybitnego filozofa Rogera Scrutona, który przekonująco pokazał, że monopolu na ekologię nie należy oddawać środowiskom lewicowym.

Czyli szykuje się konserwatywna kontrofensywa w sprawach ekologicznych?

Poszerzamy obóz Zjednoczonej Prawicy nie tylko personalnie, ale i o nowe wątki programowe. Konserwatywna ekologia na pewno będzie do nich należeć. Liczymy na przyspieszenie dwóch ustaw, które zostały poparte przez Jarosława Kaczyńskiego i z niezrozumiałych dla mnie powodów gdzieś utknęły. Mam na myśli obniżenie ZUS dla małych przedsiębiorców i liberalizację ustawy o ziemi, tak aby areał do wielkości 2 ha mógł być swobodnie wykorzystywany pod budowę domów czy zakładanie małych firm. Dziś z inicjatywy środowiska republikańskiego zaprezentowaliśmy też projekt obniżenia składki emerytalnej zarówno dla rodziców z rodzin wielodzietnych, jak i dla pracodawców takich ludzi zatrudniających.

Skoro już o projektach mowa, to w ostatnich dniach wicemarszałek Terlecki po raz kolejny skrytykował projekt reformy szkolnictwa wyższego. I powiedział, że zostanie zmieniony.

Oczywiście, że projekt będzie zmieniany pod wpływem wielu uwag, które do nas spływają. Na pewno jednak podstawowe zręby zostaną zachowane. Nie możemy sobie pozwolić, by w sferze nauki i szkolnictwa wyższego utknąć w pułapce średniego rozwoju. Nie stać nas na to, by mieć przeciętne uczelnie. Czekam w tej chwili na podsumowanie uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Później będzie czas na kolejne konsultacje polityczne.

Jaki termin przyjęcia tej ustawy jest realny?

Cały czas uważam, że ustawa powinna zostać przyjęta wiosną i wejść w życie w październiku. Będzie jednak – w zgodzie z moją konserwatywną filozofią – wprowadzana ewolucyjnie. Niektóre z elementów mają wejść w życie dopiero w 2026 roku.

W swoim liście prezes PiS Jarosław Kaczyński mówił o potrzebie jedności w Zjednoczonej Prawicy. Pan też o tym mówił. Kto zagraża tej jedności teraz?

Gdy Jarosław Kaczyński pisał o porozumieniu za wszelką cenę, to, jak rozumiem, miał na myśli cenę w postaci konieczności zawierania kompromisów, na które musi pójść każde ze środowisk Zjednoczonej Prawicy. Bardzo dobrze odebrałem jego list. Dziś wydaje się, że jedności obozu nie zagraża nic. Ale musimy pamiętać, że jesteśmy zaledwie w połowie biegu. Osiągnęliśmy wiele. Potwierdzają to sondaże. Zarówno partyjne, jak i sondaże zaufania do polityków. Pierwsza dziesiątka zdominowana jest przez liderów Zjednoczonej Prawicy. Ale z drugiej strony kolejne dwa lata musi wypełnić jeszcze cięższa, jeszcze bardziej intensywna praca. Musimy usprawnić proces podejmowania decyzji, musimy przełamywać klątwę myślenia resortowego. To ona stoi za wspomnianymi przeze mnie zatorami opóźniającymi przyjęcie ustawy o małej działalności gospodarczej, Konstytucji dla Biznesu lub decyzji o lokalizacji Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Na początku lipca Jarosław Kaczyński mówił o konieczności wzmocnienia roli wicepremiera Morawieckiego. Tego możemy się spodziewać przy rekonstrukcji? Nie tylko zmian personalnych, ale i strukturalnych?

Nie sądzę, by do sprawnej realizacji planu odpowiedzialnego rozwoju konieczne były zmiany strukturalne. Wystarczy odpowiednio silna wola polityczna. Dla mnie ważne jest, by sprawy gospodarcze w drugiej części kadencji wysunęły się na pierwszy plan.

Jak pan w tym kontekście odbiera dyskusję o tym, czy Jarosław Kaczyński powinien zostać premierem?

To zupełnie naturalna dyskusja. Jest jasne i dla pana, i dla czytelników, że Jarosław Kaczyński to w naszym obozie postać numer jeden. Zgodnie z jednym z modeli, lider zwycięskiej partii zostaje premierem. PiS zdecydowało się na inny wariant. Jako koalicjant przyjmuję to do wiadomości.

W ubiegły piątek Adam Bielan mówił, że będzie „solidna rekonstrukcja". Pan również ma obraz takiej rekonstrukcji?

Uważam za równie prawdopodobny zarówno wariant niewielkich korekt, jak i wariant dużych zmian.

Na to nakładają się rozmowy – teraz na poziomie roboczym – między prezydentem a PiS w sprawie reformy sądownictwa. Uważa pan, że do porozumienia jest blisko?

Szkoda, że rozmowy szybciej nie przeszły na poziom roboczy. Wtedy być może pracowalibyśmy już nad ustawami w Sejmie. Moim zdaniem porozumienie jest na wyciągnięcie ręki. Bardzo mi zależy – również jako byłemu ministrowi sprawiedliwości – żeby reformy, głębokie, choć oczywiście pozostające w granicach konstytucji i zasad demokratycznego państwa prawa – były kontynuowane.

Jak pan odbiera w tym kontekście działanie KRS ws. asesorów?

Gdy byłem ministrem, KRS sabotowała wszelkie próby reform. Od tamtego czasu sytuacja zmieniła się tylko na gorsze. Bo do głosu po stronie KRS doszły emocje polityczne. Zniszczenie karier świetnie wykształconych młodych absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa I Prokuratury było manifestacją polityczną. Na pewno takie zachowania nie pomogą w odbudowie autorytetu wymiaru sprawiedliwości.

W sobotę w konwencji uczestniczyło też wielu samorządowców. Jak wyglądają rozmowy o kampanii w ramach Zjednoczonej Prawicy?

Wydaje się przesądzone, że będziemy mieć wspólne listy do sejmików wojewódzkich oraz wspólnych kandydatów w większości miast prezydenckich. Na pewno jednak prezydenci, którzy pojawili się na naszej konwencji, nawet jeżeli część zachowa status bezpartyjnych, mogą liczyć na poparcie Porozumienia. Nawet gdyby w tych miastach inne ugrupowania Zjednoczonej Prawicy wystawiły swoich kandydatów.

A powiaty, gminy, wybór burmistrzów?

Konsekwentnie opowiadam się za tym, by na niższych poziomach decyzje należały do lokalnych struktur PiS, Porozumienia i Solidarnej Polski.

Czy uważa pan, że dla Zjednoczonej Prawicy to korzystne, że w tej chwili nie ma jeszcze kandydata w Warszawie?

Nie ma konieczności szybkiej decyzji. Zarówno marszałek Stanisław Karczewski, jak i minister Patryk Jaki są świetnie znani opinii publicznej. Każdy będzie poważnym pretendentem do prezydentury. Chociaż mam świadomość, że dla Zjednoczonej Prawicy Warszawa to miasto niełatwe.

Jak pan odebrał to, że Grzegorz Schetyna postawił na Rafała Trzaskowskiego, a nie na Andrzeja Halickiego?

Dla PO to będą bardzo trudne wybory ze względu na skalę kompromitujących faktów dotyczących reprywatyzacji. Schetyna musiał postawić na Trzaskowskiego, który w badaniach wypadał lepiej niż Halicki. To, że Schetyna postawił inne partie przed faktem dokonanym, mnie nie dziwi. Jest wytrawnym politykiem i ustawił na swoich warunkach dalsze negocjacje o wspólnym kandydacie opozycji.

Dla Zjednoczonej Prawicy lepszy jest podział opozycji czy jej zjednoczenie?

To bez znaczenia. Kandydaci Zjednoczonej Prawicy będą masowo wchodzić do II tur w wyborach bezpośrednich. Ale w II turze będą mieli przeciw sobie i tak jednolity blok opozycyjny. Dlatego warto stawiać na kandydatów środka, którzy w II turze przyciągną nie tylko nasz twardy elektorat, ale i niezdecydowanych.

rozmawiał Michał Kolanko

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA