fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Materska-Sosnowska: PiS nie słucha suwerena

Fotorzepa, Radek Pasterski
Protestują nie tylko środowiska związane z KOD, lemingami, byłą Solidarnością czy lewaczkami – mówi politolog z Uniwersytetu Warszawskiego Anna Materska-Sosnowska

Komu służy czarny protest?

dr Anna Materska-Sosnowska, politolog: Nie podoba mi się pytanie, komu strajk kobiet ma służyć, bo to nie jest coś zaplanowanego, co ma komuś lub czemuś służyć. To protest sprzeciwu i buntu, który poruszył grupy nieczęsto wychodzące na ulice i aktywizujące się. Nastąpiła eskalacja poruszająca ulicę.

Te kilka, kilkanaście tysięcy osób na ulicach może coś zmienić w kwestii prawa aborcyjnego?

To nie jest sprawa tylko aborcji, ale bezpieczeństwa kobiet w ogóle. Dlatego tak poruszyło to ogół obywateli. Gdyby rządzący chcieli słuchać suwerena, to nie wyrzucaliby jednego projektu ustawy do kosza, lecz zgodnie z obietnicą wyborczą projekt obywatelski skierowaliby do prac komisji sejmowej.

Czy uliczny sprzeciw kobiet może powstrzymać zaostrzenie prawa aborcyjnego?

W dłuższej perspektywie tak. Jeśli prawo aborcyjne zostanie zaostrzone wbrew protestom, to przy kolejnej politycznej zmianie wahadło wychyli się w drugą stronę. Nie pomniejszałabym też tego marszu do kilku, czy kilkunastu tysięcy uczestników, bo to środowiska, które dotychczas były nieaktywne. To nie są środowiska związane tylko z KOD, lemingami, byłą „Solidarnością" czy lewaczkami, jak chce PiS. To nie są tylko środowiska proaborcyjne. Ponadto, do tego poruszenia nie doszło tylko w dużych miastach, ale również w mniejszych miejscowościach w całej Polsce. Patrząc na to, w jaki sposób PiS łamie zasady państwa prawa, przyjmuje ustawy i wprowadza je w życie, obawiam się jednak, że i ta ustawa może zostać uchwalona.

Ok. 500 tys. osób podpisało się pod projektem ustawy zaostrzającym prawo aborcyjne.

To prawda, ale 215 tys. zrobiło to pod projektem liberalizującym prawo. PiS nie może słuchać tylko jednej strony. Ten ruch powstał ad hoc w kontrze do ruchu pro life. Ciekawe też, co wydarzyło się w samym PiS. Nie lekceważyłabym tego, jak PiS głosował. Słowa prezesa i wskazanie było bardzo wyraźne. Mało poselskie było zachowanie pani premier, która wyciągnęła kartę i uchyliła się od głosowania, sugerując, że zgodnie z sumieniem zagłosowałaby za, ale zgodnie z wolą szefa PiS powinna zagłosować na nie, więc nie głosuje.

Pękniecie w PiS?

Nie, ale rysa już tak. Jarosław Kaczyński wie, że w kolejnym głosowaniu jego przegrana byłaby bardzo znacząca. Proszę przypomnieć sobie największe pęknięcie z tym związane i odejściem Marka Jurka.

Ale są też takie głosy, jak szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego, który powiedział o marszach kobiet: niech się bawią.

Jest mi wstyd, że to powiedział urzędujący minister. To lekceważący stosunek do problemu i często występujący u niektórych mężczyzn stosunek: a niech się bawią. Kiedyś za to lekceważenie PiS zapłaci. Witold Waszczykowski powinien być wzorem dyplomaty.

PiS zapowiada projekt godzący obie strony.

Przy stanowisku Kościoła nie da się stworzyć projektu łączącego obie strony.

Kto może zyskać politycznie na tych marszach?

Marsze mogą wzmocnić społeczeństwo obywatelskie i lewicę.

Czy to początek zjednoczenia tej ostatniej?

Być może, ale za wcześnie o tym mówić. Równowaga w polityce jest potrzebna. Z mocną lewicą debata publiczna wyglądałaby zupełnie inaczej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA