fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Będzie nowe śledztwo ws. wypadku Beaty Szydło w Oświęcimiu?

Sąd ocenił, że rządowa kolumna nie miała statusu uprzywilejowanej, a wymijała seicento na skrzyżowaniu i podwójnej ciągłej
Reporter, Jacek Kwiatkowski
Bez prawomocnego wyroku jest wątpliwe, by wszczęto śledztwo wobec kierowców BOR.

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu w piątek złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa spowodowania wypadku drogowego przez kierowców rządowych aut, którzy mieli przyczynić się do wypadku kolumny wiozącej ówczesną premier Beatę Szydło. Ogłosił to w czwartkowym wyroku, w którym uznał winę kierowcy seicento, warunkowo umarzając wobec niego postępowanie.

Śledztwo w sprawie wypadku prowadziła Prokuratura Okręgowa w Krakowie, teraz materiał oceni prokuratura oświęcimska. Czy nowe śledztwo jest możliwe?

Rafał Babiński, prokurator okręgowy w Krakowie, który na finale przejął śledztwo i oskarżał kierowcę seicento, podkreśla, że „bez znajomości pisemnego uzasadnienia wyroku trudno jest w tym momencie wszczynać nowe śledztwo o ten sam wypadek w stosunku do innych osób". – Skoro dotychczas prokuratura, oceniając materiał dowodowy, już raz uznała, że winę za spowodowanie wypadku ponosi Sebastian K., a jego winę sąd w wyroku jednoznacznie potwierdził – wskazuje Babiński.

Osądzony tylko kierowca

Jak jednak rok temu ujawniła „Rzeczpospolita", grupa śledczych miała wątpliwości i chciała obarczyć winą także kierowców BOR. Po konflikcie z przełożonym wyłączyli się ze sprawy, a decyzję podjął ich szef.

Ponadto sprawa nie jest prawomocnie osądzona, i choćby to wstrzyma ewentualne nowe śledztwo.

Czy teoretycznie możliwe są dwa odrębne śledztwa dotyczące tego samego wypadku? Tak, choć byłby to ewenement. – Chodzi o jedno wydarzenie, zachowania kierowcy seicento i funkcjonariuszy BOR są ze sobą nierozerwalnie związane, należało je więc rozpatrywać w jednym procesie, tak nakazuje logika. Jeżeli pokawałkuje się sprawę, to może powstać taki galimatias, że nie da się jej rzetelnie osądzić – uważa prok. Kazimierz Olejnik, były zastępca prokuratora generalnego.

Sąd (na razie podał to w ustnym uzasadnieniu) dał wiarę zeznaniom świadków, członków klubu AA, podkreślając, że są „niezwiązani ze sprawą".

Oskarżyciel jest zdziwiony przesądzającą oceną sądu, że BOR poruszał się tylko z „błyskami". – Oczekuję, że w pisemnym uzasadnieniu sąd przedstawi dowody, które w jego ocenie jednoznacznie przekonują, że sygnałów dźwiękowych nie było – mówi prok. Babiński. Uważa, że w trakcie procesu „nie pojawił się żaden nowy dowód, który pozwoliłby na postawienie tak kategorycznej tezy i jednoznaczne uznanie, że rządowa kolumna nie miała włączonych sygnałów dźwiękowych". – Ten element można odtworzyć jedynie na podstawie relacji świadków – twierdzi Rafał Babiński. A prokurator już podczas procesu kwestionował zdolność postrzegania i zapamiętywania zdarzeń przez uczestników terapii AA. Na przykład jeden ze świadków z tej grupy na tej samej rozprawie w odstępie kilku minut zeznawał sprzecznie. Najpierw twierdził, że słyszał sygnały dźwiękowe uprzywilejowania, a kilka minut później swoim własnym słowom zaprzeczył. Kolejni świadkowie z grupy AA zeznawali przed sądem całkowicie odmiennie niż w prokuraturze. Sąd oddalił jednak wnioski o przesłuchanie ich w obecności psychologa lub dodatkowe badanie psychologiczne.

W śledztwie zabrakło twardych dowodów: nie ma nagrań z ulicznego monitoringu. Jest więc „słowo przeciwko słowu", czyli relacje świadków, i to o ich wiarygodność będzie toczyć się spór w apelacji.

Bez dźwięków

Rządowa kolumna nie miała „dźwięków", jak ocenił sąd, a więc statusu uprzywilejowanej, a wymijała seicento na skrzyżowaniu i podwójnej ciągłej. W podobnej sprawie sprzed czterech lat, tyle że dotyczącej brawurowej jazdy limuzyny BOR z prezydentem Bronisławem Komorowskim po stolicy, sąd uniewinnił oskarżoną o to, że nie zachowała ostrożności i zderzyła się z prezydenckim autem. Prokuratura oskarżyła kobietę, kierując się opinią biegłego. Ale sąd uznał, że to brawura kierowcy z BOR doprowadziła do kolizji.

Rafał Babiński uważa, że „sąd powinien wskazać, na czym polegało zawinienie ze strony BOR", których konkretnie funkcjonariuszy BOR dotyczyło, i wskazać na to dowody. – Wydaje się oczywiste, że sąd prześle prokuraturze materiały, na podstawie których do takich wniosków doszedł – mówi prok. Babiński.

Bogusław Piórkowski, rzecznik SOP: – Nie komentujemy wyroku i nie będziemy się odnosić do zawiadomienia sądu.

Adwokat kierowcy seicento nie zgodził się z wyrokiem i zapowiedział apelację. Prokuratura w zdecyduje o niej po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku.

Są i inne wątpliwości. Zawiadomienie jest złożone pod kątem spowodowania wypadku, nie ma w nim mowy o tym, że funkcjonariusze BOR mogli składać fałszywe zeznania – potwierdziliśmy to w sądzie. A taki wniosek się nasuwa, bo skoro według sądu prawdę mówili świadkowie z AA (że sygnałów dźwiękowych nie było), to znaczy, że oficerowie mijali się z prawdą, a to przestępstwo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA