fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Syberia nie obroni się przed Chinami

Adobe Stock
Prężąc muskuły przy zachodniej granicy, Moskwa zaniedbała swoje siły zbrojne na wschodzie kraju.

Władze w Moskwie często demonstrują siłę „wrogiemu Zachodowi", przeprowadzając przy swoich zachodnich granicach huczne manewry i pokazując nowe wynalazki rosyjskiej zbrojeniówki. Wiele wskazuje na to, że cały swój potencjał militarny Rosja skoncentrowała jedynie na zachodzie i południu kraju.

Pod koniec czerwca w rosyjskim czasopiśmie „Kurier Wojskowo-Przemysłowy" (współpracuje z rosyjskimi korporacjami zbrojeniowymi) ukazała się analiza, z której wynika, że jednostki w Centralnym Okręgu Wojskowym są o wiele gorzej wyposażone niż jednostki w zachodnim i południowym (należy do niego również anektowany Krym). Dla porównania rosyjska armia na zachodzie i południu kraju do swojej dyspozycji ma ponad 500 myśliwców bojowych, w centrum znajduje się jedynie około 100. Podobna dysproporcja dotyczy również wojsk lądowych.

Autorem publikacji jest szef moskiewskiego Instytutu Analiz Politycznych i Wojskowych Aleksander Chramczichin. Podejście władz do Centralnego Okręgu Wojskowego (powierzchnią dorównuje Australii) tłumaczy gigantyczną ilością niezamieszkanych terenów na północy regionu i obecnością sojusznika w postaci Kazachstanu na południu. Wskazuje jednak, że sytuacja we Wschodnim Okręgu Wojskowym pod względem uzbrojenia i wyposażenia armii jest jeszcze gorsza.

„Wschodni okręg przypomina »muzeum antyków«, o których w Zachodnim Okręgu Wojskowym już nikt nie pamięta" – pisze analityk. Do dzisiaj rosyjska armia używa tam transporterów opancerzonych BMP-1, których produkcja zakończyła się w 1983 roku. Na wyposażeniu tamtejszych jednostek wciąż znajdują się radzieckie systemy przeciwpancerne 9K113 „Konkurs" produkowane prawie pół wieku temu.

– Najnowsze uzbrojenie tam prawie nie dociera, a jeżeli cokolwiek na wschód trafia, to zupełnie przypadkowo – mówi „Rzeczpospolitej" Chramczichin. Twierdzi, że głównym zagrożeniem dla Rosji na Wschodzie są Chiny. – Tylko naiwni mogą mówić o rosyjsko-chińskim partnerstwie strategicznym. Pekin potrzebuje zasobów naturalnych i terytorium. Granica zostałaby przekroczona, gdyby Rosja osłabła, a w Chinach doszłoby do poważnego kryzysu, który wymagałby ekspansji zewnętrznej – dodaje.

Scenariusz przekroczenia przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą rosyjskiej granicy w 2016 roku przedstawił znany reżyser Nikita Michałkow w telewizji państwowej Rossija 24. W kilkunastominutowym filmiku ukazał plan, z którego wynikało, że w przypadku inwazji w ciągu zaledwie kilku dni Chiny odzyskałyby zagarnięte niegdyś przez Imperium Rosyjskie tereny dawnej Mandżurii. Kilka tygodni później Chińczycy doszliby do europejskiej części Rosji, która musiałaby kapitulować. Chińscy żołnierze nie spotkaliby dodatkowego oporu, gdyż Dalekowschodni Okręg Federalny mimo że największy (36 proc. powierzchni kraju), to jednocześnie najmniej zaludniony region Rosji. Mieszka tam jedynie ponad 6 mln ludzi. Na jednego mieszkańca rosyjskiego Dalekiego Wschodu przypada aż 1 km kw. Dla porównania, w sąsiedniej o wiele mniejszej chińskiej prowincji Heilongjiang mieszka ponad 38 mln ludzi.

– Granica z Chinami to ponad 4 tys. kilometrów, nikt nie planuje obstawiać jej wojskiem. Na wschodzie kraju nie widzimy zagrożeń, jest jedynie pewne ryzyko, ale to nie jest to samo – mówi prof. Aleksiej Podbieriozkin, rosyjski politolog, blisko związany z rosyjskim przemysłem zbrojeniowym.

Portal rosyjskiego Ministerstwa Obrony informuje, że ponad 50 tys. żołnierzy w jednostkach na wschodzie kraju kibicowało w niedzielę swojej drużynie, która wygrała z Hiszpanią. Z kolei w Zachodnim Okręgu Wojskowym trwały intensywne ćwiczenia. Rosyjska marynarka manewruje na Bałtyku, a w obwodzie kaliningradzkim odbyły się ćwiczenia z udziałem ponad 200 snajperów.

– Nikt już w Rosji nie ukrywa, że kraje NATO są traktowane jako główne zagrożenie. Faktem jest to, że znajdujemy się w stanie nowej zimnej wojny – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Golc, znany rosyjski analityk wojskowy i publicysta. – Jeżeli wcześniej granica tej wojny przebiegała w Niemczech, to dzisiaj znajdują się na niej Polska i państwa bałtyckie – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA