fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Polska marnuje 9 mln ton jedzenia rocznie, a ustawa utknęła

Według pomysłu senatorów duże sklepy miałyby obowiązek przekazania niesprzedanej żywności organizacjom pozarządowym
Fotorzepa/ Rafał Guz
Politycy chcieli ograniczyć marnowanie żywności, ale projekt ustawy utknął.

– Procedowanie niebezpiecznie się przewleka, co zagraża przyjęciu tej jakże potrzebnej ustawy – alarmuje senator PO Mieczysław Augustyn, autor projektu o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Nie ukrywa zaniepokojenia tym, że prace nad ustawą, która jest w praktyce gotowa, utknęły na ostatniej prostej.

Celem jest przeciwdziałanie wyrzucaniu jedzenia, którego w Polsce na śmieci trafia rocznie około 9 mln ton. Choć najwięcej wyrzucają konsumenci, ustawa ma dotyczyć wyłącznie handlu. Powód? Z uzasadnienia do projektu wynika, że duże sklepy dysponują sprawną logistyką i posiadają infrastrukturę techniczną, pozwalającą na identyfikację żywności, której zbliża się termin przydatności do spożycia.

Ponad podziałami

Projekt przewiduje, że każdy sklep spożywczy o powierzchni powyżej 250 mkw. będzie musiał oddawać niesprzedaną żywność organizacjom pozarządowym. Ten, który tego nie zrobi, zapłaci 10 gr opłaty za każdy kilogram niesprzedanego jedzenia.

I od początku prace nad projektem toczyły się w atmosferze ponadpartyjnej zgody. Choć pomysłodawcą jest senator Augustyn z PO, sprawozdawcą projektu w Sejmie był senator PiS Antoni Szymański. Pozytywną opinię przedstawił rząd, a propozycji przyklasnęły organizacje pozarządowe.

– Prawdą jest, że choć sklepy marnują najmniej w całym łańcuchu, to jednak w największym stopniu odpowiadają za kreowanie konsumenckich postaw – mówił w styczniu Marek Borowski, prezes Federacji Polskich Banków Żywności. I dodawał, że Banki Żywności poradzą sobie z wykonaniem ustawy.

W marcu prace nad projektem zakończyła specjalna podkomisja. – Udało się uzyskać pełen konsensus, co jest rzadkie w tym Sejmie. W kwietniu mamy posiedzenie Komisji Gospodarki i Rozwoju, która przyjmie projekt – zapowiadał w „Rzeczpospolitej" szef podkomisji Paweł Kobyliński z PO–KO. Dodawał, że na tym samym kwietniowym posiedzeniu projekt będzie głosowany na sali plenarnej, co powinno być formalnością.

Jednak szef Komisji Gospodarki i Rozwoju Jerzy Meysztowicz z PO–KO do dziś nie zwołał posiedzenia. Powód?

Senator Augustyn podejrzewa, że przyczyną może być opór Ministerstwa Środowiska, które ma wdrażać ustawę, a także sieci handlowych.

– Przeżywają one obecnie duże trudności, walcząc o rynek z dyskontami, a każde dodatkowe obciążenie może być odbierane przez nie jako niepotrzebny balast. Niektórzy twierdzą, że opór może wynikać też z tego, że nie wszyscy chcą ujawnić skalę marnotrawstwa – mówi.

Skąd opór?

Czy nacisk sieci rzeczywiście jest powodem zwłoki? Gdy sprawą zaczęła się interesować „Rzeczpospolita", Jerzy Meysztowicz ogłosił, że jest już termin posiedzenia komisji: 16 lipca. Twierdzi też, że komisja nie zajęła się dotąd projektem z powodu napiętego harmonogramu. – Sieci zgłosiły kilka poprawek, które wydają się dość logiczne. Jednak nie można uznać, że są przeciwne tej ustawie. Przecież nawet bez niej zrobiły wiele, by ograniczyć marnowanie żywności – zauważa Meysztowicz.

Przykładowo w maju Tesco ogłosiło, że w ciągu dwóch lat skala marnowania żywności w sklepach tej sieci spadła o 41 proc. Z wyrzucaniem jedzenia walczą też inne sieci, np. Carrefour. Od 2013 roku realizuje program „STOP marnotrawstwu". Z kolei Kaufland posiada w swoich sklepach specjalnie wyznaczoną strefę, w której znajdują się produkty przecenione.

Jednak jednocześnie hipermarkety rzeczywiście przeżywają trudny okres, systematycznie tracąc klientów na korzyść dyskontów. Przykładowo w styczniu 2019 roku Tesco poinformowały o zamknięciu 32 sklepów w Polsce, a w maju dołączyły do nich cztery kolejne.

Zdaniem senatora Augustyna obawy handlowców są nieuzasadnione. – Gdy zsumują ulgi podatkowe, związane z przekazywaniem żywności na cele charytatywne, bilans okaże się zdecydowanie pozytywny – mówi.

Zauważa, że komisja zajmie się projektem na przedostatnim posiedzeniu Sejmu przed końcem kadencji, więc czasu zostało bardzo mało. Jego zdaniem jeśli ustawa ma zostać przyjęta, trzeba się spiąć: – Podobne rozwiązania przyjęli Czesi, Włosi i Francuzi. My możemy być kolejni, ale musimy zrobić to rzutem na taśmę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA