Polityka

#RZECZoPOLITYCE Bogusław Liberadzki: Można było uniknąć odwołania Czarneckiego

rp.pl
- Wiceprzewodniczącemu PE wolno mniej. (...) Osoba na takim stanowisku musi zawsze liczyć się z tym, że występuje niejako w zastępstwie przewodniczącego - powiedział w programie #RZECZoPOLITYCE Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący SLD.

Profesor Liberadzki pytany, jak głosował w sprawie Ryszarda Czarneckiego, odpowiedział że głosowanie było tajne i nie powinno się o tym publicznie wypowiadać. - My mamy taki zwyczaj, że generalnie Polacy popierają Polaków, dlatego że to leży w naszym interesie – dodał.

Gość naszego programu powiedział, że europoseł PiS przekroczył stosowną granicę w krytyce Róży Thun. - Wiceprzewodniczącemu wolno mniej. (...) Osoba na tym stanowisku musi zawsze się liczyć z tym, że występuję niejako w zastępstwie przewodniczącego. Jest tym stygmatyzowany – powiedział.

Jacek Nizinkiewicz przypomniał, że słowa Czarneckiego padły poza Parlamentem Europejskim i nie dotyczyły spraw wewnętrznych tej instytucji. Według prowadzącego to jest precedens, że europoseł został tak dotkliwie ukarany. - Poza PE zdarzały się politykom w przeszłości różne incydenty i ponosili konsekwencje za swoje zachowanie. (...) Można było tego uniknąć. Były rozmowy z przewodniczącym Tajanim w tej sprawie – stwierdził.

- Mógłby użyć formuły, która by pokazała że jest gotowy zrobić pół kroku wstecz. (...) Ryszard Czarnecki - z całym szacunkiem - jest wielką postacią, ale Polską to on nie jest, nie jest nawet PiS-em. Jest po prostu Ryszardem Czarneckim, wybitnym posłem PiS – podkreślił.

Pytany, czy są przepisy prawne, które umożliwiły pozbawienie funkcji wiceprzewodniczącego PE, profesor odpowiedział, że nie ma przepisów mówiących o odwołaniu z tej funkcji "za słowo" spoza PE. - Jest przepis art. 21 który mówi, że można kogoś odwołać w przypadku szczególnego, rażącego naruszenia zasad parlamentaryzmu i zachowań – podkreślił Liberadzki.

Jacek Nizinkiewicz w dalszej części rozmowy spytał naszego gościa o możliwą współpracę partii lewicowych w przyszłych wyborach samorządowych. Profesor Liberadzki zaznaczył, że nie da się ułożyć wspólnych list z partią Razem, dlatego że nie istnieje ona w wielu województwach. - Z naszej strony jest zaproszenie. (...) Jesteśmy jedynym państwem w UE, w którym nie ma socjaldemokratycznej strony. (...) PiS przyjęło pakiet socjalny po to, żeby uzyskać poparcie. Zrobili to bardzo inteligentnie, tego nie ukrywajmy. Od razu potwierdzam: gdybyśmy kiedyś decydowali o losach państwa, zachowalibyśmy te elementy - program 500plus by został – powiedział.

- Obawiam się, że nie ma miejsca na nową, lewicową partię w Polsce. (...) Nie sądzę, żeby to się udało – dodał.

Pytany czy zgadza się z tezą Włodzimierza Cimoszewicza, która mówi o tym, że Polacy brali udział w Holokauście, odpowiedział że nie. - Ja bym nigdy w ten sposób nie powiedział, dlatego, że Holokaust z samej definicji oznacza zorganizowaną, całkowitą anihilację i zniszczenie narodu. Taki program był programem niemieckim – powiedział profesor Bogusław Liberadzki.

 

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL