Anna Paluch jest doświadczoną posłanką PiS i szefową tej partii w Nowym Targu na Podhalu, gdzie ma też swoje biuro poselskie. I tego właśnie biura dotyczył spór sądowy, który w ubiegłym roku zakończył się egzekucją komorniczą.
Nieprzezorna szefowa
Czego dotyczył spór? Każdy poseł na prowadzenie swoich biur dostaje ponad 12 tys. zł miesięcznie, a część tej kwoty może przeznaczyć na zatrudnienie pracowników. Jak każdy pracodawca musi ich przy tym zgłosić do ubezpieczeń społecznych i odprowadzać za nich składki.
– ZUS traktuje posłów jak każdy inny podmiot i zdarza się, że wzywa ich w celu wyjaśnienia wątpliwości – mówi Jerzy Budnik z PO, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Regulaminowej i Spraw Poselskich.
Zauważa, że Kancelaria Sejmu wydaje nawet regularnie aktualizowany „Poradnik posła pracodawcy", w którym informuje o „obowiązkach i uprawnieniach wobec osób wykonujących pracę w biurach poselskich".
Spór dotyczył pracownika, którego Paluch zatrudniała w kadencji 2007–2011. Posłanka, choć była zobowiązana do opłacania za niego składek, tego nie robiła.
W rozmowie z „Rzeczpospolitą" wyjaśnia, że została przez niego wprowadzona w błąd. – W celu udzielania porad prawnych zatrudniłam prawnika. To w moim regionie ważne, bo dostęp do takich porad jest utrudniony. Ten pan poinformował mnie, że pracuje jednocześnie w innym miejscu, więc nie ma już potrzeby opłacania za niego składek – wyjaśnia.
Dodaje, że zatrudniła go na umowę-zlecenie, a „szefowa biura nie była na tyle przezorna, by wziąć od niego oświadczenie na piśmie". – Ponieważ rozliczamy się kadencjami, nie mogłam opłacić składek z pieniędzy przeznaczonych obecnie na funkcjonowanie biura – tłumaczy Anna Paluch.
Zaległe składki wyniosły 2,4 tys. zł, do których ZUS naliczył 3,2 tys. zł odsetek. Całą kwotę przelała do ZUS Kancelaria Sejmu z zamiarem odzyskania należności od posłanki, a w grudniu 2011 r. zgodziła się ona na potrącenia składek z jej uposażenia. Odmówiła jednak zwrotu zapłaconych przez Kancelarię Sejmu odsetek. „Kierowane do posłanki wielokrotne wezwania do dobrowolnej wpłaty tych pieniędzy pozostały bez odpowiedzi" – informuje biuro prasowe Kancelarii Sejmu.
Kancelaria wytoczyła więc posłance proces cywilny, który wygrała w lutym ubiegłego roku.
Świecić przykładem
Dlaczego Anna Paluch nie chciała oddać pieniędzy? – I tak za tego pana zapłaciłam z własnej kieszeni kilka tysięcy złotych. Nie chcę się z nim już procesować, bo szkoda mi na to czasu, przy znanej powszechnie „sprawności" działania polskich sądów – tłumaczy. – ZUS szuka każdej możliwości uzyskania dochodów. Okazuje się, że równie surowo jak przedsiębiorców traktuje posłów – dodaje parlamentarzystka.
Jej postawę krytykuje Jerzy Budnik. – Niektórzy posłowie mają problem z prowadzeniem dokumentacji, ale zawsze można wynająć księgowego. Skoro ponad wszelką wątpliwość ustalono, że poseł popełnił błąd, powinien się do niego przyznać i go naprawić. Nie wypada parlamentarzyście, który powinien świecić przykładem, bronić się w sposób nieracjonalny – komentuje.
Ostatecznie w lipcu 2014 r. komornik sądowy pobrał z uposażenia posłanki zaległą kwotę, powiększoną o kolejne odsetki, tym razem płatne na rzecz Kancelarii Sejmu.
Jednak sprawy Anny Paluch to nie zakończyło. Teraz planuje się nią zająć Komisja Etyki Poselskiej. – Wystąpię do pani poseł z prośbą o wyjaśnienia. Od odpowiedzi zależy, czy komisja rozpatrzy sprawę. Najwcześniej może to nastąpić na najbliższym posiedzeniu Sejmu – informuje przewodniczący komisji Tomasz Garbowski z SLD.