fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Pod górkę z rozliczeniem winnych za „Getback”

GetBack
Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Kiedy ruszy proces, czy główny oskarżony nadal będzie siedział, i czy zostanie wystawiony list gończy za miliarderem – wszystko ma się rozstrzygnąć w tym miesiącu.

W tym miesiącu, trzy lata po wybuchu sprawy Getback zapadną trzy kluczowe decyzje przesądzające o jej losach. Od nich zależy, czy i kiedy osoby odpowiedzialne za gigantyczne oszustwo, przez które 9 tys. osób straciło blisko 3 mld zł, zostaną rozliczone. A także, czy śledczy „sięgną” po wszystkich beneficjentów afery – o których mówi były prezes windykacyjnej spółki, który nie zamierza „tonąć” w pojedynkę.

Konrad K. jeszcze posiedzi?

Już 1 kwietnia okaże się, czy były prezes Getback Konrad K. pozostanie w areszcie aż do września tego roku. Wniosek o jego przedłużenie o pięć miesięcy złożyła sędzia Iwona Strączyńska z Sądu Okręgowego w Warszawie, wskazując na „wysokie prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanych oskarżonemu czynów", obawę ucieczki oraz to, że Konrad K. może wpływać na zeznania pokrzywdzonych, i tak utrudniać śledztwo. Decyzję o tym, czy główny oskarżony, na dziś domniemany jedyny „mózg” przedsięwzięcia ma pozostać w areszcie, podejmie w czwartek Sąd Apelacyjny w Warszawie (K. siedzi już ponad dwa lata – od czerwca 2018 r., gdy został zatrzymany po powrocie z Izraela).

Sam Konrad K., choć w śledztwie wskazał na swoją rolę, to uważa, że był jedynie „pionkiem” i sugeruje, że prawdziwi beneficjanci afery są wyżej - chce, by śledczy szukali „rzeczywistych sprawców”. W rozsyłanych w różne miejsca listach ma wskazywać na dwie osoby – jednej z nich już postawiono zarzuty, inna dotąd nie została nimi objęta. - Sukcesywnie rozliczamy wszystkich – twierdzi Prokuratura Regionalna w Warszawie, która od dawna utrzymuje, że śledztwo ma charakter „rozwojowy”.

Obrońca Konrada K., mec. Marek Małecki – o czym niedawno pisaliśmy - uważa, że „stosowanie wieloletniego aresztu w państwie UE w XXI w. w sprawie gospodarczej jest niehumanitarne i bezsensowne".

 

Co z aresztem dla miliardera?

Już tydzień później, 8 kwietnia inny sąd – okręgowy w Warszawie zdecyduje o losie Leszka Czarneckiego – ma rozpoznać zażalenie prokuratury na odmowę tymczasowego aresztowania biznesmena.

Prokuratura chce Czarneckiemu ogłosić m.in. zarzuty oszustw na szkodę klientów Idea Banku na kwotę 130 mln zł - w czasach, gdy był on szefem rady nadzorczej tego banku, a według śledczych faktycznie nim kierował (z 9 tys. pokrzywdzonych w sprawie Getback, blisko połowa to klienci Idea Banku). Chociaż od sierpnia ubiegłego roku zarzuty są gotowe (pisemnie sformułowane), to do dziś, ze względu na to, że biznesmen przebywa za granicą i jest nieuchwytny – nie zostały mu ogłoszone.

Patową sytuację mógłby przerwać tymczasowy areszt – co pozwoliłoby wystawić za Czarneckim list gończy – jednak dotąd, mimo kilku prób, to się śledczym nie udało. W grudniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia nie zgodził się na aresztowanie miliardera - choć uznał, że istnieje duże prawdopodobieństwo popełnienia przez niego czynu, to ocenił, że nie ma obawy ukrywania się i matactwa.

Prokuratura złożyła zażalenie.

- Wobec błędnej decyzji sądu podejrzany Leszek Cz. w dalszym ciągu ukrywa się przed wymiarem sprawiedliwości i ma możliwość wpływania na świadków i podejrzanych w celu ukrycia swojego udziału w przestępczym procederze dystrybucji obligacji GetBack, w kierowanym przez niego Banku – mówi „Rzeczpospolitej” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie. I zaznacza, że biznesmen „co najmniej od 10 września 2020 r. wie, że prokuratura zamierza ogłosić mu zarzuty popełniania przestępstw”, i od tego czasu do dziś „nie wyraził woli stawiennictwa przed sądem lub prokuratorem”.

Na posiedzeniu sądu w listopadzie ubiegłego roku obrońcy biznesmena przedstawili zaświadczenie o wyznaczonej na ten dzień konsultacji okulistycznej w klinice w Monako i przeciwwskazaniach do podróżowania w ciągu 10 dni od dnia wystawienia zaświadczenia (ma datę 10 listopada 2020 r.).

Na grudniowym terminie biznesmen również się nie stawił i – jak podnoszą śledczy - „nie usprawiedliwił swojej nieobecności”. Jego obrońcy oświadczyli, że nie mógł tego zrobić z przyczyn zdrowotnych, wskazując na wcześniej dołączone do akt zaświadczenie zalecające powstrzymanie się od podróży.

- Przedkładana przez obrońców podejrzanego do akt sprawy dokumentacja w żaden sposób nie wskazywała na wolę stawienia się Leszka Cz. przed organami wymiaru sprawiedliwości i współpracy z nimi. Wskazuje jedynie na cwaniactwo procesowe oraz na chęć instrumentalnego wpływania na opinię Sądu poprzez sugerowanie, że biznesmen nie może się stawić w sądzie z przyczyn zdrowotnych - zaznacza prok. Marcin Saduś.

Czy na posiedzeniu sądu 8 kwietnia biznesmen się stawi?

-Byłoby dobrze, ale jeszcze o tym nie rozmawiałem z klientem. To odległy termin i wszystko może się zdarzyć. Poza tym, masa rozpraw spada przez COVID-19 - tłumaczy nam mec. Jacek Dubois, obrońca Leszka Czarneckiego.

Biznesmen ma usłyszeć zarzuty bliźniaczo podobne do tych, jakie w lutym 2019 r. dostało kilkanaście osób z Idea Banku (menedżerowie i osoby z byłego kierownictwa). Prokuratura uważa, że oszustwo Getback i sprzedaż często nieświadomym klientom obligacji tej spółki były przeprowadzone z premedytacją, a miliarder miał działać „wspólnie i w porozumieniu" z byłym prezesem GetBacku i innymi podejrzanymi. Zarzucane mu przestępstwa są zagrożone karą 15 lat pozbawienia wolności.

 

Zwrot czy jednak proces?

Z kolei pod koniec miesiąca, 26 kwietnia Sąd Apelacyjny (na niejawnym posiedzeniu) wyda najważniejszą dla losów sprawy decyzję – oceni czy w pierwszym akcie oskarżenia są tak duże braki, że trzeba go odesłać prokuraturze do uzupełnienia, czy też można już teraz zacząć sądzić oskarżonych (Konrada K. i 15 osób z Idea Banku).

Na proces liczą poszkodowani, często drobni ciułacze, którym „wciskano” obligacje Getback przekonując ich m.in., że są to „bezpieczne lokaty”.

Po ponad trzech miesiącach od otrzymania aktu oskarżenia, Sąd Okręgowy w Warszawie (przewodnicząca składu sędzia Iwona Strączyńska) w lutym tego roku orzekła, że ma on wrócić do prokuratury, bo zawiera liczne braki. Wytknęła, że ta nie przesłuchała wszystkich 9 tys. pokrzywdzonych i nie zaznajomiła z aktami sprawy wszystkich podejrzanych. Ponadto wskazała, że opinie z zakresu informatyki i finansów rachunkowości są niepełne.

Decyzję o zwrocie zaskarżyła prokuratura, która nie zgadza się z tą oceną sądu. W zażaleniu do Sądu Apelacyjnego wskazała, że zaznajomienie podejrzanych z materiałem dowodowym było prawidłowe, co mają potwierdzać protokoły z tych czynności. I przywołała art. 315 a kpk, który zwalnia prokuratora z obowiązku przesłuchania wszystkich pokrzywdzonych, „jeśli czynność ta nie jest niezbędna z punktu widzenia ustaleń faktycznych”. Chodzi o to, że wszyscy pokrzywdzeni byliby przesłuchiwani na te same okoliczności, więc dla sprawności postępowania, od tego odstąpiono (przesłuchano ok. tysiąc poszkodowanych).

Prokuratura uważa też, że nie trzeba uzupełniać opinii biegłych, bo – jak twierdzi – można ewentualne niejasności zweryfikować wzywając biegłych do sądu. I podkreśla, że wspomniane opinie były dowodami, jakie brał pod uwagę sąd stosując wobec oskarżonych środki zapobiegawcze.

 

 

 

Poszkodowani czekają

W sprawie trwają proceduralne spory, co zajmuje czas, i niepokoi zwłaszcza pokrzywdzonych klientów.

Np. o areszcie dla miliardera sąd zdecyduje po ośmiu miesiącach od prokuratorskiej decyzji o zarzutach, i czterech miesiącach od negatywnej decyzji sądu rejonowego. Z kolei po 2,5 miesiąca od decyzji, Sąd Apelacyjny rozpozna zażalenie prokuratury na zwrot sprawy. To wszystko ma wpływ na to, kiedy ruszy proces, ale także na śledztwo, w którym lista podejrzanych nie jest zamknięta.

Wydłużający się czas działa na niekorzyść pokrzywdzonych, którzy czekają na rekompensaty ze środków finansowych zabezpieczonych na majątkach oskarżonych. Bez prawomocnego wyroku nie mają na nie szans.

- Zależy nam, żeby sprawa jak najszybciej trafiła na wokandę. A jeśli pierwszy akt oskarżenia rzeczywiście wróci do prokuratury, to oznacza, że proces odwlecze się na długie lata, zwłaszcza, że mamy covid – mówi „Rzeczpospolitej” Artiom Bujan, prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Obligatariuszy Getbacku. I dodaje: – Jeśli zdaniem sędzi w akcie oskarżenia były niedociągnięcia czy nieścisłości, to sędzia ma władzę w rękach, żeby to wyjaśnić czy skorygować w trakcie procesu, którego jest gospodarzem. A wybrała najprostsze rozwiązanie jakim jest zwrot sprawy do prokuratury. Nie wyobrażam sobie, żeby prokurator np. musiał przesłuchiwać 9 tysięcy ludzi – komentuje Bujan.

Jak podkreśla, prokuratura zabezpieczyła znaczny majątek podejrzanych, ale żeby go spieniężyć i by poszkodowani mogli odzyskać część utraconych pieniędzy, potrzebny jest wyrok karny.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA